Dziedzictwo Xenona

Dziedzictwo Xenona

I


Upływa kilka dni od czasu walki w klasztorze. W międzyczasie laboratorium Rangosa zostaje silnie zapieczętowane magią od obu stron i stało się niedostępne dla innych. Sam Soplicus zaś składa swoje notatki w całość, książkę o nazwie „Wymiary”. Po czterech dniach od wydania jej Rangos opuszcza zakon. W tym dniu Xenon zaczyna obmyślać dalszy plan działania zza wzgórza rozciągającego się niedaleko klasztoru i pobliskiej gospody. Dyskutuje też o szczegółach walki w klasztorze z Nadzorcą.
-Wyrżnął tego maga i nowicjuszy, jeszcze do tego bez użycia własnych rąk... Mieczu mój, ktoś mu pomaga, w jakiś sposób umieszcza dusze w przywołanych przez niego stworzeniach.
-Gdy moja kopia odłączyła się od ciała Garwika, jakaś istota której nie mogłem dostrzec mnie podniosła. Potem wziął mnie Rangos i zapakował do kufra.
-Kiedyś pewnie Cię wyciągnie. Wtedy jak rozumiem będziemy mieli pogląd na jego działania.
-Tak, ale na razie sam musisz go namierzyć.
Spogląda na ścieżkę prowadzącą do gospody.
-Będę go śledził po mocy. Póki co najbardziej prawdopodobne jest, że uda się tą drogą. Jeżeli zajdzie do tawerny... khm, przygotuję się...
-A może pora się o czymś przekonać?
-Chyba wiem o co Ci chodzi, niestety będę musiał się zgodzić...
Zgodnie z planem Xenon schodzi ze wzgórza w momencie, gdy przychodzi karczmarz. Powoli otwiera, lecz nagle zauważa stojącego za nim, dziwnego człowieka.
-Czego ty ode mnie chcesz, muszę otworzyć lokal.
Działając wedle planu Xenon godzi barmana i trzyma w nim ostrze.
-Zrób to, o czym wcześniej wspomniałem. Najwyższa pora przekonać się, jak zadziała moc tego szamana...
-Khod Egzequtia...
Wokoło Xenona zaczynają pojawiać się dziwne, rozmazane postacie
-Co to za... obrazy...
-Tak też myślałem. Używając mocy szamana Khoda, którego moc także została włączona podczas naszego tworzenia, możemy wzmocnić nasze główne atuty. Dla przykładu, możesz pochłaniać wspomnienia ofiar używając tego imienia. Teraz musimy działać. Xenon, przebierz się w jego łachmany i otwórz lokal.
-Nawet jeżeli powiem, że jestem zastępcą to jakieś wspomnienia się przydadzą. Ciekawe wzmocnienie.
Xenon otwiera lokal. Nie mija nawet pięć minut i wchodzi do niego Soplicus.
-Poproszę butelkę piwa i coś do jedzenia.
-Oho, to ty jesteś tym człowiekiem, który za pierwszym razem został przyjęty do klasztoru ognia. Widziałem Pana w ogłoszeniach na zdjęciu, waszym wynalazku.
-Widzę, że w tej osadzie dużo się mówi. Tak, byłem w zakonie, ale musiałem zrezygnować. Pewien projekt był tam niemożliwy do realizacji.
-Napisałeś ciekawą książkę o istnieniu wymiarów i ich wzajemnej izolacji od siebie. Magowie czasami czytają tutaj swoje bardziej porywające dzieła. To ma coś z tym wspólnego?
-Nietypowy z Ciebie człowiek. Cóż, nie zamierzam dalej puszczać moich wodzów fantazji. Teraz moim głównym celem jest eliminacja plagi, tutaj was jeszcze nie dopadła jak widzę. Warto to utrzymać.
-Nie, rozpocząć już naprawę zniszczonego...
Do tawerny zaczyna przybywać coraz więcej ludzi.
-Soplicusie, może porozmawiamy na zewnątrz...




II

Xenon i Rangos wychodzą przed gospodę, siadają na pobliskiej ławce.
-Nie chciałem tam tego mówić. Wiesz, mój kuzyn jest, był jedną z ofiar plagi. Chciałbym jakoś Ci pomóc. Może potrzebujesz własnego kąta? Wiem co nieco o pewnej wieży na północ stąd. Jak tylko minie mój czas pracy to zaprowadzę Cię tam.
-Dlaczego chcesz mi pomóc?
-Ponieważ odczuwam potrzebę wspomagania tych, którzy przeciwdziałają pladze. Pochłonęła już mojego kuzyna, nie chcę więcej ofiar. Przyjdź pod tawernę za sześć godzin, wybierzemy się tam.
Soplicus oddala się od tawerny. Widząc, iż na tą odległość niczego nie usłyszy, Xenon zaczyna telepatycznie rozmawiać z Nadzorcą
-Chyba zadziała. Ta wieża stoi opustoszała od wielu lat. Niczego się nie powinniśmy obawiać.
-O ile przyjdzie za te sześć godzin...
-Zawsze lubiłem twój optymizm, Czarny...
Przewidywania Nadzorcy się nie sprawdziły, Rangos przybył punktualnie. Xenon zamyka lokal i idzie z Soplicusem do wieży.
-To już niedaleko. Widać ją z pobliskiego wzgórza.
-Nacieszę oko wnętrzem wieży.
-Jak uważasz, Rangosie.
W końcu dochodzą do morskiego klifu, na którym stoi wieża. Wnętrzem przypominała latarnię morską, lecz jej historia była zupełnie inna – służyła za kryjówkę organizacji zajmującej się tępieniem bandytów na terenie całego królestwa. Soplicus dostrzega dobre usytuowanie tego miejsca.
-Powiem szczerze, że to jest idealne miejsce dla moich dalszych działań. Będę mógł kontynuować pracę.
-Mam nadzieję, że zdziałasz coś z tym paskudztwem, które się toczy przez naszą krainę. Ja niestety będę musiał Cię opuścić. Za jakiś czas prawdopodobnie wrócę do tawerny.
Xenon powoli odchodzi, lecz przypomina mu się pewien szczegół.
-Aha, jeszcze jedno. Kiedyś była tutaj gildia najemników, może mógłbyś stworzyć coś podobnego. Poza tym gdybyś zdobył pomocników byłoby to dobre miejsce... Do zobaczenia, Soplicusie
-Żegnaj...
Odwracając się na bezpiecznej odległości Xenon porozumiewa się z Nadzorcą
-Zobaczymy, jakie podejmie działania...
-Czekaj, coś się dzieję.
Tym razem Nadzorca miał rację. Soplicus przywołuje skrzynię tajemnic, niemożliwej do wykrycia przez jakiekolwiek siły we wszechświecie. Rangos otwiera kufer, czym zadowala Nadzorcę
-Nareszcie, ile można było czekać...
Rangos wyciąga z kufra szatę czarnego maga, którą od razu ubiera, na stole kładzie kopię Nadzorcy i Nienawiść, nieznaną Xenonowi broń. Do tego Soplicus zaczyna potajemnie rozmawiać ze swoim współpracownikiem.
-Znowu rozmawia ze swoim sługą. Xenon, mam wrażenie, że on wie o naszych poczynaniach.
-Ale skąd miałby...
Po uzbrojeniu kosy Soplicus wychodzi z domu.
-Czas zaprowadzić tutaj porządek.
Xenon dalej nie może się nadziwić aurze tajemnicy otaczającej Rangosa.
-Szata czarnego maga, musiał ją trzymać w skrzyni. Ale ta kosa, widziałem ją wcześniej przez chwilę w klasztorze i teraz znowu się pojawiła. Pomyśl o tym. Ja będę go obserwował. Jak na razie zapewne będzie zbierał kumpli.
W celu ostrożności Xenon razem z Nadzorcą ustalają jedną kwestię – od dzisiejszego dnia prawdziwy Nadzorca zostanie ukryty głęboko w skale, natomiast jaskinia, która zostanie utworzona w tym celu stanie się główną bazą operacyjną Xenona. Od tego momentu, jedynie kopie Nadzorcy ujrzą światło dzienne.

