Klucz do potęgi

Klucz do potęgi

I

„A jednak... wykiwał mnie...”
-... Kamienny pysk. Ciekawe, co takiego schował?
Xenon sięga po kamień.
-Runa. Sądząc po znaku, runa hipnozy...
Dochodzi do samozapłonu runy.
-Ej, ale co tak nagle...
Moc runy przenosi Xenona na odległą wyżynę, na której czeka już hologram Soprana.
-Skoro tu jesteś to znaczy, że prawdziwe spotkanie jest już za nami.
-Co zamierzasz?
-Nie odpowiadam na żadne pytanie, także nie przemęczaj się. Mam dla Ciebie jedną poradę oraz informację. Na początku co nieco o Czarnym Nadzorcy. Gdy przybyliśmy do doliny, Vergon pilnował tej broni i nie pozwalał Ci się z nią komunikować. Pewnego razu przez rutynę zostawił go jednak w łatwo dostępnym miejscu. Dorwał się do niego jakiś gamoń. Przedstawiał się jako Ojciec Nijo, czy jakoś tak. Wykorzystałem tę sytuację i tak przezwałem twego towarzysza. Jakkolwiek idiotycznie by to nie brzmiało, to i tak oddala zwykłych śmiertelników od tropu Pradawnych. Proponuję używać nazwy Berła Ojca Nijo.
Rangos przerywa, aby dać Xenonowi chwilę na przemyślenie, po czym wznawia rozmowę.
-Teraz informacja. W mieście portowym żyje pewna rodzina, Rechterowie. Znajdziesz tam młodego człowieka o imieniu Gregor. Dosyć sprytnie podzieliłem się z nim pewnymi... nazwijmy to naukowymi koncepcjami. Zrobisz jak zechcesz, ale myślę, że łatwo powinieneś namówić go do współpracy. To będzie interesujące...
Bez ostrzeżenia Soplicus powala Xenona na kolana.
-Prawdopodobieństwo twojej wygranej jest niewielkie, ale daję Ci tą ostatnią nadzieję. Obyś dobrze to wykorzystał.
Kończy się działanie runy Rangosa. Xenon nie może uwierzyć w to, co się stało. Natychmiast teleportuje się do jaskini, aby omówić tą sprawę z Nadzorcą.
-Xenon, co zamierzasz, czy zaufasz temu burakowi?
-Nie ufam mu. Natomiast nie mogę się oprzeć pokusie sprawdzenia, co miał na myśli z tym Gregorem Rechterem. Berło Ojca Nijo, czy mógłbyś...
-Nie nazywaj mnie tak do cholery!
-Wybacz, musiałem. Zajmę się tym naukowcem. Możesz sprawdzić w międzyczasie, kto był tobą zainteresowany, ten Nijo...
-Cóż, myślę, że to nie powinno sprawić większego problemu. Coś jeszcze?
-Nie, na razie tyle.
Xenon rusza w przebraniu strażnika miejskiego do miasta, natomiast Nadzorca zaczyna namierzać Ojca Nijo na podstawie mocy. Wykorzystuje też klona do poszukiwań. Xenon po wejściu do miasta od razu kieruje się w stronę miasta portowego. W głębi spotyka zamyślonego Gregora.
-Gregor Rechter, jak mniemam. W końcu znalazłem Cię. Zakładam, że o tobie wspominał.
-Mało kto mnie sam z siebie zagaduje. Pan Xenon.
-Gregorze, będziesz mi musiał opowiedzieć o twoim projekcie. Jaka umowa łączy Ciebie i Jego?
-Pan Sopran mówił mi, że zaprowadzi mnie pan do jego laboratorium. Zostawił mapę z zaznaczoną lokalizacją.
-(Zatem założył, że przystanę na jego propozycję. Ale sobie pogrywa!) Nie będziemy marnować czasu, pokaż tę mapę i idziemy.
Zgodnie ze wskazówkami Xenon i Gregor dochodzą do ukrytej świątyni. W środku zaś znajdowały się cztery generatory mocy. W środku wgłębienie na wzór dołu ofiarnego, a w głębi pomieszczenia mechanizm kierujący generatorami.
-O panie, ale masz tutaj miejsca.
-Ta, koniecznie odpowiedz na moje pytanie. Co za badania masz zamiar tutaj przeprowadzać?
-Pan Sopran powiedział mi co nieco o Pradawnych. Zostali... a właściwie zostaliście stworzeni przez Apocalypsusa. Wszystko dzięki mieczowi Quantum Univers, należącego pierwotnie do mistycznego Azdarna.
-Wszyscy mnie intrygujecie. Dlaczego do tego nawiązujesz, do czego dążysz?
-Ja... oczywiście dążę do rozwoju nauki. On doskonale to wiedział i dlatego mnie wybrał. Do tej budowli został wlany fragment mocy tego boskiego miecza. Byłbym jak ślepiec, gdybym zaprzepaścił taką szansę.
-Wyrażaj się konkretniej, czy ten miecz... znajduje się w tym wymiarze?
-Tego nie wiem, ale dzięki cząstce jego mocy przepływającej w tym pomieszczeniu mogę spróbować tego dokonać... stworzyć człowieka... człowieka chłonącego moc. To jest przepiękna wizja. Lordzie Xenonie, nie interesują mnie twoje zatargi z czarnym magiem. Chciałbym Cię zaprosić do udziału w moim projekcie. Chcę stworzyć pusty, modyfikowalny byt na twoje podobieństwo.
-W jednym wymiarze słyszałem o czymś takim, jak ta bura rasa. To by do tego pasowało. Khm, sam nie wiem, co o tym sądzić, czego będziesz potrzebował w zamian?

