Apocalypsus cz II

I

\"To quantum. Miecz wykonany ze srebra i przepełniony moją wolą. Dlatego przybrał czerwoną barwę. Traktuje go jako jedno z moich Insygniów, ale dam Ci go. Obyś pokazał temu światu gniew, jaki nas wypełnia.

-Ten miecz może powoływać do życia, prawda?\"

W tym momencie Apocalypsus wiedział, że jego plan okaże się doskonały. Plan całkowitego wyzwolenia się spod władzy innych. Osiedlił się na Agmos. Zabrał ze sobą skamieniałą formę Azdarna, którą umieścił w Wieży Technologicznej Apocalypsusa. Trochę zapuszczone mury tego miejsca potrzebowały odnowy. Wszędzie wciąż pozostawały smugi krwi z ostatniego ataku. Znajdując czas jednym czarem przywrócił twierdzy dawną świetność. Zaczął przeglądać starożytne chramy i księgi. Pozwoliło mu to ujrzeć realność jego celu.

-Rozumiem, zatem potrzebuje sprzętu. To nie problem. Zawsze mogę wykorzystać zasoby imperium krasnoludzkiego. Jednakże zastanawia mnie co innego. Czy połączenie mocy insygni Azdarna i kości imperialistów wystarczą do powołania nowego bytu. Wolę założyć najgorszą ewentualność. Być może będę musiał skorzystać z pradawnych żywiołów natury. Przygotuje się...

Kolejne lata zeszły Apocalypsusowi na poszukiwanie odpowiedzi, jak powołać byt do życia. Zamienił ciężką zbroję na wygodne szaty. W tym czasie organizacja Strażników Portalu wiele razy najeżdżała na jego siedzibę. Ten, lekko zdenerwowany tymi ciągłymi atakami, postanowił zablokować wszystkie portale prowadzące do jego wyspy. Wojownicy, widząc jego działania, postanowili działać intensywniej, jednakże moc podtrzymująca portal była od nich o wiele większa, a Apocalypsus do woli nią kontrolował. Na wszelki wypadek mistyczny zawalił też wejście do wewnętrznej części Agmos. Mijały w ten sposób następne miesiące. W końcu po przeanalizowaniu niemal wszystkich ksiąg na ten temat, doszedł do wniosku, że jeśli chce stworzyć nowy byt, musi usunąć wszelkie ślady poprzedniego. Zauważył, że jedynym sposobem na całkowite zniszczenie duszy jest jej odesłanie do Bekariotu, wymiaru piekielnego. Apocalypsus przywrócił do użytku najmroczniejsze zaklęcia. Udało mu się stworzyć pierwsze oznaki bytu, lecz jego pierwszemu tworowi brakowało wiele do doskonałości. Postawił sobie stworzenie wielu doskonałych istot za cel. Zaczął stosować metody, które nigdy nie zostałyby uznane przez człowieka ze szczątkową moralnością. Zauważył, że rozwój tych istot do formy człowieka potrwa kilkanaście lat. Apocalypsus umieścił je w probówkach i czekał... mierząc się w tym czasie z rzeszami rębajłów i czarowników, chcących go pokonać i okryć się wieczną chwałą. Jednakże nawet żaden z nich nie był w stanie do niego podejść, a co dopiero zranić. W końcu po minionych latach maszyny z imperium, które kontrolowały probówki zaczęły wybuchać pod naporem mocy użytej przez Apocalypsusa. Przy dźwięku pękających szyb narodzili się oni... Przedwieczni... Ukształtowani na podobieństwo człowieka... tak, jak Apocalypsus. Potężne byty będące efektem poświęcenia. Podchodzi do swoich dzieł...

-Nakładam na was trójramienną pieczęć pustki. To do niej załaduję wasz unikalny dar.(spogląda na pierwszego)Jako dziedzictwo tej mocy, będziesz pierwszy. Twoim atutem będzie potężna dłoń, dzięki której będziesz mógł rozstrzaskiwać broń naszym wrogom oraz kuć świętą broń do walki z nimi. Ragnar będzie twoim imieniem.(spogląda na drugiego)Twoim darem zaś będą potężne oczy, symbolizujące cykl odradzania, oczy feniksa. Będziesz znany jako Ezekiel.(spogląda na trzeciego) Trzeci, uczynię Cię najlepszym we władaniu jakimkolwiek orężem. Tatuaże na twojej twarzy pomogą Ci skumulować energię do wszystkowidzącego oka. To twój początek, Orionie.(spogląda na czwartego) I ty, będziesz ostatnim, ale pierwszy, którego stworzyłem. Jesteś dla mnie symbolem powodzenia, zmian, dlatego moc, którą ode mnie otrzymasz będzie najbardziej wyjątkową, której się nauczyłem. Otrzymasz ode mnie moc absorpcji...