III

Kolejny poranek upływa Soplicusowi dłużej, niż zwykle. Zastanawia się, skąd wziąć pomocników do jego głównego planu. Ciszę wokół niego zakłóca dzieciak przybijający do drzwi jego wieży ogłoszenie. Nie tracąc czasu Rangos podchodzi i czyta:
-Nord Trong, poszukiwany żywy lub martwy. To ten masowy morderca pochodzący z północnej krainy. Dają za niego trzy miliony pentogramów. Heh, ta waluta w ogóle mnie nie interesuje, ale to może być moja szansa.
Zapadła decyzja o poszukiwaniach Norda. Soplicus nie musiał długo szukać – podążał tropem morderstw i dotarł na wybitą przez Tronga farmę. Nord poszukiwał jeszcze pozostałych przy życiu.
-Krew, czuję tę słabość wypływającą z wadliwych, nędznych, wątłych ludzkich ciał. Żaden z nich nie odnalazł sposobu, nie mieli możliwości ocalenia...
Rozważania mordercy przerywa przybycie Soplicusa
-Nordzie Trong, powiem wprost, daję Ci dwie możliwości. Albo oddam Cię w ręce stróżów prawa i resztę życia skończysz za kratkami. Albo udasz się ze mną i będziesz używał swojej mocy do realizacji moich celów. Co wybierzesz?
-Kim ty jesteś, aby mi mówić takie rzeczy? Takich jak ty, to ja zawsze uczę dobrych manier!
Bez chwili zastanowienia Nord rzuca się z mieczem na Soplicusa...
-Ostatni Bastion!
...który z łatwością blokuje atak, zanim dał jakikolwiek skutek.
-To niebezpieczne używać techniki ostatniego bastionu dopóki nie przeanalizujesz wszystkich mocnych i słabych stron przeciwnika. Pozbycie się wszelkich odruchów obronnych na rzecz siły ataku to dobra technika, jednak tylko i wyłącznie wtedy, gdy mniej więcej znasz przeciwnika. Prawdopodobnie moimi słowami wywołałem u Ciebie agresję, chciałeś drastycznie mnie wykończyć. Jednak w rezultacie właśnie trzyma twoje ostrze. Przez dotyk mogę wprowadzić fale o wysokich częstotliwościach i wywołać pewne...
Mózg Norda z trudem wytrzymuje atak Soplicusa.
-... zaburzenia 
Po otrząśnięciu się Trong zauważa, że jest bezradny wobec stojącej przed nim osoby.
-Szlag by to, czym ty do cholery jesteś?
-Jestem tym, który da Ci szansę. Pozwoli Ci przeżyć prawdziwe katharsis. Oczyści twoje życie i pozwoli rozpocząć je na nowo. Na nowo, rzecz jasna jako mój kompan.
Nie widząc innego wyjścia, Nord zgadza się na propozycję Rangosa. Ten daje mu pierwsze zlecenie – odnalezienie dwóch najemnych, Gordmara i Fendora i przyprowadzenie ich do wieży. Razem założyli nową organizację na tych ziemiach – Arantos. Jej pierwszym celem, nadanym przez Soplicusa był napój uzdrowienia duszy. Napar, wytworzony przez Rangosa jeszcze w klasztorze miał się okazać lekiem na zarazę. Rokowania z królem szły opornie, gdyż Arantos żądali podpisania traktatu pokojowego z separatystami. W końcu, za namową dworu, podpisano traktat pokojowy. Zmęczeni ludzie, ponownie mogli żyć we wspólnocie, od teraz jako oficjalna wyspa królestwa Devoux. Nie wszystko potoczyło się jednak według myśli Soplicusa. Zachłanność zwiodła Gordmara i Fendora doprowadziła do zdrady. Podczas spaceru trójki założycieli Arantos zaczęto dyskutować o dalszym losie...
-Udało nam się osiągnąć wiele. Podpisano traktat pokojowy. Niech to miasto się rozwija. Wspólnie pokonamy epidemię choroby...
Zdrada wychodzi na jaw – ostrze Fendora przebija ciało Soplicusa na wylot
-Rozumiem, więc byłem dla was niewygodny. Wam nie odpowiadają moje założenia(pomimo tego, że tak mało wiecie, nędzne śmiecie).
-Soplicus, to nic osobistego, jedynie interesy. Wybacz, ale nie potrzebujemy trzeciego do podziału kasy. Potem zajmiemy się Nordem i odpowiednio spieniężymy recepturę. Gadaj gdzie ją masz to szybko zakończę tę katorgę!
-Wybacz, ale to chyba moja kwestia... Sensum, Suspen di\' Cire Versa!
Rangos uwalnia się z przeszycia.
-Nie podoba mi się, gdy ktoś wkłada mi kawałek żelastwa w płuca, oj nie!
Spogląda na pobliskie morze.
-W sumie to zastanawiało mnie, jak to jest, kiedy toniesz. Kiedy nie masz możliwości złapania powietrza. Koniecznie musimy to sprawdzić...
Jednym ruchem ręki ciska Fendora wprost w morską otchłań
-... na tobie!
Po zajęciu się Fendorem Soplicus spogląda na bezradnie patrzącego Gordmara.
-Rozumiem ludzi o kamiennym sercu. Jednemu z nich nawet jestem w stanie dać adekwatną dla niego nagrodę. Nie żeby coś osobistego, jedynie interesy...
Zamienia Gordmara w formę kamiennego smoka, ciągle odczuwającą ból i posyła do wielkich grót skalnych na wschód. Soplicus pozbył się niewygodnych dla niego osób. Nakazał też ruszyć Nordowi do Doliny Magicznych Rud, aby znalazł nową siedzibę.

