Dziedzictwo Mocy

I


Mija kolejne pięć lat od wydarzeń z Agmos. Odpoczywając w wymiarze Speysaut, Xenon rozmyśla  nad skutkami swoich działań. Ukrywa się w jaskini wydrążonej w wodospadzie i zastanawia się...

- Nadzorco, tak się zastanawiam nad tym, co powiedział Apocalypsus... te wszystkie tajemnice... myślę, że ludzie powinni się trzymać od tego z daleka.

- Dla ich własnego bezpieczeństwa? Owszem. Jednak wydaje mi się to trudne do zrealizowania. Wiesz, ta cała grupa założona przez humanoidów, Strażnicy Portalu Centralnego, nie odpuszczą tak łatwo i będą drążyć w temacie.

- Pomyślałem również i o tym. Na planszy musi pozostać niszczyciel. Inaczej zaczną wybijać siebie nawzajem...

- Masz na myśli...

- Tak, muszą mnie traktować w ten sposób...

5 dni później, jedna z baz wypadowych strażników, sierżant ogłasza alarm. Od razu podbiega do niego wyższy rangą strażnik.

- Gdzie go widziałeś?

- Prawdopodobnie zbiegł do piwnic.

- Kusznicy, szybko za mną!

Zbiegają się do podziemnych komnat, gdzie spotykają Xenona ukrywającego swą tożsamość pod maską.

- Kapitanie Khorin, to musi być on. Niemal niezauważenie przedarł się przez naszą obronę...

- Nędzny strażniku, ty to nazywasz ochroną? Gdybym nie był znudzony eksterminacją tylu istnień to już dawno bym ich powyrzynał.

- Bełty paraliżujące. Strzelać na moją komendę.

- Szczeniaku, nie lekceważ Apocalypsusa!

Nie zastanawiając się, strażnicy wypuszczają salwę, która... trafia w ścianę. Okazało się, że to była iluzja. Prawdziwa forma Xenona była w tym czasie na wzgórzu. Obserwuje, na jakie poświęcenie musi się zdobyć, aby zachować w tajemnicy swoją tożsamość.

- Xenon, nie mamy już wyjścia. Zresztą taki będzie nasz cel. Zaprowadzenie do wymiarów złudzenia pożogi, aby mieć je pod kontrolą. Widzę jeszcze, że coś Cię trapi...

- Tak, jesteśmy do tego zmuszeni. I zastanawiam się nad obrazami, jakie zobaczyłem tuż przed śmiercią ojca.

- Niestety, ale w tym przypadku nie dowiemy się zbyt wiele. Jedynie możemy sprawdzić, o co chodziło z mocą szamana. Jednakże będziemy musieli kogoś zabić, aby się przekonać.

- Chwilowo nie mam zamiaru kogokolwiek zabijać. A już na pewno nie w takim celu. Przełóżmy to na później.

- Zatem... czas oczyścić wymiary przesiąknięte złem.



II


Mija 10 lat od czasu rozpoczęcia osobistej krucjaty Xenona. W tym czasie zdołał już oczyścić dwanaście wymiarów z aroganckich pyszałków. Nie spotkał się w tym czasie z większymi trudnościami, toteż nie tracił czasu i wyruszył do kolejnego świata znanego jako królestwo Devoux. Ląduje w małej kotlince, gdzie siada przy ognisku.

- Kolejny świat, w którym pełno samolubów. Daliśmy strażnikom dwa lata... i znowu tworzą burdel pomiędzy wymiarami.

- Tak, będziemy musieli im pokazać zgliszcza kolejnego świata. Dobrze by było uderzyć tutaj. Królestwo Devoux. Z tego, co wiemy, to toczy się tutaj konflikt pomiędzy królem i separatystami z pobliskiej prowincji...

Nagle Nadzorca zmienia ton.

- Poza tym, cóż. Myślę, że ty też wyczuwasz tę moc.

- Tak, może odnajdziemy w końcu jakiegoś konkretnego sojusznika. Zresztą i tak muszę się zapoznać z okolicą.