Spogląda na jego oczy

-Dla innych ta moc będzie obca, dla innych niezrozumiała. Ażeby to dobitnie podkreślić, nadaję Ci odpowiednie imię... Xenon.

Wreszcie, po stu latach od porażki Azdarna, udało mu się osiągnąć cel. Stworzyć drużynę bezgranicznie oddanych mu istot...

II

Po dokładnych oględzinach swoich dzieł Apocalypsus stwierdził, że kolejne sto lat zajmie przebudzenie się Przedwiecznych. W tym czasie wysłał ich do kilku jaskiń w odosobnienie. W końcu nadszedł upragniony czas, gdy nastąpiło przebudzenie świadomości tych istot, stwórca przeteleportował ich do Agmos. Tam już zaczął przygotowania do uczty z tej okazji, gdzie miał przekazać im niezbędne informacje. Przywołał wszystko, co niezbędne. Między innymi magicznie przyzwał stół, fotele oraz jadło i trunki. Zaczęto ucztę...

-Muszę szczerze powiedzieć, że nie spodziewałem się tak dobrych rezultatów. Byłem przekonany, że nie uda mi się wam wpoić wiedzy poprzez komory. To tym lepiej. Troszeczkę już wiecie. Powiedziałem wam, że Ragnar będzie kuł dla nas broń. I taka jest prawda, jednak wasi główni towarzysze na ścieżce walki zostali już przygotowani...(patrzy na Xenona) Czarny Nadzorca...(patrzy na Ezekiela) Kościołomotacz...(patrzy na Oriona) Krzyżowiec...

(patrzy na Ragnara) Mjollnir.... Jeżeli wszystkie moje założenia są prawidłowe, a to bardzo prawdopodobne, to wasze moce wzajemnie się uzupełniają. Być może będziecie w stanie we dwóch wyzwolicie potężną moc. To dawałoby nowe możliwości. Możliwości uzyskania absolutnej potęgi. Otworzenia bram Okariotu, domu bogów. Tak, na zgliszczach wszystkich światów zbudujemy swój raj. Jeden mistyczny rzekł niegdyś: \"stanę się tym światem\". W mojej wersji, to wy staniecie się filarami tego świata, ja zaś stanę na najwyższym stopniu schodów do nieba. Będę bogiem...

Nagle milczenie Przedwiecznych przerywa Xenon...

-A co, jeśli zawiedziemy twoje oczekiwania? Mam wrażenie, że w ogóle tego nie zakładasz...

Wszyscy obecni w sali wpadają w zaintrygowanie wypowiedzią Xenona, Apocalypsus najszybciej wychodzi z opresji.

-Właśnie dlatego wiem, że wybrany, dzięki tak inteligentnym istotom, wielu władców odnosiło niesamowite sukcesy. A jak wiadomo, historia kołem się toczy. Pamiętaj, ażeby następnym razem zwracać się do mnie z nieco większym szacunkiem.

Kończy się uczta. Stwórca nakazuje Przedwiecznym odpocząć i później wrócić do treningów. Sale do ćwiczeń zostały umieszczone w zewnętrznej części Agmos. Treningi były dość nietypowe w stosunku do najsilniejszych magów i rębajłów. Niszczenie całych legionów olbrzymich szkieletów, które służyły za obiekty treningowe. Moc Przedwiecznych była przerażająca. Trzeba było nimi odpowiednio kierować. I na to Apocalypsus znalazł sposób...

III

Po treningu wszyscy odchodzą do wyznaczonych komnat na spoczynek. Nie były zbytnio komfortowe, toteż musieli użyć swej mocy do upiększenia ich. Każdy z Przedwiecznych wciąż ma rozterki wobec wypowiedzi Xenona. On sam natomiast udał się do pokoju Ezekiela. Czuł, że coś go drapie. W czasie treningu nie był w stanie wykorzystać

całej swojej siły.