II

„Lordzie Xenonie, potrzebuję ciał. Pan Sopran przeprowadzał eksperymenty na ludziach. Tworzył z nich nekromanckich bezmózgów. Można ich wykorzystać”
Xenon zgodził się i wyruszył poszukiwać ciał. Tymczasem Nadzorca wykonuje ruch. Udało mu się znaleźć Ojca Nijo. Teleportuje się w jego pobliże. Od razu zostaje zaatakowany przez Nijo, zmuszony jest unieruchomić go.
-Hmm, nie byłeś zbyt miły, gdy mnie zobaczyłeś. To ty jesteś Nijo?
-Ta broń, współpracujesz z Arantos i tym zamaskowanym gnojem? No, w sumie to ty też jesteś zamaskowany. Przyszedłeś, żeby mnie dobić, ale postaraj się mnie zrozumieć. Musiałem się jakoś zemścić za śmierć towarzyszy.
-(Szkoda, że nie jestem w temacie, pewnie miał na myśli Vergona). Nie, nie pracuję dla Arantos. Miecz, który widziałeś był kopią. Z tego, co zrozumiałem, miałeś jakieś zatargi z ich grupą.
-Furiat w białej masce wyrżnął ludzi z mojego obozu. Przybyliśmy tu, żeby zaopiekować się ruinami klasztoru po magach ognia. Nawet nie zdążyliśmy tam dojść. Był szybki jak jastrząb, drapieżny jak orzeł.
-(Wydaje się być dziwny, ale moc, którą w nim wyczuwam... jest większa, niż ta przeciętnego człowieka, dobry materiał.) Słuchaj Nijo, myślę, że mamy wspólnego wroga. Twoje dążenie do zdobycia mojego miecza pozwoliło nam nawiązać kontakt. Co myślisz o nawiązaniu współpracy? W końcu ręka rękę myje.
-Jasne, o ile zagwarantujesz, że nie zginę przystając na to.
-Zatem zaprowadzę Cię do pewnej jaskini.
Poinformowany telepatycznie Xenon zjawia się w grocie, gdzie czeka już na niego Nijo.
-Witaj, Nijo. Widzę, że dałeś się namówić do przybycia tutaj. Masz jaja. Jest to nie lada ryzyko. Mógłbym jednak kłamać i dalej pracować dla Arantos. Są takie chwile, gdy warto podjąć ryzyko w swym życiu.
-Muszę się zgodzić. Następują one częściej, niż możemy sobie wyobrazić. Jednak świadomość możliwej utraty poprzez ryzyko determinuje ludzi do działania.
-Teraz jednak proponuję opuścić tę kurtynę niepewności. Proszę, dotknij broni wbitej w podłogę.
Nijo sięga po kolejną kopię broni Xenona.
-Ukaż się, Czarny Nadzorco.
Zgodnie z wolą Xenona, Nadzorca ujawnia się w swej prawdziwej formie. Wyższy od zwykłego człowieka z głową bez twarzy.
-Dzień dobry. Miło mi Cię widzieć. W końcu ktoś nowy poza tym nudziarzem.
-Wcześniej jakoś nie narzekałeś!
-Człowieku, jeżeli jesteś gotowy, opowiem Ci historię dotyczącą Arantos. Wtedy zdecydujesz, czy do nas dołączysz, czy też, ekhm, podejmiesz inną decyzję. Masz w sobie potencjał i myślę, że warto go wykorzystać. Będziesz miał szansę zemścić się na tych śmieciach.
-Mnie to pasuję, będziecie musieli to tylko jakoś dobrze wyjaśnić.
Xenon rozpoczyna proces ukazywania myśli innej osobie. Potrzebuje jednak całkowitej pomocy Nadzorcy, gdyż nie posiada jeszcze możliwości wizualizacji.
-Zatem słuchaj i patrz, Nijo...

III

-... Nareszcie. Nie wiedziałem, że będzie to takie męczące. Dzięki właściwościom tej jaskini nie straciliśmy jednak dużo czasu. 
-Xenonie, zgadzam się na to. Niech twój miecz nazywa się Berłem Ojca Nijo. Natomiast w tym czasie pomogę Ci szukać ciał dla Gregora. Zainteresowały mnie też twoje badania nad klonami. Być może gdy będzie potrzeba, to pomogę Ci w tym. 
-Nadzorca, na razie pozostaniesz w większym ukryciu, niż do tej pory. Nie mogą się dowiedzieć o twojej obecności. Jak na razie tylko ja i Nijo widzieliśmy twoją prawdziwą formę. I niech tak zostanie.
-Ehh, znowu będę się tu nudził i przypatrywał twoim działaniom... Niech będzie.
-My wyruszamy poszukiwać ciał dla Gregora. Czasu nie ma dużo.
-Dobrze, tylko wrócę do pozostałości po moim obozie. Zostawiłem tam kilka rzeczy.
Nijo wyrusza po sprzęt, zaś Xenon rozpoczyna przygotowania do projektu Gregora. W ciągu kilku dni przynosi do Gregora cztery ciała zabitych przez niego nekromantów. Pierwsza i druga próba nie dają oczekiwanego rezultatu. 
-Panie, musimy zwiększyć napływ mocy. Bez tego nie zadziała.
-Niech będzie. Umieszczę ponownie te ciała w komorach, zaś sam wejdę do dołu.
-Lordzie, kolumny zostały naładowane w pełni. Proszę o sygnał, kiedy będziesz gotowy.
-Wedle mnie możemy zaczynać.
Rozpoczyna się procedura. Ciała nekromantów nie wytrzymują i niemal natychmiast zostają zniszczone. Xenon, pod wpływem rozdarcia upada, a obok niego pojawia się... identyczna postać Xenona, wykazująca czynności życiowe.
-Udało się, to żyje...
-Człowiek stworzony na moje podobieństwo... 
Obydwaj przenoszą nowo powstały byt na dość płaski kamień.
-Gregorze, jeżeli mam być z tobą szczery to ten sukces wydawał mi się niemożliwy do realizacji.
-Po tych dwóch nieudanych podejściach udało nam się nagromadzić więcej mocy. To musiało być od tego zależne. Dzięki temu będziemy mogli kontynuować prace. Panie, jeżeli można spytać, co zamierzasz z tym zrobić?
-On będzie moim zabezpieczeniem. Aby tak się stało, muszę nadać mu imię. Imię, które uwolni moc, którą mu przekażę. Istota spoczywająca na tym kamieniu... od dziś nadaję jej imię, które połączy ją z magią Pradawnych... od dziś, będzie znany jako... Linkszejn Merd. Tożsamość swą pozna w odpowiednim momencie...
-Całkiem ładne imię. Xenonie, mam nadzieję, że będziesz zainteresowany uczestnictwem w dalszych badaniach.
-Chętnie doktorze. Zaczynam dostrzegać, jakie możliwości otwierają się teraz przede mną. Zabiorę go do swojej kryjówki, później się zobaczymy. Do zobaczenia, Gregorze.
-Do widzenia, panie Xenonie.
Xenon zanosi Merda do jaskini. Otwiera w środku portal, po czym pieczętuje wejście do jaskini. Pragnie zabezpieczyć Linkszejna przed innymi. Dwa dni później przychodzi do świątyni. Zastaje ją jednak w opłakanym stanie, nie odnajduje w niej także Gregora.
-Khm, prawdopodobnie Rangos postanowił ukrócić działalność Rechtera. No trudno, zajmę się wpierw Merdem. Teraz na dłuższy czas przekształcę się w obywatela miasta...
Xenon wyrusza do miasta. Przyjmuje wcześniej przybrane imię – Zygfryd. Wykupuje mieszkanie w średnio prosperującej dzielnicy. Tam dokonuje się przebudzenie Merda.
-Bracie, w końcu się obudziłeś. Pamiętasz wypadek, który Ci się przytrafił? Jedna z drewnianych podpór budynku, który budowałeś spadła na twoją głowę.
-A daj mi jeszcze chwilę odpocząć, moja głowa...
W międzyczasie Xenon załatwia formalne pozostałości.
-Masz. To twoje dokumenty. Zrobiłem dla Ciebie nowe.
-Rany. Ja... naprawdę nazywam się tak głupio? Bobo?
-(Może i bym wymyślił ciekawsze imię do dokumentów, ale wiesz, nawet ja czasami muszę porobić sobie żarty) Takie imię nadał Ci ojciec. Nie dyskutuj z tą decyzją. Tymczasem pomogę Ci odnaleźć się w tym mieście...