Magią gasi ogień i teleportuje się na wzgórze, gdzie obserwuje potyczkę strażnika i separatysty, którą wygrywa ten drugi. Potwierdza to Xenona w decyzji, że trzeba zaprowadzić tutaj nowy porządek. Zaraz teleportuje się w pobliże miejsca, w którym wyczuwał pokłady many. Staje na moście i obserwuje tamtejszą farmę.

- Zaraz, czy to jest... dziecko?

- Jakby się nad tym zastanowić, taki potencjał może drzemać w każdej istocie.

- Możliwe. Myślę, że można poddać nasz plan małym modyfikacjom... Przede wszystkim trzeba zadbać o bazę wypadową. Najlepszym miejscem będzie tamta kotlinka, w której siedzieliśmy wcześniej.

- Xenon, nie sądzisz, że to jest okazja, mam na myśli podjęcie jakichś zdecydowanych kroków.

- Nie. Umysł dziecka jest co prawda bardzo plastyczny, jednakże... nie chcę kontrolowanej jednostki jako swego sojusznika. Nie potrzebuje kolejnego barana...

Tymi słowami wyraźnie rozsierdza Nadzorcę.

- Jak to kolejnego?! Uważasz mnie za barana?! Dobre sobie! Radzę tobie uważać. Przez to twoje spokojne podejście ten gnojek Cię wydyma.

- Mówisz wydyma, ale to ja tu rozdaję karty. Zwłaszcza, jeśli chodzi o magię...

Xenon, nie namyślając się, używa teleportacji do przeniesienia. Przez chwilę doznaje wizji, w której widzi zakapturzoną istotę. Nie potrafi jednak dokładnie określić, co to było. Gdy dociera do kotliny, zakłada za pomocą magii mały obóz. Zaraz po tym wykorzystuje ciało zabitego strażnika, aby dostać się do miasta i sprawdzić w spisie ludności imię i nazwisko chłopaka: Soplicus Rangos.


III


Mija 15 lat od momentu przybycia Xenona do Devoux. Chłopak dorasta. Obserwując go, pradawny coraz bliżej podchodzi do farmy. Tym razem podchodzi bardzo blisko. Zauważa na wzgórzu wpatrzonego w horyzont Soplicusa.

- Hmm, Rangosem musi być ten chłopak na wzgórzu. Nie znalazłem żadnej innej wzmianki na ten temat. To przy nim wyczuwam pole many. Czy on właśnie używa zaklęcia?

Przygląda się głębiej chłopakowi...

- Nie szkolił się w magii. Robi to podświadomie, albo sam rozwinął swój potencjał...

Rozmyślania Xenona przerywa przywołanie ognistego potwora przez Soplicusa.

- Przecież to jest przywołaniec. Jakim cudem ten chłopak go przyzwał?

Przywołaniec rusza ze swego miejsca w kierunku farmy.

- Cholera, on przecież nad nim nie zapanuje. To się może skończyć tragedią.

Lecz...

- Co... oni... nie widzą tego potwora... a on z kolei ich nie atakuje. Nie, on jednak jest kontrolowany. Ale jak?

Potwór przechodzi kilka metrów, rozgląda się, po czym znika.

- Jaszczur chyba mnie szukał, węszył. Ale skupił swoją uwagę na tamtym drzewie. Czarny, co o tym sądzisz?

- Być może ten człowieczek potrafi kontrolować swoje wytwory. Natomiast przywołania dokonał instynktownie. Może on poczuć zagrożenie. My, istoty mocy potrafimy wyczuwać innych jej użytkowników. Xenon, Proponuję się wycofać.

- Na razie dam temu spokój. Lepiej, żeby nas nie wykrył.

Rzuca czar teleportacji i od razu w swej bazie zajmuje się rozwiązaniem zagadek pozostawionych przez innych.

- Tak się zastanawiam nad tym, co się do tej pory stało

- Mowa o Soplikusie?

- Nie, choć to też trudna osobliwość. Mam na myśli obrazy, które pojawiły się w mej głowie tuż przed pokonaniem Apocalypsusa...