-Ezekiel, jeśli dobrze pamiętam twoje imię, przybyłem sprawdzić twoje przygotowania do misji. Wydaje mi się, że coś Cię martwi.

-Szczerze powiedziawszy, to sam nie wiem. Męczą mnie jakieś obrazy w mojej głowie. Być może ma to coś wspólnego z tym, co powiedział ojciec. Wiesz, ten Demoniczny Książę, może ta moc wpływa na mnie...

W tym momencie obydwaj przypominają sobie inną rozmowę przy uczcie, w czasie której Apocalypsus powiedział im o nim.

-Oprócz waszej czwórki i pewnego, nieudanego projektu, udało mi się powołać do życia jeszcze jeden żywy byt. Będę was wspierał w walce z jego pomocą.

Mgła rozmowy z czasu uczty opada, Ezekiel wznawia obecną konwersację.

-Szczerze mówiąc, to gdy już usłyszałem o tym przerośniętym ambicją planie, wcale bym się nie zdziwił.

-To możliwe. Sądzę, że powinieneś porozmawiać o tym z ojcem. Raczej nie jestem w stanie Ci z tym pomóc.

Mówiąc to Xenon odchodzi do swojej komnaty na spoczynek. Następnego ranka zaczynają ćwiczenia do misji, mającej się odbyć za dwa dni. Dziwi go, że Ezekiela nie ma z nimi na treningu. Mija dzień po dniu. Przedwieczni otrzymują wezwanie do wieży technologicznej Apocalypsusa.

-Zatem udajemy się tylko we trzech? Dlaczego tak to ułożyłeś mistrzu?

-Heh, może to zabrzmi niewiarygodnie, ale muszę udoskonalić waszego brata. Cóż,technologia, którą użyłem do stworzenia was była raczej dokładna. Niestety mogą się wkraść jakieś błędy. No, ale was to raczej nie dotyczy. Dostaliście informacje o waszym celu, a teraz won sprzed moich oczu.

Zgodnie z poleceniem mistrza Przedwieczni wyruszyli na krucjatę światów. Odwieczny cel, dla którego Apocalypsus został zesłany. Tym razem jednak to jego sługi wykonują za niego ten cel. Istota, która miała niszczyć, tworzyła. Tworzyła kolejne podrzędna narzędzia mordu. 

IV

Rozpoczęła się eksterminacja innych światów. Przedwieczni niszczyli kolejne życia. Nikt nie miał dość siły, by móc zniszczyć prawdopodobnie najsilniejszą drużynę wszechświata. Strażnicy Portalu próbowali działać, lecz nie przyniosło to zbyt wielu skutków, brakowało im mocy. Tymczasem podczas czwartego z kolei ataku dołączył do nich Ezekiel. Xenon był zmartwiony jego osobowością, gdy przybył. Nie wyczuwał od niego niczego poza mocą. Kolejny świat - Akriland, ziemie błękitnych smoków wiecznie białe od śniegu zostały przemienione w marne pustkowie. Zamarło tam wszelkie życie. Mistyczni szykowali się do kolejnego ataku. Celem była dobrze ukryta w sercu Dragonslandu siedziba władcy drakonidów, Czarnego króla-smoka Iktona. Z pełnym impetem wkroczyli do niej, gdyż wiedzieli, że nikt nie był w stanie ich zatrzymać. Po wymordowaniu wszelkiego życia i zniszczeniu tego, co było niewarte ich uwagi, Przedwieczni stanęli przy komnacie tronowej, a raczej leżu smoka. Zauważyli kolejne żywota do skasowania. Zaczęła się walka z dwoma strażnikami: Zygfrydem i Servantesem. O dziwo, wytrzymują ich natarcie. Zazwyczaj nie rozmawiający podczas walk Przedwieczni zaczęli mówić. Zaczął Xenon.

-Wy dwaj okazaliście się całkiem wytrwali. Ragnar, musimy zapisać to sobie jako rekord.

Patrzy na Zygfryda

-A propos człowieczku, dzierżysz całkiem ładny mieczyk.

-Servantes, jesteś ranny. Oddal się i ukryj, ja się nimi zajmę.

-Mistrzu Zygfrydzie, nie zostawię Cię...