IV

Tymczasem Xenon próbuje rozwiązać wszystkie wątpliwości dotyczące osoby Soplicusa. Nie może zrozumieć, w jaki sposób samemu stał się człowiekiem o sile dorównującej jemu.
-Nadzorca, nie ma innej rady, musimy się dostać do jego laboratorium. Może znajdziemy coś ciekawego.
-Być może, jednak będzie to trudne do zrealizowania. Klasztor dowiedział się, kto stoi za morderstwem mistrza Garwika i nowicjuszy. Być może przy tym będzie jakiś trop.
Zapada noc po zdradzie Fendora i Gordmara. Xenon, zgodnie z omówionym planem, zakrada się do klasztoru. Wchodzi tam pod postacią jednego z nowicjuszy. Teleportuje się za ścianę, w której było przejście do laboratorium. Dociera pod drzwi... i dalej droga jest zablokowana. Soplicus zapieczętował wejście z obydwu stron. Magia pieczęci była niemożliwa do zniszczenia, jeśli była założona od zewnątrz i wewnątrz.
-Xenon, nie zrobimy więcej, musimy czekać, aż Soplicus poczyni jakieś kroki.
-Na razie dam spokój...
Mija dużo czasu. Xenon nawet zastanawia się, czy nie zaczął poświęcać zbyt dużo uwagi tej istocie. W końcu Soplicus wykonał ruch. Pojawił się w kapliczce niedaleko klasztoru.
-Khod Elementari! Nadzorca, te zaklęcia są naprawdę dobre. Przeniosło mnie do niego bez podania koordynatów.
  Jednak Soplicus nie był sam, ale ze swoim... klonem. Nadzorca nagle zrozumiał, iż działając mocą napoju uzdrowienia duszy mógł stworzyć swojego klona. To, co było ukrywane przez Rangosa przez tyle lat, w końcu ujrzało światło dzienne. W okolicy kapliczki pojawia się jeden z nowych magów, który wiedział o zbrodni Soplicusa.
-Kogóż to moje oczy widzą, mistrz Rangos. Ależ ja mam dzisiaj szczęście, będę mógł sprowadzić sprawiedliwość na tego fałszywego wybawiciela chorych. Może i oszukałeś innych, ale nie nas, popieprzona gnido!
-Kolejny, któremu oczy wychodzą na widok kasy. Jednak muszę za jedno podziękować, dzięki tobie, będę mógł przetestować coś dla przyjaciela... bez rozgłosu.
Klon z łatwością dopada niedoświadczonego maga. Soplicus powoli osiąga dzisiejszy cel.
-Bierz go do tej kaplicy, natychmiast!
Nie zastanawiając się ani chwili obydwaj wchodzą do kaplicy, gdzie dokonuje się nowy postęp w dziedzinie magii. 
-Absolutna Zamiana Ciał!
Klon zamienia się ciałem z magiem, którego przed chwilą zabił.
-Rozumiem, zaprawdę to wspaniały dar. Przybliża drogę do nieśmiertelności...
Xenon jedynie patrzy z niedowierzaniem, w jaki sposób Rangos mógł tego dokonać. W końcu domyśla się, że musiał mu ktoś pomagać.
-Nadzorca, on musiał oddać duszę jakimś demonicznym siłom. Ale za mało jeszcze wiemy.
Po zakończeniu rytuału Soplicus wraz z klonem przenoszą się do wieży, gdzie oczekuje na niego Nord.
-Zaraz, Soplicus, coś mi tu nie pasuje. Co to za koleś obok Ciebie?
-To mój klon. Przypadkiem odkryłem w nim przepiękną, starożytną umiejętność. Absolutną Zamianę Ciał. Nordzie, czy przez ten czas mojej nieobecności sprawdziłeś twierdzę, o której Ci mówiłem?
-Owszem, jest tam też człowiek, o którym wspominałeś, lecz będziesz musiał z nim pogadać. Nie jest zbytnio skory do współpracy.
-Spokojnie, zajmę się tym. Mam nadzieję, że przygotowałeś runę teleportacyjną do tego miejsca, bo udasz się tam z moim klonem. Chciałbym porozmawiać z tą osobą.
Zgodnie z planem klon i Nord wyruszają do Doliny, aby zapoznać się z człowiekiem, który aktualnie tam mieszka. Sam Soplicus zaś w tajemnicy wyrusza poszukiwać innych wymiarów. 