IV

„Tymczasem pomogę Ci odnaleźć się w tym mieście...”
Mijają dwa miesiące. Ciężką pracą przy załadunku Bobo wyrobił sobie reputację. Zmienił też denerwujące go imię na Wogen. Pozyskał kilku przyjaciół: początkującego szermierza i jednego z lepszych łuczników Dagosa, jednego z nielicznych magów ognia Mortena, kowala Halpa i poszukiwacza przygód Landona. Razem postanowili przeciwdziałać złu szerzącemu się w mieście. Wtedy to Xenon uznał, iż powinien się wycofać.
-W grupie będzie łatwiej im się rozwinąć. Dam wam moc. Potem przetestuję wasze możliwości.
Wzmocnieni przyjaciele po kilku dniach odkrywają, że są lepsi, niż inni. Utworzyli zakon Mortar. Zauważając ich działania Xenon zleca Ojcu Nijo znalezienie dwóch ciał, aby stworzyć z nich marionetki, z którymi miał się zakon zmagać. Ten wzywa go cztery dni później do jaskini, której sam nadał nazwę El vacio. Gdy Xenon wchodzi do groty, zauważa... dwa żywe szkielety.
-Cholera, miałeś być precyzyjny w wyborze kandydatek na moje ciała. Załatwienie dwóch to taki wielki problem dla Ciebie?
-Xenonie, może i nie są idealne, ale nadal zachowały swój indywidualizm. To bardzo ważne.
-O czym ty gadasz?
Do rozmowy wtrącają się towarzyszki.
-W czym ty masz problem koleś? Zostałam tutaj przywołana i jeszcze księciunio marudzi...
-Hehe. Damiła, ale mu dowaliłaś.
Xenon jedynie patrzy z niedowierzaniem.
-Czy ty naprawdę wierzysz, że uda nam się z nimi współpracować?
-Cóż, mogę Ci także przedstawić kogoś innego. Ostatnio natrafiłem na ciekawy duet. Odpoczywają dokładnie na dole, przy namiocie.
-W takim razie udasz się do nich osobiście i złożysz propozycję. Nawet będę zainteresowany rozmową z nimi, jeśli zajdzie potrzeba.
I takowa zaistniała. Nijo przedstawił Xenonowi mniej więcej czym zajmują się obydwie osoby, po czym przekazał runę teleportacyjną do miejsca spotkania. Nie tracąc ani chwili więcej, Xenon używa zaklęcia i przenosi się do namiotu, w którym już na niego oczekują.
-To ty jesteś Xenonem?
-Skoro o tym wiecie, to wy musicie być znajomymi Nijo. Podobno wasze umiejętności są nienajgorsze... Zinojewie, magu nekromanto... Penebre. Ty podobno jesteś całkiem niezłym szpiegiem. Jeżeli jesteście zainteresowani wspomaganiem mnie, to powinniście połączyć siły z moimi sługuskami. Nijo was do nich zaprowadzi. Ja natomiast zamierzam zbudować moją organizację. Potrzeba tutaj jakiegoś układu...
Zaczęło się planowanie dalszych działań. Przede wszystkim Xenon pragnął sprawdzić, jak sprawdzi się zakon Mortar w praktyce. Stworzył dla Damiły i Larki wielu podwładnych, za pomocą których miały terroryzować tereny dookoła miasta. Mortarzy mieli na celu obronę miasta i zabicie tych, którzy nimi dowodzili. Na początku atak przyniósł dość duże straty z powodu braku przygotowania praktycznego. Kolejne obrony miasta przynosiły jednak pożądane rezultaty. Zakon Mortar zaczynał się rozwijać. Dagos i Landon odkrywają kryjówkę, z której wychodziło dużo szkieletów. Gdy Xenon się zorientował, zostawił tam Damiłę i Larkę, a sam teleportował się do miasta. Jakież jednak było jego zdziwienie, gdy zobaczył w nim marionetkę Soprana rozmawiającego z dziewczynką, Anną. Namówił ją do wstąpienia w jego szeregi. Dał jej moc, wyćwiczył, a następnie nakazał śledzenie zakonu Mortar. Po zniszczeniu kryjówki Damiły i Larki przez wspólną akcję Mortarów, Xenon uznał, iż powinien w jakiś sposób dotrzeć do prawdziwego celu Soprana. Postanowił wykorzystać do tego celu Dagosa i Landona. Porwał ich, aby stworzyć alternatywne wersje każdego z nich. Potem zamierzał podstawić je Rangosowi. Nawiązał także współpracę z jednym z Mortarów – Landonem, przez wzgląd na znajomość z Ojcem Nijo. Aby pozostali Mortarsi nie zaczynali nabierać podejrzeń, Dagon i Landon pozostali ogłuszeni w swoich kopiach. Mieli zostać uwolnieni w odpowiednim czasie, lecz pojawiła się rozbieżność...