Xenon wyprowadza atak, który Servantes blokuje

-Wolę zginąć. Wolę zginąć, aniżeli przepuścić takie bydlę, jak ty do imperatora!

Ezekiel próbuje opętać Zygfryda, jednak ten radzi sobie z jego urokiem.Wykorzystując nagłą wizję w głowie Xenona, przeszywa mieczem jego zbroję. W tej samej chwili z kłopotów ratuje go Ezekiel, blokuje miecz Zygfryda.

-Brawo, szybka reakcja, ale dlaczego twój kolega przez chwilę przestał na nas patrzeć?

-Cicho siedź!

Chwila oddechu, Servantes nie ma pojęcia, jak pomóc, jest zszokowany.

-Co to za ludzie, całkowicie zmiażdżyli naszą obronę...

Skradający się Orion cięciem Krzyżowca przecina jego ciało na pół.

-Nie twój interes.

Widząc atak wykonany na Servantesa, Zygfryd chce od razu mu pomóc...

-Servan...

W tym momencie Ezekiel wyprowadza atak na Zygfryda, skuteczny.

-Hmm, zatem Kościołomotacz odpowiednio potraktował twój szkielet, nie wstaniesz.

Strażnik tylko patrzy bezradnie na tych, którzy wrzucają go pod spalony dom stojący obok. Przedwieczni podchodzą do rannego Xenona i oceniają jego stan. Pierwszy na ten temat wypowiada się Ragnar.

-Wygląda na to, że nic poważnego mu się nie stało. Orion, może spojrzyj na to swoim okiem.

-Dobra...

Chwila spojrzenia.

-Jego pieczęć została naruszona, raczej nie jest to poważne. Będzie musiał odpocząć. Mimo to ta sytuacja i tak jest zaskakująca.

W tym momencie Ragnar i Ezekiel idą dokończyć sprawę z królem-smokiem. Xenon zauważa w oddali Demonicznego Księcia, który patrzy na niego z załamaniem. Istota ta miała moc podobną do mocy Przedwiecznych, oczy iskrzyły się piekielnym płomieniem, zaś zbroja sprawiała wrażenie ciągle się topiącej pod wpływem jego wysokiej temperatury. Z każdym krokiem zostawiał za sobą płonące ślady. Podchodzi do Oriona i każe oznajmić innym, żeby wracali do Agmos na spoczynek. 

V

W drodze powrotnej towarzyszył im Demoniczny Książę. Nie mieli nawet zamiaru rozmawiać przy nim o czymkolwiek, także droga została przebyta dość szybko. Wszyscy zamknęli się w swoich komnatach na spoczynek. W ten sposób minął tydzień od

momentu zawieszenia misji. W ostatni dzień tygodnia Xenon został wezwany do Wieży Technologii Apocalypsusa.

-Znowu wspinaczka na tę wieżę. Cóż poradzić. Chce się ze mną spotkać...

Wchodzi po kolejnych stopniach do środka.

-W końcu, nadchodzi miernota. Najwyższy czas.

Xenon wchodzi do pomieszczenia, w którym znajdował się Apocalypsus i od razu widzi załamaną twarz swojego ojca.

-Jestem zażenowany. Tak żałośnie dałeś się podejść...

-Wiesz, to zrobiło się cholernie powtarzalne, aż tak, że czasami popada się w rutynę. W sumie to nie masz powodów do narzekania. I tak odwalamy za Ciebie brudną robotę. Heh.

-Właśnie ujawniłeś swoją głupotę. Jak bardzo nieświadomy jesteś, ile czynię. A może tobą też powinienem się zająć? Wyuczyć tak, jak Ezekiela. Pragniesz tego?

-Ty gnoju, wiedziałem, że coś mu zrobiłeś! Czułem to!

Rozsierdzony Apocalypsus zaczyna inkantować swoje najsilniejsze zaklęcie.

-Co to za wskazywanie palcem... Co to za nazywanie mnie gnojem...

Xenon nagle upada na ziemię. Destrukcyjne zaklęcie zadaje Xenonowi niewyobrażalny ból. 

-Moje ciało, czy właśnie trawi mnie ogień!?

Spogląda na wijącego się z bólu Xenona i odnajduje w nim błąd.

-Rozumiem, więc to w tym tkwi problem.