Przypomina sobie ważne momenty w życiu ojca...

- Po zniszczeniu tego imperium, zabrał ten miecz Azdarnowi aby nas stworzyć. Jednak nadal nie rozumiem, co zrobił z mocą Khoda. Musiał jej jakoś użyć. Do tego ciekawi mnie porażka mistycznego.

- Xenon, nie dowiemy się więcej, pozostaje jedynie gdybanie. Możemy jedynie sprawdzić, o co chodziło z mocą tego szamana. Wspominałem Ci już o tym.

- Narazie nie mam zamiaru kogokolwiek zabijać, lecz niedługo na pewno nadarzy się okazja.

- Póki co, lepiej poczekać na rozwój wydarzeń. 

Następne miesiące schodzą Xenonowi na kłopotanie się obecnymi problemami...


IV


… Aż nadszedł moment, w którym nie można było stać bezczynnie. Trzy lata później, wojownicy Gordmar i Fendor, separatyści z pobliskiej wsi infekują ziarno ze statków handlowych. Rozprzestrzenia się plaga wirusa zabijającego ludzi. Bez efektów poszukiwano na szybko lekarstwa. Kilka farm spłonęło, zniszczonych przez mutantów pozbawionych świadomości. Taki sam los spotyka miejsce zamieszkania Rangosa. Xenon bezzwłocznie rusza z pomocą, lecz po drodze napotyka się na oddział nieumarłych, który zagradza mu przejście. Bez większych problemów pokonuje go, lecz te szkielety spełniały jedynie swoje zadanie – zablokowanie drogi Xenonowi. Gdy tam dociera, zauważa makabryczny widok – spalona stodoła i dom mieszkalny. Dookoła leżały ciała. Jedyne, co pozostało pradawnemu, to potwierdzić zgon wszystkich... poza Soplicusem. Nie dostrzega go na farmie, także idzie drogą i spotyka go nieprzytomnego dwa kilometry od farmy.

- Co z nim zrobić? Musimy jakoś go ukierunkować

- Tak, proponuje podrzucić Rangosa do Kotliny Ognia. Wiesz, przedsionka tego klasztoru.

- Myślę, że to sensowne rozwiązanie. Zaszczepią w chłopaku jakąś wartościową ideologię. 

Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, Xenon podnosi ciało Soplicusa i zanosi go do przedsionka po czym samemu ukrywa się. Strażnik przejścia zauważa Rangosa i podchodzi do niego.

- Halo, chłopcze, słyszysz mnie?

- Gdzie... słyszę, lecz gdzie ja...

- Nie męcz się, jesteś w Kotlinie Ognia, najwyraźniej święty ogień zadecydował o twoim losie. Chodź za mną, zaprowadzę Cię do rekrutującego nowicjuszy. 

- Dobrze. Nawet miałem to kiedyś zrobić...

Od tego czasu Soplicus stał się nowicjuszem w klasztorze ognia. Xenon, nie chcąc tracić go z zasięgu wzroku, planuje przejąć ciało jednego z mistrzów klasztoru, konkretnie iluzjonisty Garwika. Korzysta z Nadzorcy, aby zaabsorbować jego energię i przejąć ciało. Miecz przejął kontrolę nad Garwikiem, a Xenon przeniósł swoje ciało na pobliskie wzgórze. Rozpoczął się nudny okres obserwacji i czekania na rozwój wydarzeń.


V


W końcu nadchodzi upragniony czas, kiedy kilku nowicjuszy, w tym Rangos dostają możliwość dostania się do samego klasztoru i stania się pełnoprawnym magiem. Wszyscy trzej zostają wezwani do przedsionka, gdzie czekał na nich mistrz Garwik.

- Dostąpiliście nie lada zaszczytu i chcecie teraz stać się magami? Owszem, macie takie prawo. Zatem instrukcje co do waszego zadania będą czekać w waszych skrzyniach. Opiekunowie je tam włożyli. Wykorzystajcie to dobrze, taka okazja może się nie powtórzyć.

