Smocze jajo

Była bezgwiezdna ciemna noc. Wartownicy zaszyci w wierzy leniwie grali w karty. Nagle z odrętwienia wyrwał ich dźwięk rogu. Wybiegli na blanki twierdzy. W oddali majaczył ciemny kształt. Szum skrzydeł i ryk bestii oświadczał, że z patrolu wraca zwiadowca. Jeździec wylądował na dziedzińcu. Kilku pachołków podbiegło zająć się ogromnym wierzchowcem. „Mam wieści” – zaczął na wstępie – „Zwołajcie radę klanową”. I skierował się do Sali Starszych, gdzie zazwyczaj odbywały się narady. Szedł długim korytarzem, jego kroki echem odbijały się od kamiennych ścian, które ozdabiały trofea z pokonanych monstrów. Kieł kikimory, skóra lewiatana, serce golema i wiele innych eksponatów świadczyły o sile klanu. Przy każdym trofeum na spiżowej tabliczce wygrawerowano imię śmiałka, który zdobył trofeum. Na samym końcu korytarza wisiały te najcenniejsze: kły smoka, smocze skóry, słoiczki ze śluzem syreny oraz skamieniałe jajo zielonego smoka. Wszedł do sali, nie był zdziwiony, że wszyscy jego kamraci siedzieli na swoich miejscach. Wiedział, że czekali na jego powrót z niecierpliwością i głos rogu dał im wystarczająco dużo czasu by zebrali się wszyscy w tej sali. „Witajcie bracia. Wracam ze wschodu. Czarny smok powrócił i sieje spustoszenie wśród okolicznych wiosek. Chłopi rozpaczają, że bestia niszczy ich domostwa i porywa zwierzęta. Zakradłem się do jej leża. Bestia jest większa niż jakakolwiek do tej pory. Nasze chowańce przy niej wyglądają jak jej dzieci. Ciężka czeka próba śmiałka, który będzie chciał zgładzić bestię. Rozpuśćmy wici, że bestię pokonać pragniemy i pomocy wszelakiej oczekujemy. Niech rzemieślnicy wszelkiego rodzaju ściągają do Pępka Świata i towary swoje wystawiają, moc barszczy, kartoflanek, kwasów chlebowych i innych mieszanek będzie nam potrzebna. Alchemicy niech mikstury swoje warzą, a kowale stal na naprawy topią. My natomiast z naszym zwyczajem losujmy śmiałka, który bestię pokonać będzie musiał. Chyba, że chętny na ochotnika się jakiś zgłasza?” „Ja pójdę. - rzekł Kwapi - Monstrodzieja czas skończyć, a jednym z warunków zabicie bestyji takowej jest.” „Niechaj i tak będzie bracie – niech Ci fortuna sprzyja.” „Wyruszam pojutrze, myślę, że starczy czasu na przygotowania.” „Pozwól, że towarzyszył Ci będę.” – powiedział Grundhor „Jasne Brachu” – odrzekł Kwapi. Kolejne dni minęły na przygotowaniach. W końcu nadszedł dzień wyprawy. O poranku na dziedzińcu zebrał się tłum gawiedzi by pożegnać dwóch dzielnych wojów. Dwa osiodłane czarne smoki stały już na dziedzińcu. Wojownicy wyszli w lśniących zbrojach. Na plecach dzierżyli wspaniałe topory wzmocnione krasnoludzką magią i mocą kamieni szlachetnych. Dosiedli wierzchowców, pozdrowili przybyłych i udali się na wschód do leża Czarnego Smoka. Gdy przybyli na miejsce słońce stało już w zenicie. Wylądowali u podnóża gór przy samym wejściu do smoczej groty. Dookoła panowała grobowa cisza. Śmierć wisiała w powietrzu. Wojownicy ostrożnie zrobili pierwszy krok….drugi i trzeci. Nic się nie stało. Ściskając w dłoniach topory weszli do groty. Na podłodze walały się kości pożartych zwierząt. W powietrzu unosił się zapach siarki i smoły. Smok leżał na środku groty. Z rozerwanego brzucha wylewały się wnętrzności. Strzępy skóry i przypalone mięso świadczyło o tym, że potężny wybuch rozerwał bestię od środka. „Czyżby nas ktoś ubiegł ?” – zapytał Kwapi. „Na to wygląda” – westchnął Grundhor – „Dziwne bo nie widzę żadnych śladów walki. Rozejrzyjmy się chwilę może na coś trafimy.” „Patrz coś znalazłem, tabliczka jakaś, coś jest na niej napisane – hmmm dziwne co to może znaczyć ? – Made by Szewczyk Dratewka” „Pojęcia nie mam zielonego brachu. Zobacz pod ogonem coś leży, czy to….niemożliwe, oczom nie wierzę toć to jajo. Musimy je czym prędzej przetransportować do twierdzy. Jeżeli będziemy mieli szczęście to doczekamy się małego czarnego smoka.” „Zatem nie traćmy czasu.” C.D.N.


Smoki Maeterii 2008-2012 All Rights Reserved
Design by WasinArt.pl