V

Po dwóch dniach przygotowania Nord teleportuje się z klonem w pobliże twierdzy. Imponowała swoimi rozmiarami, lecz nie to było teraz w głowie Soplicusa. Zamierzał dotrzeć do osoby, która w niej zamieszkała – Vergona, okaleczonego na twarzy człowieka.
-Soplicusie, jesteś pewien, że go przekonasz?
-Oczywiście, nie musisz się o to martwić.
Podchodzą do wejścia, gdzie czeka na nich już jedyny lokator twierdzy.
-Czyli to panowie byli zainteresowani moim mieszkaniem?
-Tak, nazywam się John Corda.
-Jednak nie wiem, czy się zgodzić. Czuję wielki sentyment do tego miejsca, dostałem go w spadku po wuju. Przebywałem tu jeszcze jako mały chłopiec. 
-Jestem pewien, że jakoś się dogadamy. Masz mocno poharataną twarz. Jakbyś do mnie dołączył to dałbym Ci solidną maskę i szatę z metalowymi elementami. No i oczywiście mógłbyś tutaj pozostać. 
-Niech i tak będzie, pod maską będę mógł ukryć moje blizny. Dobrze, chodźcie za mną, poprowadzę was.
Soplicus zrealizował część swojego planu. Gdy nadszedł czas na drugą część...
-Nordzie, rozejrzyj się na piętrze, ja tu zostanę jeszcze chwilę na dole.
Zgodnie z rozkazem Trong idzie schodami na piętro, a Soplicus, wiedząc, że Vergon ma o wiele szersze horyzonty zamierza przekonać go do większej współpracy.
-Vergonie, odsłoń swoją prawdziwą twarz. Wiedziałeś od początku, że nie jestem Johnem Cordą. Naprawdę jesteś typem człowieka, za którego Cię uważam.
Rangos uaktywnia swój plan. Jego klon znika, natomiast pojawia się druga kukiełka, podobna lecz odróżniała ją zbroja. Zaintrygowany całą sytuacją Vergon ucieka do biblioteki, gdzie próbuje szukać odpowiedzi, uprzedza go klon.
-Zaskoczony? Człowiek który dostrzega głębię nie powinien być zdziwiony widokiem tej formy. A może zaskoczyło Cię to, że tak nagle się tu pojawiłem? Nieważne. Nie interesuje się tą twierdzą. To, co mnie urzekło to twoje zainteresowanie księgami zawierającymi informacje o Pradawnych. Ty naprawdę dostrzegasz głębię. Widziałem już kilku takich ludzi, ale każde poszukiwanie daje inny rezultat. Pomógłbym Ci stać się nawet kimś więcej.
Vergon uspokojony tą informacją ciągle zastanawia się, czy przyjąć propozycję Soplicusa.
-Ja daję Ci taką możliwość. Tylko przeze mnie możesz osiągnąć absolut potęgi. Czy pragniesz mocy ode mnie?
-Dobrze. Nie jest to do końca zgodne z moimi planami ale nie będę się z tobą kłócić. Tylko obiecaj mi coś...
-To masz zapewnione jako członek Arantos. Nasz plan na najbliższe dni jest bardzo prosty w wykonaniu.
Cała organizacja Arantos przenosi się do wieży, gdzie omawiają... plan zniszczenia klasztoru oraz mordu innych ludzi. Zaczynają natychmiast. W tydzień niszczą okolice klasztoru, a w następny dokonują swego dzieła. Xenon wyraźnie martwi się sytuacją, jaka zaistniała. Jednakże nie tyle go martwi samo zniszczenie klasztoru co czas, który upływa. Mija ponad 400 lat od momentu rozpoczęcia masowych mordów.
-Morduje wszystkich, niszczy co popadnie. Nadzorca, on działa zupełnie tak jak niegdyś my i nasi bracia. Do tego ciągle zdobywa nowych popleczników. Jednakże mija już tyle lat. Nie zmieniają się. Oni są... ciągle młodzi, pomimo upływu wieków. Nie rozumiem tego.
-Nawet nie będę próbował Ci tego wyjaśniać. Pradawni byli stworzeni jako długowieczni, ale nie ludzie. 
-Nie mam nawet pomysłu, jak do tego podejść, ciągle chcę mieć Rangosa po swojej stronie.
-Xenon, będzie większy problem, jeśli nic nie zrobimy. Strażnicy Portalu zaczynają interesować się sprawą. Nie wiem, może to jest jakiś trop...
Obawy Nadzorcy okazały się słuszne. W ciągu kilku dni trzech strażników pojawia się w wymiarze Devoux. Władze królestwa postawione w stan gotowości zebrały się, aby omówić plan działania. Pojawia się także Xenon, pod przykryciem dowódcy straży. Król przedstawia sytuację dowódcom.
-Minęło ponad 400 lat, a Soplicus Rangos jest nadal nieuchwytny. Myślę, że musimy poprosić o pomoc strażników portalu. Powinni też pomagać w mieście.
-Panie, Lord Gotrod, generał sił zbrojnych informuje, że odbyły się już rozmowy z ich delegacją. Na początku przyślą do nas Matero Garsa i Paulosa Kamro.
-Na upartego moglibyśmy sobie przypisać parę zasług. Moglibyśmy później powiedzieć, że Ci strażnicy to nasi wojownicy.
-Dobry tok myślenia, Sarmacie. Zatem przygotowania pozostawię w waszych rękach.