Xenon zostaje przeteleportowany do swej komnaty. Odpoczywając od skutków czaru Apocalypsusa, myśli o swoim nowym celu - ucieczce. Od tego czasu jest nękany przez ciągłe wizje. Niektóre są bardziej bolesne, niż inne. Wystawia to jego psychikę na ciężką próbę. Nie może jednak nic zrobić, gdyż jest pod ciągłą obserwacją Księcia. Czuł jednak, że kiedyś dostanie swoją szansę.

-Muszę znaleźć sposób na ucieczkę, nie mogę tutaj zostać. Wpierw jednak porozmawiam o tym z Ezekielem.

W końcu nadarzył się moment...

VI

W chwili nieuwagi Księcia Xenon zakradł się do Ezekiela...

-Ezekiel. Co on Ci wtedy zrobił?

-Xenon nie będę o tym z tobą gadał. Nie mam zamiaru. Pytasz pewnie dlatego, że pojawił się u Ciebie ten sam problem, co u mnie...

-Wizje...

Xenon omawia mu swoje problemy i przedstawia plan ucieczki.

-Zatem zamierzasz się stąd ulotnić. Chłopaki pewnie by Cię wyśmiali. Ale ja jestem po twojej stronie. Nie życzę nikomu bycia naprostowanym przez tatuśka.

Zaczyna się ucieczka Xenona. Ezekiel postanawia mu pomóc. Przebijają się przez całe legiony nieumarłych. Ezekiel stosuje taktykę burzy i dostaje się do przełącznika od mostu, z którego niegdyś został zrzucony Apocalypsus przez swego dawnego mistrza. Uruchamia mechanizm i most zostaje opuszczony, co pozwala Xenonowi iść dalej.

-Dziękuje Ezekiel. Wątpię, ażeby to tak po prostu umknęło uwadze Apocalypsusa. Pewnie będziesz miał kłopoty. Dlaczego mi pomogłeś?

-Xenon, to ty jesteś tym, który pierwszy zainteresował się moimi problemami. Jesteś tym, który wybrał drogę wolności. Mam nadzieję, że naprawdę staniesz się symbolem szansy i zmian, dla istot zniewolonych takich jak my. Mam nadzieję, że uda Ci się i nie będziesz musiał więcej kroczyć ścieżką krwi. Nawet jeśli zginę, wiem że wstąpiłem na tę samą drogę. Widocznie te wizje, które przyniosły tyle cierpienia, nie były przypadkiem.

Chwila milczenia i Ezekiel przedstawia swój plan ucieczki dla Xenona

-Ja będę grał na zwłokę. Będziesz musiał przebyć morze, aby dostać się do portalu. Weź łódkę patrolu nieumarłych. Wierzę, że dasz sobie radę, liderze.

Xenon pożegnał się i rozpoczął dalszą część ucieczki. O dziwo, szkielet kierujący łódką bardzo łatwo poddaje się urokowi. Razem wypływają. W tym czasie Xenon zmienia swoje ubranie, aby ukryć swoją tożsamość w nowym świecie.

-Piękna pogoda. Oby jak najdłużej się utrzymała. Kto by pomyślał, że ten szkielet nie będzie stawiał oporu urokom.

W tej chwili także ma pewne rozterki

-Być może z nim także mi pomógł Ezekiel i jego oczy feniksa. Kto wie. Ale na pewno gdyby nie on, nie udałoby mi się przejść przez most.

Xenon pomału docierał do portalu. Chaotyczna natura tego miejsca była nie do określenia. Pogoda się destabilizowała.

-Musimy jeszcze troszkę wytrzymać. Nie mamy innego wyjścia. Reszta przejść jest pod ścisłą kontrolą tego potwora. Muszę się dostać do Speysaut...

Chwilę przed wejściem Xenon używa zaklęcia wygnania na szkielecie i wpływa do portalu. 

VII

-Udało mi się...

W tym momencie Xenon zostaje ogłuszony przez wir w portalu. Bezwładne ciało Xenona zostaje wyrzucone z wiru na pograniczu bagien i pobliskiej dróżki. Leżąc, Xenon dostaje małego przebłysku świadomości, słyszy, jak ktoś zauważa jego ciało.

-Tato, tutaj leży człowiek.

-Dobra, załadujmy go do wozu.

