Rębacze


Wiele tygodni bezcelowej tułaczki sprawiało, że Borgo Mundri i jego chłopaki byli w bardzo złym nastroju. Tego dnia zaszli do gospody „Smoczy Oddech”, gdzie chcieli wypocząć i jakoś spożytkować ostatnie grosze, jakie im zostały. Było ich pięciu. Brat Borga, Zelder Mundri miał osiemdziesiątpięć lat, co czyniło go młodszym z braci. Jego znakiem rozpoznawczym była opaska w miejscu lewego oczodołu, w którym zamiast oka świeciła pustka.

– Borgo! Długo tu będziemy kiblować? Chcę się w końcu pożądnie wyspać. Gdzie ci tak spieszno, braciszku?
- Cicho bądź, wszyscy mamy już dość tego miejsca, w gębach sucho, a jeszcze muszę policzyć ile zostało nam złota. Chyba, że na sianie w stajni chcesz spać, w końskim łajnie! – Borgo miał już dosyć narzekań swojego brata. Młody chłystek – pomyślał. Jeszcze nie tak dawno nasza świętej pamięci matula podcierała mu dupsko i karmiła, aż spasł się jak świnia. 
Po dłuższej chwili przeliczania zawartości sakiewki starszy z braci wstał i ogłosił 
– Zostało nam dwadzieściaosiem sztuk złota. Mamy za to po dwa kufle piwka dla każdego i jeden nocleg. Co będzie jutro, nie wiem. Chyba będziemy musieli okraść karczmarza! – Borgo spojrzał wymownie na karczmarza, którego oczy wypełnił w jednej chwili strach. Krasnoludy wybuchły śmiechem.
- Nie obawiaj się, jedynie żartujemy. Jutro wyruszymy. Nie będziemy sprawiać Wam kłopotu, poczciwy karczmarzu.
Gdy rechot ustał, ze swego siedzenia dźwignął się kasnolud z najdłuższą brodą. Był to stary Yaren Siwobrody. Imię Yarena było prawdziwe, jednak nazwisko wymyślił sam. Był to najemnik, któremu Borgo uratował życie w czasie swej wędrówki przez borsucze wzgórza. 
– Panowie. Myślę, że trzeba ruszyć na południe, w kierunku wężowej zatoki. Słyszałem, że żyje tam wielki robal, za którego flaki można dostać niezłą sumkę. Wystarczy się ugadać z kupcami z gildii. 
- Nie może być! – uderzył pięścią w stół Cedric Zinn, młodszy od Zeldera, równie porywczy, lecz słaby w boju. Nie odziedziczył talentu do wywijania toporkiem po swym sławnym ojcu. Nadrabiał natomiast doskonałym zmysłem strzelania z kuszy. Używał dwóch broni - jedną był wspaniały arbalest, z którego Cedric wystrzeliwał cztery bełty na minutę. Był to rekord, który czynił z niego najznamienitszego kusznika w całej Maeterii. Drugą kuszą była mała, poręczna lottika nazywana tak przez krasnoluda na cześć jego pierwszej kobiety. Lottika miała niewielki zasięg oraz słabą siłę wystrzału, lecz Cedric mógł w ciągu minuty najeżyć wroga ośmioma bełtami. Do jej obsługi krasnal używał jednej ręki. 
– Cedric, masz coś do powiedzenia? – zagadnął porywczego młodzieńca Borgo. 
- A mam! Nie będę jechał na południe by katrupić jakiegoś śmierdzącego robala, gdy czekają na nas potwory takie jak behemot! – pociągnął łyk karczemnego piwa.
- Dobrze marudy. Hej, Nildo! Co ty o tym sądzisz? Jakieś pomysły?
Jedyne co mnie interesuje, to zemsta. – Pomyślał Nildo Tarrin, który stracił dwa dni temu brata. Było ich sześciu. W nocy, gdy drzemali w lesie nieopodal traktu, napadły na ich obóz trole. Za odebranie życia jego bratu atakujące trole zapłaciły stratą ośmiu pobratymców. Za mało. – Pomyślał. – Za mało ...