V

Zamieszkująca w niedalekich górach rodzina Rasputinów stała się nagle niewygodna. Ojciec rodziny zobaczył za dużo. Xenon wydał wyrok niemal natychmiast, musiał zginąć. Wykorzystał Halpa, aby się rozprawił z całą rodziną. Wymordował wszystkich, poza szesnastoletnim chłopakiem, który zdołał się ukryć.
-Zamordował wszystkich. Dlaczego, dlaczego zniszczyliście nasze spokojne życie?
Od tamtej chwili stał się jednym z kolejnych czarnych magów. Zaszył się w grocie niedaleko gór i pozostał tam aż do chwili, gdy kopia Dagosa przekabaciła go na stronę działającego w ukryciu Arantos. Xenon zaczął odczuwać brak kontroli nad stworzonymi przez niego klonami. Nie wiedział, że Rangos zaczynał działania mające na celu zniszczenie zakonu. Zadecydował o dołączeniu do Mortar jako znany już Wogenowi brat, Zygfryd. Po dwóch dniach dostają meldunek od jednego ze strażników miasta o zaatakowaniu go przez Rasputina oraz Tyrranara, nekromanty, którego nikt nigdy nie znał. Nie zastanawiając się ani chwili, Zygfryd i Wogen wyruszają do dzielnicy portowej, w której ostatnio widziano agresorów. W końcu docierają do czekających nekromantów.
-Rany, nareszcie przyszli. Nawet nie wiecie, ile musieliśmy tutaj na was czekać.
-Przymknij się Rasputin i od razu przejdźmy do działania. 
-Zygfryd, oni chcą nas pokonać we dwójkę?
-Nie oceniaj przeciwnika, dopóki nie poznasz jego umiejętności. Exetro Manre!
Uderzenie błyskawicy Tyrranara zostaje odbite przez Wogena. Rasputin wyciąga kosę po ojcu i rusza z nią.
-Nareszcie się zemszczę na Mortarach za moją rodzinę. Stawaj do walki, Wogenie.
-Z przyjemnością
Obydwaj zaczynają walkę. Widać jednak przewagę Rasputina w atakach. 
-Wogenie, zaraz Ci pomogę...
-Nie, ty mu już nie pomożesz. Ert Harda!
Ziemia oplątuje Zygfryda i uniemożliwia jakiekolwiek ruchy. Jest skazany na obserwację potyczki. W końcu Rasputin wyrywa Wogenowi miecz i powala go na kolana. Xenon postanowił użyć zabezpieczenia – wysłał Linkszejna do osobistego wymiaru, gdzie miał przez jakiś czas przebywać. Tyrranar i Rasputin dokonują profanacji ciała Wogena. Wtedy to przybywa Strażnik Portalu Lauron, obserwujący całą sytuację.
-Ty gnido, zapłacisz za śmierć przywódcy Mortarów.
-Khm, kim ty jesteś, aby mi prawić morały?
-Rasputin, nie lekceważ go, to jest w końcu Strażnik Portalu. Kto wie, jaką mocą dysponuje.
-Daj spokój. Nie da nam rady w pojedynkę.
-Skąd wiesz, że przybyłem sam?
Niedaleko przybywa reszta pozostałych Mortarsów: Morten, Halp i Landon. Zygfryd uwalnia się z zaklęcia i stawa do szyku bojowego.
-No cóż, skoro tak bardzo się prosicie, to zajmę się wami.
Rasputin atakuje, lecz szybko zostaje zepchnięty do defensywy przez przewagę liczebną wroga. 
-Cholera, Tyrranar, pomóż mi!
-W końcu chcesz, żebym Ci pomógł...
Landon widząc, co się święci postanawia zająć się Tyrranarem.
-Najpierw będziesz musiał pokonać mnie.
-Z chęcią
Bitwa rozgorzała na całej szerokości, lecz po kilku minutach kula ognia odbija się od miecza Landona i oszołamia Tyrranara. Rasputin widząc to myśli, że jego kompan został zabity.
-Nie, Tyrranar nie żyje? No to nie pozostaje mi nic innego...
Rasputin upuszcza swój kostur, pobudzając w nim proces wybuchowej autodestrukcji. Lauron od razu zarzuca tarczę mocy.
-Szybko Mortarsi, chodźcie do mnie, jeśli chcecie przeżyć eksplozję...

VI

„Kolejni nekromanci poszli do piachu”
-Ale, Mortarsi, nie uważacie, że to było zbyt proste? Tyrranar padł od kuli ognia, która odbiła się od broni Landona, a Rasputin podłożył ładunek i wysadził się.
-Zakonie Mortars, to prawda, Rasputin nie żyje. Natomiast ja nadal dobrze się trzymam.
Tyrranar, ku zdziwieniu Mortarów, wstaje.
-Teraz, bez tego Rasputina, zabicie was będzie prostsze. Niestety, ale mam ograniczony czas, zatem nie będę tego przedłużał...
Dobrze prosperujący w sferze zaklęć Tyrranar powala na ziemię Halpa i Landona, natomiast Zygfryd i Lauron odbili atak.
-Zatem pozostało dwóch, kto pierwszy? A zresztą...
Teleportacją za plecy Tyrranar zaskakuje Laurona, który nie ma żadnych szans na zablokowanie ataku. 
-... wybiorę sam. Zatem, Zygfrydzie, stawaj do pojedynku.
-Nie ma problemu.
Batalia trwa. Atak za atak, blok za blok, jednak nie ma wyraźnej przewagi. Tyrranar próbuje pomóc sobie czarami, lecz są blokowane przez tarczę zaklęć. W końcu wyczerpują się siły Zygfryda i upada pod naporem siły przeciwnika. Tyrranar szykuje się do zadania decydującego ciosu, lecz... zostaje przeszyty strzałą Dagosa. Uwolnił się spod wpływu klona Soplicusa, który stał się bardzo aktywny. Xenon zrozumiał, iż kukła podstawiona przez niego Soplicusowi została wykryta. 
-Cholera, ta strzała zabrała mi zbyt dużo czasu. Cóż, w przyszłości przyjdzie mi się z wami jeszcze zmierzyć... Elementari!
Tyrranar ucieka z miasta. Tymczasem Xenon wysyła klona do kryjówki Rasputinów swoją kukłę, gdzie miał przebywać przeteleportowany przez niego Rasputin. Potajemnie jako Zygfryd uratował mu życie.
-Rasputinie, słyszysz mnie? Zostałeś ciężko zraniony w walce z zakonem Mortars. 
-To już teraz nie ma znaczenia. Dagos nas zostawił, tylko on mógł mi pomóc w dokonaniu mojej zemsty. To już nie ma sensu.
-Rasputinie, zemsta nie przywróci do życia twoich rodziców i dziewczyny. Natomiast ja mogę Ci pomóc. Wspólnie z moimi kompanami przywrócimy do życia najbliższe Ci osoby. W zamian oczekuję lojalnej służby i twojej niesamowitej mocy.
-Wtedy w mieście, myślałem, że jesteś moją przeszkodą. Teraz jednak widzę w tobie przyjaciela. Dziękuję, Zygfrydzie.
Xenon rozpoczął plan zebrania członków do nowej organizacji. Oprócz niego miał jeszcze na celowniku Tyrranara i kilka osób z miasta: świetnie wyszkolonego strażnika miejskiego Karda, farmera z ukrytym potencjałem Forkosa i maga Yrana. Nijo zaś nadał nazwę organizacji – Los Muendos.