Nowicjusze odchodzą do swoich pomieszczeń, a Garwik tylko się śmieje

- Będzie zabawnie, Soplicusie.

Zadanie to polega na stworzeniu czegoś magicznie użytecznego. Pierwszy z nowicjuszy stworzył możliwość uwieczniania swoich zdjęć na papierze za pomocą many. W ten sposób powstają pierwsze zdjęcia. Soplicus natomiast zajął się, tak jak przewidywał Xenon, magią przyzywania. Poszedł jednak krok do przodu. Przywołał chimerę i gargulca

- Khm, wydaje mi się, że robił to poza murami klasztoru.

Pozostali dwaj nowicjusze zginęli podczas prób stworzenia własnych wynalazków. Po krótkim porozumieniu z radą informują, że w tym roku dołączą dwaj nowi magowie. 

- Czarny, to może być okazja.

- Zapewne, można wykorzystać jego moc. Później ujawnię mu prawdę o tym świecie i uczynię go drugim Apocalypsusem. Sam pomysł w sumie nie jest zły. Idee, które głosi trafiają do młodych.

W rok po przyjęciu Soplicusa w szeregi magów dochodzi do małego problemu. Umiera czołowy przywoływacz. Wielka Rada Magów ma problem, gdyż nie może go nikim zastąpić. Rangos zgłasza się na zastępcę. Idzie do podziemnych komnat na lekcję. Zauważa już siedzących przy stole nowicjuszy.

- Dzień dobry. Zapewne jesteście tu nowi, zatem wyjaśnię. W ostatnich dniach zmarł czołowy przywoływacz. Mam go zastępować. Jestem mistrz Rangos.

Spogląda na książki, które leżą obok nowicjuszy i lekko się dziwi

- O żesz cholera jasna. Po waszych stosach książek widzę, że macie dziś jeszcze dużo zajęć

- Em, właściwie to wszystkie są do twoich zajęć mistrzu...

Soplicus wyraźnie się złości

- To żałosne... Możecie je sobie zachować. Ale nie będziemy ich używać na tych zajęciach. Nie będę was uczył jakichś dziwacznie opisanych bzdur. Programy nauczania są ograniczające. Nawet byłbym skory przekazać wam coś więcej. Pokażę wam jak zrobić... na przykład to...

Instynktownie przyzywa ognistego golema, który w pełni jest posłuszny swemu panu.

- Nauczę was przyzywać takie istoty. Będziecie niepokonani. Tak, jak powiedziałem, nie nauczycie się tego z tych książeczek. Dojdziecie do tego poprzez współpracę ze mną...

W tym momencie nowicjusze wychodzą z pomieszczenia, dyskutując o propozycji ich mistrza. Xenon z niepokojem przygląda się obecnej sytuacji.

- Co on zamierza zrobić z tymi uczniami?


VI


Trzy tygodnie później, nowicjusze Rangosa nauczyli się podstaw przywoływania. Na czas prezentacji umiejętności Soplicus zaprosił mistrza Garwika. Zajęcia odbyły się w sali przywołań. Nie różniła się ona zbytnio od zwykłych sal, lecz na środku ustawiono krąg przywołań. Soplicus po wcześniejszym przygotowaniu czeka na wszystkich. Po kilku minutach zjawiają się nowicjusze i Garwik. Wszystko zaczyna się spokojnie.

- Witam was, uczniowie. Na dzisiejsze zajęcia zaprosiłem jednego z mistrzów Rady, mistrza Garwika.

- Ależ to wspaniałe dla mnie, że mogę obserwować młode, chłonne wiedzy umysły. Możemy zacząć

- Nie śmiałbym odmówić waszej ekscelencji. Nie chciałbym zostać zwolnionym. Cóż, na początek przyzwiemy kilka istot władających bliskim nam żywiołem.

W kręgu pojawia się ognisty golem.

- Mistrzu Garwiku, jestem ciekawy, czy często miałeś okazję spotkać golemy?

- (Ciekawy, w co on gra?) Cóż, szczerze mówiąc to niezbyt często.