Nildo podniósł wzrok, lecz nic nie powiedział do zgromadzonych. Przechylił tylko dzbanek piwa i otarł usta rękawem.
- Zero zgody. A niech to! Jak ja nie lubię być wodzem tej naszej zafajdanej kompaniji. – Borgo spojrzał na towarzyszy robiąc efektowną pauzę, po czym przemówił. – Jutro ruszamy na północ. Teraz natomiast idziemy spać. Wyruszamy skoro świt, chłopy!
Wtedy do gospody wszedł mężczyzna mierzący na oko metr siedemdziesiąt wzrostu. Jak na człowieka – wysoki. Był lekko uzbrojony lecz przypasany zdobiony miecz wskazywał, że był to rycerz.
- Witajcie! Czy zastałem tu sławną kompanię Rębaczy, których przywódcą jest Borgo?
Wszyscy biesiadnicy spojrzeli na rycerza. Elfy, niziołki, kilkunastu krasnoludów, a nawet jakiś samotny trol. 
Nieznajomy spojrzał w stronę siedzącej grupy dziesięciu krasnoludów. Wyglądali dosyć chwacko. Gęby mieli oznaczone bliznami. Jeden z nich nosił czarną opaskę na oko, najprawdopodobniej wybite lub ślepe. Każdy miał przypasany toporek, co świadczyło, że mogą to być bandyci, oddział paramilitarny albo zwykłe zawadiaki.
Rycerz dumnie wypiął pierś, gdyż pamiętał o swojej eskorcie składającej się z trzydziestu pięciu zbrojnych, gotowych w każdej chwili wpaść do karczmy i zrobić porządek z łobuzami. Skierował więc zapytanie w kierunku chwackich krasnoludów.
- Czy to Wy jesteście Rębacze?
- A kto pyta?! – odezwał się mocno zarośnięty krasnolud.
- Z rozkazu Lorda Dezmoda z Kliss mam odszukać imć Rębaczy z Gór Smoczych. Sławnych monsterdziejów. 
- Kim jest ten Lord Tesmot z czegoś tam? – zapytał Cedric.
- ... Dezmond z Kliss. Działa on na rozkaz króla Edwarda, który zlecił mu znalezienie chętnych na krucjatę. Czy to Wy jesteście Rębacze?
- Jesteśmy. - Odezwał się ponownie ten z długą brodą.
- Zapraszam więc jegomościa Borgo syna ...
- Dobra, nie wymieniaj już nazwisk i imion, bo do wieczora tu zabawimy.
- ... Do porozmawiania na osobności przed karczmą. - dokończył posłaniec.
- Pójdę, ale z towarzyszami.
- Dobrze więc, chodźmy!
Borgo wraz z dziewiątką swoich braci krasnoludów wyszedł na zewnątrz karczmy. Czekała tam eskorta posłańca. Jednak Rębacze nie obawiali się niczego złego od nieznajomych, gdyż rycerze byli bardzo zmęczeni i rozleniwieni. Zdecydowanie nie byli gotowi do bitwy, nie przewidywali jej.
- To co tak ważnego chce od nas Lord Dezmond? - zapytał Borgo
- Krucjata na zielonego smoka się szykuje.
- Gdzie ten smok by niby miał być?
- Góry Smocze, zachodnie zbocze. Wąwóz straceńców.
- Nie pamiętam, by zakotwiczył się tam kiedykolwiek zielony. Szczerze mówiąc, nie mam jeszcze łba takiego gada.
- Możecie, krasnoludzie, dostąpić tego zaszczytu i zamordować bestię.
- Srytu, nie zaszczytu! Jeśli mi łba pierw nie strąci, to kto wie ... Ile płaci ten Wasz Lord?
- Pięćdziesiąt tysięcy sztuk złota dla całej drużyny, jeśli uśmiercicie bestię.
- Umowa stoi.
Borgo uśmiechął się słysząc kwotę. Na to liczyli też jego kompani. Posłaniec wyciągnął z sakwy dokument zwinięty w rulon i wręczył go Borgowi.
- Oto kontrakt. Jest tu wszystko napisane. Czy Lord Dezmond może liczyć na Wasze miecze?
- Raczej topory! - odparł Zelder.

- Oraz kusze! - dorzucił Cedric.


Smoki Maeterii 2008-2012 All Rights Reserved
Design by WasinArt.pl