VII

Po tygodniu sytuacja stała się bardzo napięta. Klon Soplicusa zjawił się na obrzeżach miasta. Wzywa także Xenona, aby zaczął udawać jego „mistrza”. Ten, nie mając innego wyboru, zwołuje pierwsze spotkanie członków Los Muendos w El vacio. Pojawiają się wszyscy.
-Witam was, Los Muendos. Jest to nasze pierwsze spotkanie. Na początku informacja, która mnie niepokoi. Soplicus Rangos wzywa mnie, abym udawał jego władcę. Nie mam innego wyboru, jestem zmuszony to zrobić. Wy tymczasem musicie pozostać w ukryciu do czasu, aż się uspokoi sytuacja. W międzyczasie poszukajcie innych ludzi, którzy mogą się nadawać do naszej organizacji. Jeżeli wszystko pójdzie tak, jak należy, to niedługo będziemy główną siłą w tych okolicach. Przywdziejcie też te szaty, leżą w skrzyni obok.
Członkowie ubierają nowe ubrania. Zostały stworzone na wzór szat nekromanckich, lecz zmieniły kolor z czarnego na biały. Było to posunięcie Xenona, aby choć trochę się zemścić na Arantos za ich działania.
-Do twarzy wam w nich. Póki co, to koniec spotkania. Ruszajcie i wykonajcie swoją robotę. Gdy tylko wyjdziecie z jaskini, zostaniecie trochę wzmocnieni, tak na wszelki wypadek.
-Tak jest, dziękujemy Ci, mistrzu Xenonie.
Gdy wszyscy Muendosi wychodzą z jaskini, Xenon zdejmuje maskę.
-Chodź Nijo, wyjdź z ukrycia.
-Chyba nikt się przed tobą nie schowa, prawda?
-Nie mamy teraz czasu na takie rozważania. Mam dla Ciebie zadanie. Podczas, gdy mój klon wyruszy dołączyć ponownie do brygady Rangosa, ja będę z resztą Mortarsów. Wyczuwam, że ktoś zdradzi Soprana, ale nie wiem, kto. Ty w tym czasie naprowadzisz tutejszego przywódcę Strażników Portalu, Laresa Diquarta na ślad pewnego zaklęcia znajdującego się w ruinach klasztoru. Być może dzięki niemu uda nam się pozbyć klona bez naszego udziału. Ja natomiast posłużę się Wogenem, aby przekazać Mortarom pewne... informacje.
-Rozumiem. Mam nawet pomysł, jak to zrobić. Ty zaś rób to, co uważasz za słuszne...
Plan zostaje wypełniony. Klon Xenona dołącza do Rangosa, zaś on sam jako Zygfryd spotyka się z pozostałymi Mortarami wśród ruin kamiennego kręgu. Tam mają spotkać się na chwilę z Wogenem.
-Witajcie, Mortarsi. Nie mam dużo czasu, także będę się streszczać. Otóż tak, umarłem. Muszę wam jednak przekazać pewne informacje, dzięki czemu mogłem na chwilę zejść na ziemię.
-Wogenie, cóż to za informacje?
-Właściwie to informacja. Głównym sterującym jest tutaj Sopran. To on opętał Dagosa i nakazał mu działać przeciw wam. Nie wińcie go już za to. Uważać też musicie na jego ucznia. Nie wiem o nim zbyt wiele.
-A co z tobą? Nie wrócisz już?
-Nie... czas mi się... skończył...
Wogen zostaje odesłany szybciej, niż się tego spodziewał. Mortarsi zabierają się za przygotowania do obrony potencjalnego celu Soprana – miasta. Tymczasem w wieży znajdującej się na wschód od miasta klon przygotowuje się do ataku. Wpierw jednak kontaktuje się z „mistrzem”
-Mistrzu Xenonie.
-Sopranie, chciałeś się ze mną spotkać.
-O tak, mistrzu. Nasza organizacja jest gotowa do ataku. Potrzebujemy twojego znaku.
-Rozumiem. Gdy czerwone pioruny pojawią się na niebie, zaatakujcie. Wpierw jednak sprawdź informacje, które wydusiłem od pewnego strażnika: Berło Ojca Nixa, wodospad niedaleko ruin klasztoru.
-Dobrze.
Sopran zabiera ze sobą Annę i zaprzyjaźnionym alchemikiem do ruin. Spoglądając na dno wodospadu zauważa miecz. Używa swojej mocy, aby się do niego dostać. Z łatwością go podnosi i teleportuje się z pozostałymi do jaskini alchemika. Tam jednak zaczyna działać klątwa nałożona przez Xenona: miecz zaczął wyżerać żywe komórki ciała Soprana.
-Cholera, alchemiku, pomóż mi.
-Przykro mi Sopranie, ale moje mikstury nie są w stanie wyleczyć twoich płuc. Za dużo używałeś Berła i teraz są tego rezultaty. Przygotuję nowe lekarstwa, ale nie wiem czy pomogą.
Wychodząc z jaskini alchemik zostaje zabity przez... Annę, która postanowiła przejąć moc Soprana. 
-To twój koniec, Sopran. Przejmę twoją moc i zostanę władczynią Arantos.
-Anna, jesteś jeszcze taka młoda. Nie dasz rady mnie pokonać.
-Czyżby, ty już niczym nie jesteś. Nic mi nie zrobisz. To ja wreszcie to zakończę.
Czarem wyniszczenia duszy Anna zabija Soprana i wchłania jego moc. Odchodzi z myślą, że jest teraz najsilniejsza z Arantos. Nie zauważyła nawet, że jaskinia była monitorowana...