- Szkoda. Golemy są ciekawymi magicznymi istotami. Chciałem to zaprezentować na początku. Zobaczmy, jak pójdzie nowicjuszom...

Golem znika i przed krąg wstępuje jeden z uczniów. Po chwili przywołuje istotę zwaną goblinem.

- Ognisty goblin, ciekawe...

Jednakże słaby umysł nowicjusza nie utrzymuje w ryzach potwora, który rusza na nich. 

- Nie uciekajcie...

Przy próbie wyjścia z okręgu goblin ginie rażony piorunem.

- ... nie przekroczą okręgu.

- Ładnie, jak na początek, ładnie. Poproszę kolejnego.

Następny nowicjusz podchodzi i przywołuje istotę przypominającą kurczaka – zwanego ścierwojadem.

- Ha, ścierwojad, żywy smażony kurczak. Zastanawia mnie, czy rzeczywiście byłby efektowny w walce...

W jednej chwili dzieje się coś dziwnego – zwierzę zaczyna mówić.

- Zabij mnie...

- Co?!

- Jak to możliwe?

- Zabij mnie... ja... nie wytrzymam tego...

Soplicus, chcąc wypełnić „wolę” zwierzęcia uśmierca go.

- Koniec zajęć na dziś, uciekajcie na następne lekcje

- Rangosie, jutro o tym porozmawiamy.

Mówiąc to Garwik teleportuje się na wyższy poziom budynku. Mija dzień i Soplicus zgodnie z nakazem Garwika idzie na spotkanie z nim do pokoju magów.

- Już jestem, mistrzu. Przepraszam za tak późną porę, ale musiałem dokończyć kilka notatek.

- Wejdź Soplikusie.

Zgodny wydanemu poleceniu Soplicus wkracza do pokoju.

- Chcesz może jabłko? 

Rangos wyraźnie zaintrygowany nie wie, co odpowiedzieć

- No dalej. Widzę, że masz ochotę.

- Dziękuję. 

- Muszę szczerze powiedzieć, że jeden z twoich uczniów dysponuje całkiem ciekawym darem. Przyzwać potwora z umiejętnością mówienia, interesujące.

- W zupełności się z tobą zgadzam. Najgorsze jest jednak to, że nie mogę znaleźć na to logicznego wytłumaczenia.

- Cóż, ja też nie mogę na to nic pomóc. Mogę Ci jedynie doradzić wzmożoną kontrolę nad twoimi uczniami. Pewnie to brak doświadczenia spowodował skutek uboczny. Soplicusie, staraj się do nich podejść bardziej spokojnie.

Soplicus wyraźnie oburza się ostatnimi słowami.

- Mistrzu, ja, zawsze podchodzę do wszystkich spokojnie. Emocję rujnują dostrzeganie głębi. Zresztą zgadzam się z tobą. W pewnym sensie, nie potrzebujemy nowicjuszy przywołujących rozgadanych demonów. Wprowadzę kilka poprawek. 

- Właśnie to miałem zaproponować.

- Dziękuję za doradę. Do widzenia, mistrzu.


VII


- Xenon, on jest lepszy, niż myśleliśmy. Mam wrażenie, że to on odpowiada za stan agonalny tamtego stworzenia. Jest to ciekawa kwestia.

- Tak, ale interesuje mnie jeszcze jedno...

- Masz na myśli tą ścianę, w której wyczułem duże pokłady many?

- Naturalnie, chodzi mi o te półki z książkami.

- Musiał dotrzeć do ksiąg dostępnych jedynie radzie. Przeciętny mag nie powinien być świadomy istnienia tego pomieszczenia. Coraz więcej wątpliwości. Xenon, za dwa dni tam zejdę. Chwilowo muszę jeszcze przemyśleć pewną sprawę.

Mijają dwa dni. Garwik schodzi do pustej dziś sali przywołań i za pomocą magii otwiera tajemne pomieszczenie – katakumby klasztoru. W zakurzonych pomieszczeniach panuje niemal absolutna ciemność. Nadzorca zauważa jednak zawieszone na ścianie wygasłe pochodnie. Zapala je, dzięki czemu wie, którędy iść. Gdy dochodzi do zamkniętych drzwi, w oddali słyszy głos

- Mistrzu...

