Nowy stary sojusz

Borgo Mundri jak co wieczór ucztował ze swymi pobratymcami. Krasnoludowie żartowali,śpiewali sprośne piosenki,popijając dużą ilością wina. Borgo myślami był nieobecny. Jego ojciec,Yarpen Mundri,wielki wojownik,przywódca głównego spośród krasnoludzkich klanów,zwycięzca bitwy pod Kahad-dur,gdzie rozgromione zostały przeważające siły Górskich trolli. Teraz leży w swojej komnacie bez jakichkolwiek oznak życia,umiera. Nie imała się go stal,drwił z ran odniesionych podczas wielu bitew,pokonała go choroba,atakując z zaskoczenia,z dnia na dzień. Borgo od dawna przejął przywództwo. Yarpen Mudrii służył mu jedynie dobrą radą w trudnych chwilach,chciał aby syn wyrósł na dobrego przywódce.
Z zadumy wyrwał go odgłos gwałtownie otwartych drzwi. Do komnaty wbiegł zdyszany krasnolud.
-Posłowie proszą audiencje!-rzekł donośnym głosem
-Ki diabeł?-Borgo Mundri wychylił puchar wina.
-Elfy,panie,-młody krasnolud zawahał się chwilę.-Sam król Aidan Turienn mglistej doliny,w towarzystwie dwóch innych elfów.
-A niech mnie -pomyślał Borgo.-Prosić,prosić- wskazał na drzwi.
Wysocy,odziani w przeznaczone do szybkich podróży,skórzane stroje,uzbrojeni jedynie w krótkie sztylety,posłowie wkroczyli do sali. Idący na czele był wyższy d pozostałych,i to on jako pierwszy przemówił: -Witaj Borgo,synu Yarpena Mudri
-Witaj,witaj,bez zbędnych ceregieli,dobrze wiesz jakie stosunki między nami panują- skrzywił się krasnolud.-Możecie dołączy do nas,akurat wieczerzamy- wskazał ręką wolne miejsca na ławie. Król Aidan i jego towarzysze grzecznie odmówili poczęstunku.
-Sprawa jest poważna- rzekł elf.
-właśnie,cóż takiego musiało się zdarzyć że zaszczyca nas odwiedzinami sam król- krasnolud wyszczerzył w uśmiechu żółte zęby.
-Domyślam się że wieści o tym iż górskie trolle zjednoczyły się i pod wodzą Torgawa Okrutnego opuściły swoje siedliska,dochodzą nawet do waszych ciemnych kuźni i warowni. -W rzeczy samej. Tyle tylko że już raz daliśmy im łupnia,będzie trzeba zrobimy to ponownie.
-Teraz jest inaczej. Król Edward Srogi wykorzystał nadarzającą się okazję,bratając się z trollami. Wysłał armię pod dowództwem Lorda Dezmonda z Kliss,która według naszych zwiadowców dołączyła do Górskich trolli przy Borsuczych wzgórzach. Król Edward jak wiadomo od dawna pragnie zagłady starszej rasy.
-Wydaje mnie się,elfie,-wtrącił Borgo -że wy jedynie o własny tyłek się martwicie. Tak się właśnie zastanawiam,kiedy armia północy was rozgromi,nam to nawet będzie na rękę -krasnolud nalał sobie wina.-Będziemy was,elfy, wreszcie mieli z głowy. A daje sobie dłoń odciąć że nie zaatakują naszych warowni.-Borgo uśmiechnął się z przekąsem.
-Nawet nie wiesz,jak bardzo się mylisz,krasnoludzie.-syknął elf.-A może wielcy wojowie krasnoludów to tylko legenda,zapomnieli już jak włada orężem skoro tylko chlać i chędożyć potrafią!
W komnacie nastąpiła nagła cisza. Borgo poczerwieniał ze złości,odparł gniewnie wstając z ławy:
-Jak śmiesz obrażać mnie i moich braci,siedząc z nami przy jednym stole. Jeżeli chcesz tak bardzo ujrzeć jak walczy krasnoludzki woj,to mogę zapomnieć że jesteś posłem i...-Borgo wbił topór w drewnianą ławę,aby podkreślić siłę swoich słów.
Elf błysnął gniewnie oczami.
-Dosyć!-Od strony drzwi dobiegł ich stanowczy głos. Stary krasnolud szedł powoli w ich stronę,jego długa,siwa broda sięgała prawie ziemi.
-Ojcze!-krzyknął Borgo.-Podbiegł szybko wspierając starego krasnoluda ramieniem.
Yarpen Mundri z pomocą syna usiadł ciężko na honorowym miejscu,które od wielu tygodni pozostawało puste,w nadziei że senior rodu jeszcze na nim zasiądzie.
-Ojcze,ale...jak...
-Spokojnie synu,spokojnie,nie to jest teraz najważniejsze -rzekł cicho stary krasnolud.-Ja umieram,to jest już przesądzone. Pozwól mi opuścić ten świat szczęśliwym -krasnolud zakasłał.-Przepowiednia,synu,pamiętasz?
-Tak ojcze,pamiętam,ale...