VIII

… Tymczasem kolejny z sopranowych klonów siedział w wieży wraz z innymi nekromantami, oczekując na znak od Xenona.
-Ona naprawdę sądzi, że mnie pokonała? Nawet nie wyczuła podstępu.
-Ale, panie, jak to zrobiłeś że jesteś tu i twoje ciało leży w tej jaskini?
-To bardzo proste, użyłem sopranowego klona. Przy okazji pozbyłem się niewygodnej części mojej duszy. 
-Jesteś genialny, mistrzu...
-Panie, pioruny się pojawiły.
-Znak...
Xenon wydał rozkaz. Cała kompania Soprana stanęła u bram miasta. Pioruny wybijały mieszkańców. Był to straszny dzień dla tego miasta. Mortarsi, przebywający w koszarach znaleźli się w pułapce. Landon trafiony piorunem został ogłuszony. Xenon oddala się od reszty, aby spotkać się z przyjacielem Penebre, orkiem o imieniu Dedradon. Aby nie wzbudzić podejrzeń Soprana, ork udawał chorego na umyśle. Zdołał przekazać mu informację, że Lares dostał list, w którym Nijo opisał dokładne położenie zaklęcia czasoprzestrzennego. Miało spowodować przeniesienie się strażnika do momentu, w którym mógłby bez przeszkód pokonać klona Soprana i uratować mieszkańców miasta przed atakiem. Tymczasem Sopran przybywa do koszar.
-Nareszcie dokończę dzieła. Mortarsi, zbyt długo psuliście nasze plany. Nadszedł wasz czas.
Halp, Morten i Dagos zajmują się innymi nekromantami, zaś Zygfryd stawia czoło Sopranowi.
-Więc chcesz zginąć pierwszy, Zygfrydzie?
-Nie ma problemu.
Batalia trwa. Jednak już po chwili wszyscy Mortarsi zostają powaleni wobec mocy ich oponentów. 
-Teraz poznasz siłę płonącego miecza.
Dagos poznaje tą broń, sam nosił ją, gdy był po ich stronie.
-Nie, Zygfrydzie. Nie daj się tym zranić bo twoje ciało spłonie.
-To twój koniec...
Atak wymierzony w Zygfryda... zostaje zablokowany przez Annę, która w tym samym momencie przybyła do koszar.
-Co jest?
-Sopranie, nie dam Ci go zabić. Już nikogo nie zabijesz.
-Ty gnido, moja moc Cię przerasta!
-Może i tak, ale jest coś ważniejszego niż moc. Przyjaźń, miłość. Uczucia, których nigdy nie zaznałeś.
-Nie chrzań, czułem kiedyś takie uczucia i jedyne, do czego doprowadziły to żal i nienawiść. Teraz udowodnię Ci, że liczy się tylko moc.
-Zygfrydzie, pomóż mi. Wspólnie możemy pokonać tego demona zniszczenia.
Po krótkiej wymianie ciosów klon uznaje, iż musi użyć czegoś innego.
-Całkiem dobrze walczycie, nieźle wam idzie, jednakże zawsze warto mieć asa w rękawie...
Czar Soprana przenosi jego, Annę i Zygfryda do osobnego wymiaru znanego im jako Świątynia Wymarłych. Lądują na jej pustynnych obrzeżach.
-Czas skończyć z wami. Dokończę to, co zaczął Dagos.
-Ja...
-Anna, co się dzieję?
W duszy Anny odzywa się cząstka, której pozbył się Sopran. Był to... Julo Robbens. Przetrwał tak długo i teraz dąży do uwolnienia.
-Uwolnij mnie, Anna, tylko razem możemy go pokonać. Wiesz co masz robić.
-Coś jest nie tak. Wyczuwam tutaj obecność jeszcze jednej osoby. Gadajcie, co wy odwalacie.
-Ja nic nie robię, coś złego dzieje się z Anną.
-Właśnie tak, Anno, pokażmy mu naszą moc, pokonajmy go...
Dokonuje się uwolnienie Julo, który od tego momentu przyjął na siebie brzemię Lighta Soprana.

IX

„Niemożliwe, przecież ty nie żyjesz! Oko feniksa, aktywacja!”
-Sopranie, bardzo długo czekałem na zemstę. Teraz w końcu zostanie dokonana.
-Jest ode mnie lepszy w zaklęciach, ale pozostaje mi moja broń.
Julo blokuje wszelkie manewry klona czarem uwięzienia ziemi.
-Co to do cholery jest, nie mogę się ruszyć.
-To moc Julo Robbensa... która Cię za chwilę zniszczy.
Płonąca kula Julo spala całą zbroję Soprana i poważnie go parzy.
-Aaa, ja się palę. Co za ból. Nie zgadzam się...
-Cholera, zablokował mnie, nie mogę rzucić zaklęcia.
-Ty gnido, poparzyłeś mnie. Ale nie martwcie się, niedługo do was wrócę, bo tylko ja jestem najpotężniejszą istotą we wszechświecie.
Sopran ucieka z wymiaru Świątyni do miasta. Poważny ubytek mocy powoduje niedokładne koordynaty i w efekcie klon upada z dużej wysokości.
-Cholera, jesteś ode mnie lepszy, przegrałem tylko przez chwilową dekoncentrację...
Wchodzi do opustoszałego miasta, gdzie w ukryciu czeka na niego Ojciec Nijo. Xenon nakazał mu, aby spróbował ujarzmić klona.
-Nie zmienia to jednak faktu, że jestem osłabiony. Muszę zabić Xenona i wchłonąć jego moc. Nasza współpraca miała wyglądać inaczej...
-Zatrzymaj się.
-Ojciec Nijo, co mi zrobisz? Przecież nie masz ze mną szans, spadaj stąd.
-Mylisz się, teraz to ja jestem potężniejszy.
-Mam was gdzieś. To ja jestem istotą wyższą i zaraz to udowodnię. Moja śmierć przejdzie do historii...
-Teleportował się.
Na wieży ratusza klon rozpoczyna procedurę nadaną mu przez prawdziwego Rangosa – naładowania kluczy świątynnych. Nikt jednak nie jest świadomy tego celu.
-”Moja śmierć, wasza śmierć”.
Fala uderzeniowa zaklęcia ogłusza wszystkich, lecz nie na długo. Okazuje się, iż Lares odnalazł ostatecznie czar, którego szukał i uratował mieszkańców przed skutkami fali uderzeniowej. Nie był natomiast świadomy, że pomimo wszystko Sopran osiągnął swój cel. Jedna z kukieł Xenona, będąca w mieście zostaje odrzucona z miasta portowego do niedalekiej wysepki.
-Muszę się dostać na brzeg... Moje ciało, coś jest ze mną nie tak...
Kukiełka nagle uległa wzmocnieniu. Zmieniło to także jej ubiór, szata niezmieniona od czasu pochłonięcia przez Xenona Demonicznego Księcia stała się biała, pełna granatowych wzorów. Maska również uległa zmianie, a oczy zajarzyły się mocniejszym niż dotychczas światłem.
-Czuję potęgę w moich żyłach. Czyżbym pochłonął cząstki zaklęcia czasoprzestrzennego? To oznacza, że uległem znaczącemu wzmocnieniu. Pora wdrążyć mój plan w życie. Organizacja Los Muendos może wyjść z ukrycia... Muendosi, usłyszcie mnie, dziś w nocy kolejne spotkanie. Niech się zjawią wszyscy... Ojcze Nijo, ty zaś zajmij się tworzeniem samozwańczej brygady mającej zająć się mną. Potrzebujemy takiego układu, żeby się dowiedzieć więcej o Soplicusie.
Zgodnie z wolą Xenona, Los Muendos zbierają się w El vacio. Dobyło jednak wielu nowych rekrutów. Dzięki wyczuciu mocy Xenon nie musiał słuchać zbędnych opowieści i tuż przed wejściem do jaskini rozpoznał ich wszystkich. Tymczasem nastroje w środku nie były zbyt spokojne.
-Cholera, ile mamy jeszcze czekać na tego Xenona?
-Spokojnie, poczekamy. Aczkolwiek możliwość, że za chwilę tutaj przyjdzie, jest duża.
Rasputin doświadczony z Xenonem opanowuje sytuację.
-Obaj się uspokójcie, bo inaczej użyję mojej kosy...
-Witajcie drodzy członkowie Los Muendos. Przepraszam za spóźnienie, ale miałem sprawę do załatwienia. Mamy do omówienia parę rzeczy. Pierwszą jest to, że Sopran nie stanowi już dla nas zagrożenia. Dodatkowo cząsteczki zaklęcia czasoprzestrzennego wzmocniły nas. Strażnicy nieświadomie wyświadczyli nam podwójną przysługę. Drodzy członkowie, chciałem wam oznajmić, że to już koniec naszego ukrywania się. Od tej pory możecie robić, co wam się żywnie podoba. Możecie mordować, kraść, palić, zabijać, niszczyć. Pokażcie światu, z kim mają do czynienia. Na początek zaatakujemy bazę strażników portalu. Późniejsze cele dostaniecie w swoim czasie. Także wykonujcie misję. Draco, widzę, że masz pewne kontakty z jednym ze strażników. Wydobędziesz od niego informacje co do tej bazy. Idźcie i siejcie pożogę. Rasputinie i Tyrranarze, wy zostańcie na chwilę...