W ciemnym korytarzu pojawia się nieznana postać. Jedyną oznaką jej pobytu były chwilowo jarzące się na czerwono oczy. Po chwili z korytarza wychodzi Soplicus.

- Mistrzu...

- Soplicus, zatem to ty rozgościłeś się w podziemiach klasztoru.

- Zastanawiam się, khm, w zasadzie to dobrze, że ktoś o nie dba, korzysta z nich.

- Co nie zmienia faktu, że powinieneś nas zapytać o zgodę. No i w końcu skąd o tym miejscu wiesz, skąd miałeś książkę?

- Zgodę? Nie, wolałem zachować w tajemnicy moje drugie laboratorium. Skąd, z książki? Absurd.

Głos Rangosa nieoczekiwanie się zmienia, rozdwaja się.

- Jeden z moich przyjaciół wiedział co nieco. 

- Co masz na myśli?

- Cóż, właściwie to nie mam żadnego powodu, aby się z tobą tą wiedzą podzielić. Właściwie to pięknie wszedłeś w moją pułapkę.

Soplicus atakuje ognistą burzą, lecz każdy z tych ataków jest odbity przez Garwika.

- Zanim przybyłeś na moją lekcję, naładowałem ścianę mocą, aby Cię zainteresować.

Kolejne ataki nie przynoszą efektu.

- Ażeby móc się o czymś przekonać.

Garwik kontratakuje gromem, walczący zostają odrzuceni, lecz zaraz powracają do bojowych pozycji. Nie widząc możliwości pokonania go za pomocą magii, Iluzjonista wyciąga magiczny kij.

- Możesz mi tak właściwie powiedzieć, o co Ci dokładnie chodzi?

- Cóż, jak to się mówi... stałeś się niewygodny.

Tak szybko, jak to wypowiedział, wypuścił czar lodowej bryły, którym powoduje ciężkie rany u Garwika. Kopia Czarnego Nadzorcy ledwo uwalnia się z ciała iluzjonisty.

- Jasna... w ostatnim momencie.

Kopia upada na ziemię. Soplicus wyraźnie jest zadowolony. Porozumiewa się z ukrywającą się postacią.

- Rozumiem, zatem teraz wystarczy go zabić.

- Tak, możesz to sobie potem zabrać.

- Mroczne przywołanie!

Przy Rangosie pojawia się jeden z nowicjuszy.

- Jak dotąd dobrze się spisałeś, mój uczniu. A teraz go zabij.

Nie zastanawiając się ani chwili nowicjusz chwyta sztylet i dobija Garwika.

- Doskonale, zostaniesz nagrodzony przez boga nowego świata...

Uczeń nieoczekiwanie ginie.

- Albo nie. Cóż, spodziewałem się, że walka będzie bardziej emocjonująca. Zatem mamy do zabrania całkiem ciekawe łupy

Tajemnicza istota informuje Soplicusa o następnych krokach

- Posprzątaj odpady.

- Chciałeś zabrać jakąś broń z tego, co pamiętam.

Soplicus zabiera miecz i teleportuje się do laboratorium.

- Dupa, dupa, dupa. Popsuł nam cały plan. Muszę wysłać obraz oryginałowi.

Przebywający w pomieszczeniu nowicjusze giną pod naporem mocy istoty ukrywającej się w Soplicusie.

- To by było na tyle. Trzeba to jeszcze odpowiednio spreparować. Potem chyba zamknę to miejsce. Nikt niepowołany nie powinien się tutaj dostać.

Zapada noc. Wyjątkowa mroczna noc. Xenon obserwuje ze wzgórza całą sytuację.

- Gdyby to trwało dłużej, tylko bym się tam dusił. Mam już to, czego potrzebowałem.


Smoki Maeterii 2008-2012 All Rights Reserved
Design by WasinArt.pl