Później na chwilę budzi się, słysząc dzwony, lecz zaraz po tym znowu traci przytomność. Ostatecznie ocknął się w rolniczej posiadłości niedaleko Mehas. Zauważa czuwającego przy nim młodzieńca, który natychmiast powiadamia swego ojca.

-Zobacz, on się obudził.

Do leżącego na łóżku Xenona podchodzi Janus, właściciel ziemski. Razem przez chwilę rozmawiają. Chcąc się wytłumaczyć, Xenon rozpoczął jako pierwszy.

-Bardzo dziękuje państwu za pomoc. Przybyłem z dalekich stron i chyba... zasłabłem.

-Cóż, miejsce z którego pochodzisz, to raczej niebezpieczne rejony, miałeś ze sobą całkiem ciekawe wyposażenie.

-(Zatem nie widzieli mojej pieczęci, co za szczęście.) Cóż, należę... Nie, należałem do klanu wojowników. To stąd moje wyposażenie. Nazywam się Zygfryd Linkszejn.

-Ja jestem Janus, to mój syn Criss.

-Miło mi.

Xenon odpoczywa po przejściu przez portal jeszcze kilka dni w wygodnym leżu, po czym idzie się spakować, uprzedza go Janus.

-Dlaczego się pakujesz? Zostań, nie opuszczaj nas tak szybko.

-Jesteś tego absolutnie pewny? Nie będę sprawiał żadnego problemu?

-Oczywiście, że nie. Poza tym, jeśli nie masz żadnego zajęcia, to mam dla Ciebie pracę. Skupuje zboże od pobliskich farmerów i przydałby mi się dodatkowy człowiek do pomocy. Nie jest to jakieś wciągające zajęcie, ale może Ci się spodoba.

Chwilę po oddaleniu się Crissa od nich, Xenon próbuje w pewien sposób zniechęcić Janusa do siebie.

-Janus, jestem Ci wdzięczny za to, co dla mnie robisz. Lecz powinieneś się ode mnie odciąć. W przeszłości dopuściłem się wielu okropnych rzeczy. Okrutnych...

-Wziąłem pod uwagę taką ewentualność... Zygfryd, siedem lat temu mój brat podczas bójki w karczmie spowodowanych przez tutejszych ochlapusów przypadkiem zabił jednego z nich. Sędzia wziął pod uwagę wiele okoliczności łagodzących, otoczenie również było w stanie to zaakceptować. Jednak mój brat nie, popełnił samobójstwo. Ciężar okrutnych myśli doszczętnie go zniszczył...

Po chwili westchnięcia wznawia rozmowę.

-Myślę, że trzeba przebaczyć samemu sobie. Jak inaczej zacząć zmierzać do przodu.

Słysząc to Xenon przypomina sobie słowa Ezekiela.

-Mam nadzieję, że uda Ci się i nie będziesz musiał więcej kroczyć ścieżką krwi.

Z tymi myślami Xenon przez wiele następnych miesięcy wytężał swoje siły w pracach rolnych. Praca w przyjemnym towarzystwie była dla niego prawdziwą przyjemnością. Ci ludzie nie oczekiwali od niego niczego wielkiego. Po prostu razem spędzali ze sobą czas. Często wracał zmęczony z pola, jednak cieszył się, iż nie musiał nikogo zabijać w imię ideologii swego pana. Znalazł kilka swoich ulubionych miejsc na farmie. Nauczył się wykuwać własną broń. Pierwszy egzemplarz podarował swojemu najlepszemu przyjacielowi na farmie, Crissowi, z którym nawiązał szczególną więź. Uczył go posługiwać się bronią.Jeździł razem z Janusem oraz innymi chłopakami z farmy na rozmowy handlowe do miasta i na farmy. Raz nawet Janus wysłał go samego na rozmowy z rolnikami.

-Jak tam wam idą zbiory? Czy możemy już przyjechać z wozami?

Spełniło się po części marzenie Xenona, życie bez walki. Zakopał swoją broń w ziemi, myślał, że przez nią musiał odczuwać ten ból wizji, które z czasem pobytu w Speysaut nagle zanikły. Tymczasem Apocalypsus przygotowywał dla niego specjalne przywitanie...


Michał Rybka

Smoki Maeterii 2008-2012 All Rights Reserved
Design by WasinArt.pl