VI

Po omówieniu planu działań z władzami miasta strażnicy portalu, wśród których był młody Dankowski, wyruszyli sprawdzić potencjalną kryjówkę Rangosa – jedną z jaskiń położonych w głębi wyspy. Tymczasem organizacja jest doskonale poinformowana o wyprawie strażników i przygotowują zasadzkę niedaleko jednej z przydrożnych kaplic ognia. Następnego dnia, o świcie docierają w to miejsce Paulos z pozostałymi.
-Panowie, szybko za mną. W tym rejonie gajowy widział ostatnio podejrzanych, zakapturzonych ludzi... Dankowski, chroń tyły. Matero, osłaniaj mnie. Zajmę kapliczkę
-Jasna cholera, poczekaj!
-Jakby co to od razu strze...
Jak błyskawica wyjawiają się czarni magowie, którzy ogłuszają Paulosa, a pozostałych unieruchamiają.
-Macie szczęście, że nasz szef jest dla was łaskawy. Przekażecie pozostałym, aby się od nas odczepili...
Po chwili, zgodnie z procedurami, Dankowski i Matero teleportują się do bazy wypadowej – miasta. Czując, co się święci, Matero postanawia poświęcić się tej sprawie, a także podszkolić jak najszybciej się da Dankowskiego. Paulos zostaje zaciągnięty przez dwóch członków Arantos do kryjówki klona Soplicusa. 
-Dziękuje za przyniesienie ciała tego strażnika. Muszę zbadać jego energię witalną. Póki co, odejdzcie stąd.
Zgodnie z nakazaniem magowie odchodzą. Zamiary Rangosa były jednak zupełnie inne.   Używając mocy absolutnej zamiany ciał, Soplicus pochłania jedynie część mocy strażnika, żeby utrzymać Paulosa przy życiu. Mimo to jest jej wystarczająco, aby pozyskał nową umiejętność
-Możesz już wstać, Paulosie Kamro.
-Gdzie... zaraz, czemu się czuję, jakbym dostał obuchem w łeb?
-Paul, widzę w tobie silnego przeciwnika. Dałeś się jednak złapać w pułapkę. Gdy Cię do mnie dostarczono, zrozumiałem jedną rzecz. Połączenie mocy strażnika i mojej dało efekt w postaci oczu feniksa. Ty także je dostałeś w trakcie tej wymiany, tylko osłabione. Jeżeli chcesz od tej pory żyć w pełni swobody, przyłącz się do mnie. Ja już zadbam o to, aby ludzie zapomnieli o Paulosie strażniku. Pokażę Ci kilka ksiąg ze swojego laboratorium. Co ty na to?
-W obecnej sytuacji chyba nie mam innego wyjścia. Ale obiecaj mi coś. Niech tylko zaufani ludzie wiedzą, kim jestem naprawdę. Reszta będzie mnie znać pod inną tożsamością. Będą mnie znać... jako Zeroxa.
Zapada noc. Paulos otrzymuje maskę wraz z szatą. Przyjmuje nową tożsamość i zapoznaje się z planami Rangosa. Następnego dnia przenosi się do głównej siedziby klanu Arantos – górskiej twierdzy w dolinie. Klon Soplicusa udaje się do laboratorium, które przetrwało nietknięte podczas zniszczenia klasztoru. Wyczuwają to Matero i Dankowski. Podążają jego tropem do ruin klasztoru. Bez trudu przechodzą przez mocno naruszone pieczęcie przy drzwiach. Po chwili wchodzą do laboratorium, w którym spotykają Soplicusa.
-Matero, to jest on. Rangos Soplicus.
-Dankowski, to on może być Apocalypsusem. Działania obydwu są do siebie zbliżone
-Dziękuje za tak pochlebne słowa. Mniemam jednak, że to nie wy jesteście od myślenia, ale wasi przełożeni...
-Co za brednia! Bezmyślne podejście do przeciwnika twojego pokroju kończy się śmiercią. Poza tym masz na sobie twarz naszego kolegi. Co to oznacza?
-A jak Ci się wydaję?
Soplicus nasłuchuje kroków, które się zbliżały zza rogu. Rozsierdza tym Dankowskiego.
-Nie możesz tego powiedzieć normalnie?
Mając pewność, że ktoś jeszcze jeszcze jest niedaleko, Soplicus teleportuje się za plecy strażników
-Nie będę z wami dyskutował, kiedy wasze posiłki kryją się w korytarzu.
-O czym ty...
-Nie lubię być podsłuchiwanym
Dankowski nie wytrzymuje i dobywa miecza. Matero próbuje go uspokoić.
-Przestań!
Rangos z łatwością unika ataku.
-Ludzie, co wy tacy narwani?
Matero wykorzystuje swoje umiejętności maga oraz moc zaklętą w mieczu, aby ogłuszyć Soplicusa. Ten tylko upada, jest ciągle świadomy.
-Proszę, proszę. Napotkałem tu jak widzę dobrego użytkownika magii. On jest najlepszy.
-Cicho Dankowski, musimy dowiedzieć się co z Paulosem.
-Zatem nie znasz znaczenia słowa najlepszy... khm, ale w tej pozycji może być pewien problem... Absolutna Zamiana Ciał!
Soplicus wstaje i próbuje użyć swojej głównej umiejętności, aby przejąć ciało Dankowskiego. Wyszkolony w walce z najlepszymi Matero obraca umiejętność Rangosa przeciwko niemu. Ten zauważa, co się święci. Wie, że nie przetrwa naporu mocy. Przekształca swoją energię w materialną formę, która staje się czerwoną kulą wielkości pięści. Materializuje się na dłoni Matero i toczy z nim duchową walkę o kontrolę nad ciałem strażnika. Zaś sam klon ulega całkowitemu zniszczeniu.