X

„Pozostała jeszcze jedna sprawa do omówienia, to zadanie mogę zlecić tylko wam...”
-Rasputinie, Tyrranarze. Kilka z cząstek zaklęcia czasoprzestrzennego ożywiło Wogena i innych Mortarów. Chciałbym, abyście się nimi zajęli. Nie powiem wam, gdzie są, ponieważ ich moc jest zbyt słaba, abym mógł ich wykryć. Na waszym miejscu udałbym się do miasta. To by była wspaniała vendetta za waszą wcześniejszą porażkę.
-Oczywiście, mój panie. Nie pozwolę, aby ta banda szczeniaków znowu mnie upokorzyła. Moja zemsta będzie ku twojej chwale.
-Nie pozwolę mordercy mojego ojca chodzić po tej ziemi. Tym razem własnoręcznie wypruję temu bachorowi wszystkie flaki.
-Znakomicie. Zatem dobrze się rozumiemy. W czasie, gdy wy będziecie walczyć z Mortarami, ja i pozostali Los Muendos, zaatakujemy bazę strażników portalu...
Tymczasem Penebre otrzymał rozkazy od Xenona. Miał wraz z Zinojewem zająć się Wogenem oraz poinformować Nijo, żeby „zachęcił” do współpracy jednego ze strażników, który bardziej niż inni się interesował nie tym, co trzeba. Ten sam był też przyjacielem Draco, który przedstawił mu się jako początkujący żołnierz z armii królestwa. Ustawił z nim spotkanie o północy przy wodospadach nieopodal El vacio. Obydwaj przybywają punktualnie.
-Draco, chciałeś się ze mną spotkać.
-Tak, mam do Ciebie prośbę, Code. Możliwe, że nie będziesz chciał jej uczynić, ale przynajmniej pozwól mi wyjaśnić, o co chodzi...
-Zaczekaj, chcesz, żebym szpiegował strażników portalu, mam rację?
-Zaraz, skąd wiedziałeś o co Cię poproszę?
-Nie zapominaj, że byłem kiedyś szefem działu tajnego u strażników. Wiem rzeczy, o których nie możesz sobie wyobrazić. Wiem, że tak naprawdę nie pracujesz dla wojska. Powiedz mi, gdzie jest Los Muendos, gdzie jest Xenon?
Draco odsłania swoją prawdziwą twarz i zbroję.
-Więc przez cały czas wiedziałeś o Los Muendos. Wiedziałeś, że Xenon żyje. Lecz dlaczego nas nie wydałeś? Dlaczego nie zdałeś prawdziwego raportu strażnikom, chociaż znałeś prawdę?
-Powiedzmy, że ja i strażnicy mamy nieco odmienne przekonania. Mam dość klepania ich ciągłych morałów. Chcę się rozwinąć. Chciałbym osiągnąć taką moc, jaką zdobył lord Xenon. Podobnie jak ty, chcę służyć tej potężnej istocie.
-Rozumiem. Code, nie powiem Ci, gdzie jest mistrz, jednak mogę Cię zarekomendować u jednego z lordów Los Muendos. Ich zdanie bardzo się liczy u mistrza. Jednakże zrób jeszcze coś, aby mogli Cię uwzględnić... Podaj położenie bazy strażników.
-Hmm... Niech będzie. Górska, opuszczona twierdza bandytów na wschodzie...
-Dobrze. Póki co lepiej stąd odejdź...
Obydwaj rozchodzą się w swoje strony. Draco od razu idzie do Xenona z informacjami.
-Panie mój, zdobyłem informacje o położeniu bazy strażników. Opustoszała twierdza na wschodzie.
-Rozumiem... Los Muendos, usłyszcie mój głos, nadszedł czas zaatakowania bazy strażników. Stara twierdza bandytów, do ataku!
Zbrojne wyjście rozpoczęło się przed świtem. Zaskoczeni strażnicy przebywający w bazie zostali wybici. Lares natomiast wszedł na najwyższą wieżę, gdzie oczekiwał na muendosów. Wkrótce i przybyło ich trzech: Jonathan, Wargoth i Mundo.
-Poddaj się strażniku. Pozostałeś nam już tylko ty. W nagrodę pozwolę Ci żyć, jednak musisz być grzecznym pieskiem i robić to, co Ci każę.
-Nigdy, mam jeszcze sporo siły do walki. To wy powinniście się poddać, Los Muendos... Tańczący Berserker!
Technika Laresa, ku jemu zdziwieniu zabija jedynie Mundo. Powoli na wieżę wchodzi także Xenon.
-To dziwne, ten atak powinien załatwić wszystkich. No cóż, pozostało jedynie dwóch.
-Nie byłbym tego taki pewien. Odnoszę wrażenie, iż jest nas trzech... Witaj Laresie. Minęło dużo czasu od naszego ostatniego spotkania. To było chyba podczas pieczętowania Soplicusa w jakimś dzieciaku, prawda?
-Xenon, ty bydlaku, to ty tym wszystkim kierowałeś przez ten czas. Znam twoją prawdziwą tożsamość. Wiem, kim tak naprawdę jesteś.
-Zatem ta rozmowa będzie interesująca. Jonathan, Wargoth, odejdzcie stąd. I nie przejmujcie się śmiercią Mundo. Był słabeuszem.
Nastaje deszczowy świt...
-Ale się rozpadało. To nic, nie jesteśmy z cukru...