-Proszę,Borgo.-stary krasnolud mówił z trudem.-To może być ten czas. Smoki powrócą ,jeżeli starsze rasy znów będą żyły w pokoju. Staną w bitwie ramie w ramie,elf,krasnolud. Jesteś dobrym przywódcą,takiego ciebie wychowałem,i dumny jestem z tego,synu,obiecaj mi -krasnolud położył dłoń na ramieniu syna.-Borgo,chciałbym odejść szczęśliwy.
Nastąpiła długa cisza. Borgo położył dłoń na dłoni ojca.
-Obiecuję,Ojcze,nie zawiodę.
Stary krasnolud spojrzał na syna,uśmiechnął się. Powoli zamknął powieki.
Borgo Mundri ucałował dłoń ojca.-Niech Helios otworzy dla ciebie swoje kuźnie -szepnął.
-Więc niech tak będzie,elfie,krasnoludzkie klany i ich wojownicy,są z wami!
Elfy skłoniły się lekko z wyrazem szacunku.
-Poczynić przygotowania,rozesłać wiadomości do przywódców klanów!Bracia!Ruszamy na wojnę!-oznajmił Borgo donośnym głosem.
-To będzie łatwe zwycięstwo. Piękny koniec starszej rasy.-Lord Dezmond uśmiechnął się szyderczo do stojącego obok potężnego trolla.
-Dzisiaj będziemy świętować popijając krew naszych odwiecznych wrogów!-ryknął troll.-Ograk ork!-wzniósł wielki młot bojowy nad głowę.
Ruszył do przodu. Za nim zastępy trolli,rycerze,najemnicy. Potężne bębny wybijały złowrogi rytm,niosący się daleko o równinach i wzgórzach Mehas.
Promienie słońca tańczyły na złotych kirysach elfiej kawalerii,mieniąc się pięknym blaskiem. Białe płaszcze łopotały w rytm letniego wiatru. Aidan Turienn,przywódca elfów z mglistej doliny dał sygnał do natarcia.
W pewnej odległości za kawalerią elfów,pędziły wozy bojowe,i piechota krasnoludów. Osiem klanów stawiło się na wezwanie Borga Mundri,aby zatrzymać armię północy.
Borgo jako pierwszy dobiegł na pole trwającej już bitwy. Rozpędzony przeskoczył konającego wierzchowca, tnąc od góry roztrzaskał głowę nadbiegającego rycerza. W ostatniej chwili uchylił się od ciosu mieczem atakującego najemnika,uderzył toporem,trafiając w korpus powalając rycerza. Zbroja uchroniła człowieka ale tylko na chwile,kolejny cios przebił stal,miażdżąc klatkę piersiową. Krasnolud poczuł miłe uczucie,ogarniający go szał bojowy.
Bitwa rozgorzała na dobre. Elfy i krasnoludy dzielnie stawiali opór przeważającym siłom armii północy. Trup siał się gęsto,a w powietrzu unosił się zapach śmierci.
Aidan zmiótł szarżującego rycerza z siodła. Bił mieczem raz z lewej,raz z prawej strony,siejąc spustoszenie w szeregach wroga. W pewnej chwili wierzchowiec jego stanął dęba,wyrzucając jeźdźca z siodła. Koń padł na ziemie,a z jego boku wystawało drzewce włóczni.
Wielki,zielony troll rzucił się wznosząc młot,aby dobić swoją ofiarę. Aidan przeturlał się w bok,młot bestii zarył w ziemię. Wściekły troll zamierzył się do ponownego ciosu. Nagle jakaś siła odrzuciła trolla w tył,który charcząc padł na plecy,z jego piersi wystawał obustronny topór.
Borgo wyciągnął rękę do elfa,szczerząc w uśmiechu żółte zęby.
-Niezły rzut,-odwzajemnił uśmiech Aidan.
Biegła ku nim kolejna bestia tocząc pianę z ust. Aidan zwinnie wykonał piruet,i znalazłszy się za plecami trolla ciął od dołu. Bestia zawyła wypinając cielsko do tyłu,w tym samym momencie Borgo rozharatał mu brzuch. Troll padł na kolana,potem bezwładnie na ziemię.
-To zaszczyt walczyć u twego boku,krasnoludzie.-krzyknął Aidan.
-Dla mnie również...przyjacielu.-Borgo roztrzaskał głowę kolejnego rycerza.
Nagle przeraźliwy ryk przeszył powietrze,potem kolejny,i następny. Uczestnicy bitwy,jedni z trwogą,inni z niedowierzaniem spoglądali w niebo. Smoki. Cztery potężne bestie kołowały nad polem bitwy.
Smoki spadły na nich jak grom z jasnego nieba,paląc,rozrywając w szponach,uciekających w popłochu górskich trolli,najemników i rycerzy.
Tak zakończyła się daremna próba wybicia starszej rasy. Smoki powróciły na Mehas,broniąc jak kiedyś prastarych bogactw.
Król Edward Srogi zmarł krótko po tych wydarzeniach. Jego syn po kilkudziesięciu latach doprowadził do pokoju między starszą rasą a ludźmi.
Ocalałe z rzezi Górskie trolle wróciły do swych siedlisk,i na długi czas słuch o nich zaginął.


Grog
Smoki Maeterii 2008-2012 All Rights Reserved
Design by WasinArt.pl