VII

Dankowski budzi się z ogłuszenia. Zauważa na podłodze szatę czarnego maga oraz pozostałości po kościach Rangosa. Po chwili zwraca uwagę na pogrążonego w letargu Matero.
-Matero, my go zabiliśmy... znaczy, ty go zabiłeś. Ja byłem ogłuszony. Udało się... Co to za czar?
Strażnik jednak nie odpowiada, ciągle jest pogrążony w walce.
-Matero, halo?
-Musiałem się skupić. Słuchaj uważnie. To nie jest zaklęcie, to energia witalna Rangosa. Z tego co zrozumiałem przed wyzwoleniem energii miał przechwycić ciało jednego z was.
-Jak rozumiem, gdy zniszczymy tę energię będziemy go mieli z głowy. Ale co z Paulosem? Ciągle nie mamy odpowiedzi.
Nagle Matero czuje przypływ wrogiej mocy.
-Spokojnie. Gdy tylko pomyślę o zniszczeniu tej energii czuję, jak przechodzi przeze mnie napięcie. I tak będziemy musieli wrócić do bazy... khm, z tą ozdobą. Ale wiesz, to trochę upierdliwe. Pewnie dlatego, że uratowałem Ci tyłek.
-Masz moją wdzięczność. Następnym razem może role się odwrócą.
Strażnicy powoli opuszczają ruiny klasztoru i teleportują się do głównej bazy Strażników Portalu. Temu wszystkiemu przypatruje się Xenon.
-No to rzeczywiście twój klon popisał się niesamowitymi umiejętnościami. Zostałeś prawą ręką strażnika wymiaru... dosłownie. Oby jego towarzysze nie zrobili czegoś głupiego. Na pewno będą chcieli go od niego uwolnić.
W noc po wydarzeniach z laboratorium Xenon dyskutuje o następstwach tego czynu z Nadzorcą. Przynosi jeszcze ciało kobiety.
-Udali się do bazy strażników. Nie podążę za nimi. Domyślam się natomiast, co będą chcieli zrobić. Nie będą mieli zresztą innego wyjścia. Jeżeli pewne moje przypuszczenie jest prawidłowe...
-Rozumiem Cię, ja także patrzę na Soplicusa jak na osobę zagłębioną w magii przedwiecznych. A, Xenon, o co chodzi z tą martwą kobietą na podłodze?
-Rozmyślałem trochę. Chciałbym stworzyć coś na wzór klona Soplicusa. Myślę, że takie istoty będą idealne. Podobały mi się jeszcze, zanim pokonałem ojca. To jednak poczeka, muszę się przygotować do wyruszenia.
-O ile oczywiście mamy rację...
Xenon podąża śladem ekspedycji strażników, której celem jest zapieczętowanie energii Soprana w dziecku. Docierają do ukrytej w ziemi świątyni. Widząc, że wszyscy weszli już w głąb pomieszczeń, Xenon zapuszcza się do środka. Niepokoi go to, co tam widzi.
-Napisy na tych ścianach... są na nich imiona: Orion, Belial, poniżej też widzę Xenon i Ragnar. To są imiona przedwiecznych. Może pierwotnie Ezekiel miał być nazwany Belialem. Czyli to jest świątynia Apocalypsusa. Musiał tutaj przybyć, zanim zostaliśmy stworzeni. Rangos, ty diable, co kombinujesz? Strażnicy muszą zapieczętować część twojej mocy w dziecku, ponieważ jego moc jest słaba i nierozwinięta. Nie odrzuci twojej energii. W innym wypadku doprowadziłbyś do zgonu strażnika. Czy ty chcesz... nie, raczej byś to ukrył. Chyba, że nie wiesz o mojej obecności. A może wiesz i specjalnie mnie podpuszczasz...
Rozważania Xenona przerywa stacjonujący niedaleko strażnik – Lares Diquart.
-Dosyć tego, kolejne z tych popaprańców nekromantów. Możesz zapomnieć o tym cholernym miejscu waszej sekty...
-Co?
-Dalej nie przejdziesz!
Obydwaj dobywają mieczy.
-Nie jestem jednym z tych popaprańców. Jestem tutaj z powodu waszego rytuału. A ty gnoju zabierasz mój cenny czas?
-Kim ty jesteś?
Xenon atakuje, niecelnie. Walka przenosi się do wewnętrznej komnaty. Wykorzystując dużą wysokość terenu, Xenon spycha Laresa w otchłań.
-Żałosny śmieć, przez niego jeszcze nie zdążę zobaczyć, jak ma przebiegać rytuał. Coś czuję, że na dole może być przejście.
-Idiota!
Niespodziewanie Xenon sam zostaje zepchnięty w dół przez niedoszłego wroga.
-Co jest, przecież widziałem, jak spadłeś.
-Oczywiście, że tak się nie stało. Użyłem na tobie zaklęcia iluzji. Aczkolwiek mam być szczery, nie sądziłem, że to zadziała. Śmieciem okazałeś się ty.
-Dlaczego moja moc tu nie działa?
-Ja, Lares Diquart aresztuję Cię w imię...
Niespodziewanie z pomocą przybywa Nadzorca, który zrealizował na zapas plan z klonem. Ogłusza strażnika i pomaga wyjść Xenonowi z dziury.
-Xenon, jak mogłeś sobie pozwolić tak skopać tyłek?
-Cholera. Widzę, że postanowiłeś wdrożyć projekt bez mojej wiedzy. 
-Sytuacja tego wymagała, ale powiem Ci, że ciało sprawuje się dość dobrze. Później oddam Ci nad nim kontrolę. 
-Dobra, ale na razie lepiej stąd zjeżdżajmy. Reszta tej grupy zakończyła akt transferu mocy. Dziecko przeżyło. Teraz ma w sobie moc strażnika i Arantosa.
-Co zamierzasz dalej robić?
-Musimy się skupić na jego obserwacji. Od dawna nie wyczuwam mocy oryginału. Soplicus albo dobrze się maskuje, albo jest w innym wymiarze. Przez pierwsze lata jednak nic się ważniejszego nie wydarzy, także przyjdę tu później, aby przeanalizować tutejsze zapiski.
Xenon po tygodniu przychodzi ponownie do świątyni. Przez kilka lat skupia się na informacjach tam zawartych. Natomiast Nadzorca używa klona, aby dowiedzieć się, co stało się z dzieckiem.