XI

„Jestem ciekawy, co ty tak naprawdę o mnie wiesz. No proszę, słucham. Odesłałem swoich ludzi”
-Zygfryd Linkszejn, sporo czasu spędzałeś nad starożytnymi księgami. Ba, nie wiem jak tego dokonałeś, ale pozmieniałeś zapiski w naszym leksykonie. Zastanawia mnie, jak to jest przywdziewać sobie taką tożsamość, dlaczego to robisz?
-To nie jest coś, co łatwo wytłumaczyć słowami. Równie dobrze mógłbym zapytać Cię o to, dlaczego jesteś akurat strażnikiem. W gruncie rzeczy, nasza motywacja jest podobna. Obaj widzimy obraz ładu na świecie, jednak widzimy go z dwóch, różnych perspektyw. Apocalypsus, cóż... on nie jest sobie nawet w stanie podetrzeć tyłka, więc ktoś musi stać na pustych deskach tego piedestału.
-Więc według Ciebie ład można ujrzeć w chaosie zniszczonego świata. Cóż, to dlatego szukasz Quantum Universe. Gdybyś był nim, to problem praktycznie by dla Ciebie nie istniał. Jako, że wystąpiły komplikacje, postanowiłeś posłużyć się moją mocą, mam rację?
-Jestem rad, że nie mam więcej takich przeciwników jak ty. Jedno jednak musisz wiedzieć. Czy tego chcesz czy nie, jesteś ważnym elementem mojego planu...
-Planu kluczy świątynnych, prawda?
-Nawet nie próbuj myśleć, że mnie rozumiesz. Po prostu on jest moim przeciwnikiem i nie mogę dopuścić, aby uzyskał dostęp do skarbu... Laresie, jakim cudem dowiedziałeś się tyle o mnie?
-Mam swoje źródła. Lepiej niech pozostaną one tajemnicą. Co jednak zamierzasz zrobić?
-Nie widzę innego rozwiązania, ażeby... dokonać mistyfikacji... 
-Możesz jaśniej?
-Stworzymy twoje sztuczne ciało, do którego wlejemy część mocy strażnika. Pozostaniesz w tym czasie ukryty. Przez jakiś czas nie będziesz mógł z kimkolwiek się kontaktować. Niech go trochę upłynie. Jeżeli już wiesz, kilka z cząstek twojego zaklęcia wzmogło wizje w mojej głowie. Zauważyłem kulę energii w ruinach klasztoru... można to wykorzystać...
-No cóż, niech tak będzie. Sam nie widzę innej możliwości, po raz pierwszy w swoim życiu...
Mija dzień od rozmowy Laresa z Xenonem. Dokonują mistyfikacji na wzór Soplicusa i Zeroxa. Klon Laresa zostaje zabrany do więzienia orków, których Xenon sobie przysposobił tuż po przybyciu do tego wymiaru.
-Jak dobrze wrócić do domu. To miasto zaczęło mnie już nudzić... Witaj Laresie w moich skromnych progach. Przepraszam za tak niegodne warunki, ale to orkowie tak zaprojektowali więzienie. Mogę jednak obiecać, że wypuszczę Cię, gdy odpowiesz mi na pytanie.
-Xenon, jesteś śmieciem, zabiłeś moich towarzyszy.
-W pełni się z tobą zgadzam, jestem śmieciem. Jednak ja, ten śmieć, już wkrótce zostanę władcą niebios, władcą wszystkich istot. Teraz odpowiedz...
Tymczasem Nijo realizuje plan zebrania przysłowiowej brygady przeciwko Xenonowi. Wpierw potajemnie nakierowuje strażnika Code na ruiny, gdzie nadal znajdowały się trupy osób bliskich Ojcu Nijo.
-Co się stało tym wszystkim magom. Lares wspominał, że gdy jeden z jego podwładnych szukał zaklęcia, to było pełno trupów. Ale nie sądziłem, że aż tyle.
Zauważa także stojącą pośrodku kulę energii uwięzioną w stole runicznym.
-Ta moc, jest... przerażająca.
Code próbuje sięgnąć po nią, lecz zadziałała bariera nałożona przez Nijo. Ten też zaraz teleportuje się zaraz obok.
-Ojciec Nijo, co wam się wszystkim stało?
-To nieistotne, mamy ważniejsze rzeczy do zrobienia. Jesteś mi potrzebny.
-Ale...
-Nie dyskutuj i chodź ze mną.
Razem teleportują się do opuszczonej już wieży, gdzie Nijo przygotowuje plan... przywrócenia do tego wymiaru Lighta Soprana i przyjaznego im klona Soplicusa.
-Ojcze Nijo, jest środek nocy, a my błąkamy się po opuszczonej wieży nekromantów. Możesz mi wyjaśnić, co tak właściwie robimy?
-Code, widziałem, jak bardzo pragnąłeś dołączyć do Xenona. Musisz jednak wiedzieć, że to nie człowiek. To potwór, który wykorzystuje innych do osiągnięcia swoich celów. Żeby go pokonać, musimy przyzwać dwóch wojowników. Uda mi się to tylko z twoją mocą. Ustaw się w boku tamtego pentagramu.
Code zgadza się mimowolnie na prośbę Nijo.
-Dwie dusze i dwa ciała. Dwa ciała, mrok i światło. Rozłączone dusze są, czas przywrócić tutaj je!
Pod wpływem mocy czaru Code zostaje ogłuszony. Dzięki mocy strażnika powoli ujawniają się wrota.
-Wspaniale. Jeszcze tylko jeden moment. Brama wewnętrznego wymiaru, otwarcie, zniszczenie pieczęci, uwolnienie skazańców, Jarni Exemundu!
Zaklęcie Nijo przynosi oczekiwany skutek. Light Sopran i Soplicus zostają przywołani. Z częściowo wyczyszczoną pamięcią.
-Musimy ich gdzieś ukryć...
-... Gdzie jest Soplicus Rangos i Light Sopran?
-Nie mam pojęcia o czym mówisz, przecież on nie żyje. Sam go wykończyłem...
-Zła odpowiedź...
-Moje ciało... Aa, moja energia wyparowała. Moje ręce są bezwładne. Co to ma być?
-Długo nie pożyje. Wyślę do niego orkowego brutusa. To go wykończy...
Wypełnia się plan Xenona. Modyfikacja historii w taki sposób, aby nikt nie dowiedział się o prawdziwej przeszłości. W razie potrzeby sam miał wszystko odkręcić i pokazać to, co widział ze swojego punktu widzenia. Obecnie jednak postawił na odnalezieniu klucza – Quantum Universe. Chciał się dowiedzieć więcej o relacjach Rangosa z Pradawnymi...

Smoki Maeterii 2008-2012 All Rights Reserved
Design by WasinArt.pl