VIII

10 lat upływa od rozpoczęcia badań Xenona. Na jaw wychodzą nowe fakty. Dowiaduje się przede wszystkim o właściwościach kamienia filozoficznego oraz oka feniksa. Kamień oficjalnie mógł uszlachetniać metale, lecz jego ukrytą właściwością była ochrona przed śmiercią. Z kolei zaczyna zastanawiać się nad okiem feniksa u Soprana. Szczególnie nie może zrozumieć, kiedy tak naprawdę mógł nabyć tą umiejętność. Przodkami strażników byli mieszkańcy imperium Khazad-Tor, których kości zostały włączone przy procesie tworzenia Pradawnych. Z kolei wydawało mu się, że Rangos dysponował oczami jeszcze przed walką w klasztorze. Takiej opcji nie mógł zrozumieć. Nadzorca w tym czasie zauważył, iż dzieciakiem opiekuje się Dankowski pod pseudonimem Hypera. Z nieznanych mu powodów opuścił zakon strażników. Natomiast samemu dziecku zostało nadane imię – Julo Robbens. Do czasu osiągnięcia przez chłopaka pełnoletności Xenon dyskutował o obecnej sytuacji z Nadzorcą w jaskini.
-Mam pewne obawy odnośnie Soplicusa. Coraz bardziej jestem przekonany, że jacyś Pradawni przeżyli. Ostrzegałem Cię przed nim.
-Poczekajmy, jedyna kwestia, której chciałbym się dowiedzieć odnośnie Rangosa... musiał dowiedzieć się od kogoś o tych zapiskach. Lecz jak mógł sam sobie aktywować taką moc?
-Ja już swoje zdanie wypowiedziałem.
-Dzięki, miły jesteś... Chłopak zaczyna zbierać ochotników do samozwańczej brygady. Hyper poprosił Matero, aby pod pseudonimem Inariota wstąpił do niej. Mają zamiar wyruszyć do Doliny Magicznych Rud. Tam ma na nich czekać jeszcze kilku ludzi. Rozbiją obóz w niemalże samym środku. Myślę, że to dobra okazja, aby zbliżyć się do organizacji Arantos.
-A skoro już o tym, nie mogę nawiązać kontaktu z kopią, która wciąż jest w posiadaniu Soprana. Może znajdziemy tam kilka odpowiedzi.
-Dobra, ja ruszam. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Mijają dwa tygodnie i wszyscy pojawiają się w dolinie. Na brygadę Jula czekali dwaj szermierze: Frotgon i Demoyer. Niedługo później Hyper zostaje opętany przez Arantosów. Rozpoczyna działania mające na celu obudzenie istoty zamkniętej w Robbensie. Xenon decyduje się pomóc Arantos w ich działaniach. Wyrusza do twierdzy, aby odnaleźć Hypera. Ten, znając już jego zamiary wita go z otwartymi ramionami.
-Panowie, nowy członek naszej organizacji właśnie przybył... Xenon.
Najbliżsi współpracownicy Rangosa, Vergon i Zerox, podejrzewają, że coś jest na rzeczy. Jednakże bez obecności ich mistrza nie podejmują żadnych działań przeciwko niemu. 
-Xenon, twym pierwszym celem będzie Demoyer. Podstawimy Inariotowi fałszywe informacje i wtedy on wyruszy do małej jaskini niedaleko od naszej twierdzy. Sposób wykonania pozostawiam tobie.
-Dobrze, macie to już załatwione.
Sfałszowane informacje docierają do brygady. Demoyer wyrusza do groty. Nie widzi niczego szczególnego, dopóki nie wchodzi do środka. Czekał w niej już Xenon.
-Czyli informacje były prawdziwe, ciągle się tu kręcą jacyś nekromanci.
-Jakaż to ironia, że dostałeś w pełni złe informacje. Karą za naciśnięcie mi na odcisk jest śmierć.
Pierwszy atak Xenona jest bez trudu blokowany przez Demoyera, lecz to Xenon był górą. Zaklęcie zmiany wysokości zmniejszyło szermierza do rozmiarów mrówki. Nie zastanawiając się, Xenon miażdży swojego przeciwnika. Tymczasem Arantos zaatakowali główną bazę Brygady. Za pomocą nagromadzonej mocy Hyper całkowicie paraliżuje ruchy Inariota i Frotgona. Sam Julo próbuje zadać cios, jednakże zostaje ogłuszony i przeniesiony wraz z pozostałymi Arantos do twierdzy. 
-Zostawcie nas samych, dam radę przywrócić mu prawdziwą tożsamość.
Zgodnie z nakazem Hypera pozostali współpracownicy opuszczają go. Sam Julo zaś się budzi.
-Ty, dlaczego nas zdradziłeś? Tak bardzo tobie ufałem, wyszkoliłeś mnie, a teraz zawodzisz?
-Pragnę mocy, twoja druga osobowość pomoże mi ją zdobyć.
-Nie, niczego Ci już nie dam. Odwal się ode mnie.
Próba ucieczka nie wychodzi. Hyper zaczyna realizować plan.
-Spójrz w moje oko i niechaj obudzi się twa prawdziwa osoba.
W duszy Soprana zaczęła się walka. Julo budzi się w wieży, obok mrocznej cząstki wszczepionej mu niedługo po narodzinach.
-Gdzie ja jestem...
-Witaj, Julo... jak ty wyglądasz. I pomyśleć, że musiałem żyć w tym ciele, przez osiemnaście lat.
-Kim ty jesteś, co to za znamię na prawym oku?
-Nieważne kim jestem, nieważne co to za znamię. Ważne jest to, że teraz będę wolny. Przybyłem po swoje.
Rozpoczyna się procedura przejęcia.
-O tak, oddaj mi ciało. Niech moja moc zostanie uwolniona.
Hyper zauważa, iż powstaje mroczny Sopran. 
-Nareszcie się budzi
-W końcu w swoim ciele. Możecie zacząć się bać, ponieważ Sopran żyje.
-Bardzo dobrze, Sopranie. Możemy zacząć realizację planu. Najpierw trzeba pozbyć się reszty Brygady.
-Tak, zajmę się osobiście tym strażnikiem. Xenon i Nord złożą wizytę Frotgonowi.
Xenon nie ma już żadnych złudzeń, kukła Soplicusa powstała na nowo. Postanawia obserwować Rangosa. Ten udaje się do położonej wysoko nad twierdzą kryjówki Gordmara. Działając magią podrzuca do jego legowiska kopię miecza Xenona. Chwilę po tym Zerox przybywa po niego. Proponuje układ Gordmarowi. W zamian za miecz zaproponował zwrócenie ludzkiej postaci. Nadzorca nie może zrozumieć, dlaczego w ten sposób kombinują. Było to co najmniej dziwne. Wkrótce przychodzi do Xenona rozkaz towarzyszenia Nordowi w ataku na Frotgona, natomiast Sopran wyrusza zająć się Materem.

IX

Pierwszy atakuje Sopran, który odnajduje Inariota przy klifie, pogrążonego w myślach. 
-Sopranie, co oni z tobą zrobili?
-Obudzili mnie, tamta słaba istota już nie istnieje. A teraz walcz.
Inariot przystępuje do ataku. Jednak nie radzi sobie z mieczem tak dobrze, jak Sopran i zostaje zepchnięty niedaleko klifu. Próbuje wykorzystać swoją moc, na próżno
-Myślałem, że jesteś lepszy, nie muszę się nawet wyjątkowo skupiać.
Soplicus znika, rozpętała się burza.
-Cholera, muszę uważać na pioruny, to na pewno sprawka Soprana.
Po chwili Rangos się ujawnia
-Idioto, opuściłeś gardę!
Odpychający atak Soprana spycha Inariota do morza. Za pomocą uwięzienia przetrzymuje go w wodzie, nie pozwalając zaczerpnąć powietrza. Sam Inariot już wie, że to koniec.
-A więc tak miał wyglądać mój koniec. Zatopiony, zrzucony z klifu. No cóż, widocznie tak musiało się to skończyć. Żegnaj Sopranie, obyś kiedyś poczuł smak wolności...
Kończy się pierwszy etap. W tym czasie Xenon i Nord docierają do Frotgona, nie pozwalają mu nigdzie uciec. Zgodnie z rozkazem Soprana pozostawiają go w pełni sił, żywego. 
-Skończcie ze mną, a nie się bawicie.
-Nordzie, właśnie dostałem informację o tym, że Sopran zwyciężył. Za chwilę do nas dołączy. Frotgonie, zaraz wszystko się wyjaśni.
Chwilę potem pojawia się Sopran.
-Wybaczcie mi za chwilę zwłoki, Inariot stawiał opór...
-Ty gnido, coś zrobił z Inariotem?
Wszelkie próby ataku Frotgona spełzły na niczym.
-Frotgonie, zanim rozpoczniemy tę walkę, chcę pokazać Ci wszystko z mojego punktu widzenia, tego prawdziwego... Spójrz w moje oko, niech oko feniksa wskaże Ci prawdę.
Wtedy to Xenon stał się świadkiem, w jaki sposób Sopran zakłamywał historię.
-I on jeszcze śmie nazywać to prawdą. Nie wiem, na co mu to jest. Być może chce manipulować emocjami osób tuż przed ich śmiercią.
Chwilę po objawieniu „prawdy” przez Soprana Frotgon zostaje zabity. Wszyscy trzej wracają do twierdzy, gdzie czeka na nich pobojowisko – Zerox kierowany chęcią przejęcia władzy wyzwał Hypera na pojedynek. Pomimo użycia mocy oka feniksa i kopii Czarnego Nadzorcy zwyciężyło doświadczenie Hypera. Ciało Zeroxa zostało przeniesione do głębi budynku. Tam Hyper, Xenon i Sopran mają odkryć twarz czarnego maga. Jakież było ich zdziwienie, gdy zobaczyli twarz Paulosa.
-Paulos Kamro. Myślałem, że zginął dawno temu.
-Hyperowski, ciało twojego kompana nie powinno być materialne. 
-Nie, w ogóle nie powinien posiadać ciała. Wygląda na to, że coś poszło nie tak.
Xenon jedynie słyszy z niedowierzaniem, jak Sopran kłamie przed nim o Paulosie.
-Hyper, wrzuć jego ciało do wody i dopilnuj, żeby się nie wydostał. Słabsza wersja oka feniksa jest podatna na wodę.
Zgodnie z nakazem Soplicusa, Hyper wrzuca ciało Paulosa do wodospadu. Uczestniczą przy tym wszyscy członkowie Arantos.
-Arantos, spotkajmy się jutro z rana. Nowe misje na was czekają. Lordzie Xenonie, z tobą chciałbym pomówić na osobności.
Na następny dzień zostają rozdzielone zadania. Arantos zaczynają bardziej skrytą działalność na terenach królestwa. Xenon jeszcze przez chwilę rozmawia z Nadzorcą
-Xenon, on ściemniał z tą podatnością. Jednak dla kogoś opętanego, tak jak Hyper, takie wytłumaczenie wystarczyło. Póki co staw się na spotkanie. Ewidentnie brakuje tutaj jakiegoś elementu do ułożenia.
Zapada wieczór, Xenon przybywa do kryjówki Gordmara, gdzie umówił się z Sopranem. Ten już na niego wyczekuje. Na miejscu znajduje jeszcze zwłoki kamiennego smoka.
-Sopranie, prosiłeś abym się tutaj stawił...
-Ta... Mroczne Przywołanie!
Nieoczekiwany zwrot wydarzeń zaskakuje Xenona, który zauważa... przywołane formy najsilniejszych wrogów, których pokonał w swoim życiu Soplicus i członkowie jego klanu: Fendora, Inariota, Frotgona, Demoyera i Gordmara. Oprócz tego Rangos trzyma w dłoni kopię Nadzorcy.
-Co w tym dziwnego? Xenonie, zebrałem sobie kilku unikatowych towarzyszy. A mroczne przywołanie... cóż, myślę, że miałeś już z tym kiedyś do czynienia...
-Tam w podziemiach...
-Zdajesz sobie sprawę, że specjalnie Cię podpuściłem? Skoro o tym wiesz, to znaczy, że ty grałeś tamtego maga. A może był to miecz, który przed momentem przywołałem? Bardzo interesująca broń, Czarny Nadzorca.
-Kiedy mnie rozgryzłeś?
-Nie musiałem tego robić. Moje wyczucie mocy jest na poziomie pozwalającym mi Cię wyczuć. Gdyby nie to, że jesteś elementem planu mistrza, już dawno bym Cię wykończył.
-Rangos, czy ty pracujesz dla Niego? W jaki sposób zdobyłeś te wszystkie umiejętności?
-Myślę, że osoba, do której mógłbym zwracać się Apocalypsus, Xenon albo Zygfryd, powinna doskonale wiedzieć, że każdy ma swoje tajemnice. Słuchaj, chcę, żebyś od dziś dla mnie działał.
-Chyba jestem zmuszony Ci odmówić.
-Nie zrozumieliśmy się, khm, Linkszejn. To nie jest prośba tylko polecenie. Chyba, że wolisz, abym przywołał... ich.
-Kogo masz na myśli?
-Może na przykład wszystkie ofiary waszych zbrodniczych działań. Chciałbyś spojrzeć im w oczy? A może nie będę się ograniczał, pozwolę Ci się spotkać z rodzinką.
-Gnido, nie wiesz w co się bawisz.
-Obawiam się, że nie masz racji. Twoje zadanie będzie proste. Mam egoistyczną chęć sprawdzenia, która ideologia świata zwycięży. Kiedy ja wycofam się na jakiś czas, dam Ci informacje, o których nie mogłeś wiedzieć. Pomogę Ci raz, aby uczynić ten spektakl bardziej interesującym. Lecz gdy nadejdzie odpowiednia chwila, kiedy będę potrzebował twojej pomocy, zajmiesz uwagę publiczności dookoła, choćbyś miał udawać mojego władcę. Wszystko ma być skupione wokół Ciebie. To tyle, odpowiedzi szukaj w kamiennym pysku.
Przywołany Fendor ożywa, aby zadać Xenonowi ból.
-Aha i pamiętaj, aby nikomu się nie chwalić czym tak naprawdę jest twój miecz.
Zrezygnowany Xenon zrozumiał, iż przegrał. Wszystko co się wydarzyło, było przygotowane przez Rangosa.
-A jednak wydymał mnie...


Smoki Maeterii 2008-2012 All Rights Reserved
Design by WasinArt.pl