Krwawa wendetta

- Wygnamy przybłędy z naszych ziem, ziem naszych przodków! Runiemy na nich całą naszą siłą, zarżniemy wszystkich, a ich krew spłynie z Gór w ciemne i ciche doliny. Pomścimy śmierć naszych braci Za każdego martwego trola zmasakrujemy dziesięciu naszych wrogów! - A ile to będzie dziesięciu? "

przemówienie Upisztima I, ostatniego wodza troli

" (...) Widziałem kiedyś owe trole. Prawdę mówiąc nie zrobiły na mnie wielkiego wrażenia. Zakute łby i góry mięsa. Co prawda ich siła fizyczna jest imponująca, aczkolwiek inteligencja tych stworzeń w rażący sposób każe mi wątpić czy te bestie są zdolne do zorganizowania się w jakiekolwiek struktury plemienne, czy tez mogą używać najprostszych narzędzi. Bardziej prawdopodobne wydaje mi się że żyją iście zwierzęcy życiem, w liczących kilkanaście osobników stadach. Niemniej jest niemal pewne że posługują się prymitywnym rodzajem mowy, rozbitym na wiele różnorakich dialektów. (...) Sedze jednak, że nie powinieneś się przejmować trolami. Nasi zwiadowcy donoszą że w Smoczych Górach już ich właściwie nie ma. Zauważ, że przepędziliśmy je w zaskakująco krótkim czasie. Także najlepiej nie zaprzątaj sobie głowy trolami i skup się na wyznaczonym zadaniu. Smok oczywiście nie podoła połączonym siłom elfich magików, Rębaczy i naszych najlepszych rycerzy. Kiedy bestia będzie już martwa napuścisz na siebie elfy i krasnoludy. Najlepiej jak obie strony zatłuką się na śmierć, możesz im w tym dopomóc - wina spadnie na obydwie strony, a my będziemy czyści. I co najważniejsze cały smoczy skarbiec będzie należał do nas."

prywatny list króla Edwarda Srogiego do Lorda Dezmonda z Kliss

- Tu rozbijemy obóz! - zakomenderował Folgard - Z życiem, albo kulasy wam z rzyci powyrywam! Ej, ty tam! Żwawo!
- Mości krasnoludzie - usłyszał za swoimi plecami Folgard - Czegoż to już się zatrzymujemy? Słońce wszak jeszcze wysoko na niebie, a każdy dzień zwłoki karawany to straty dla Gildi. Możemy wędrować jeszcze kilka godzin zanim się sciemni.Folgrad zmierzył rozmówcę wzrokiem. Drogie, kolorowe i obszerne szaty nie zdołały ukryć ościstości tego człowieka. Jak większość kupców z Gidii tak i Eryk von Buddern lubił sobie dogodzić. Jego aparycja doskonale pasowała do jego wyglądu - można było powiedzieć ze wszystko co trzeba wiedzieć o jego osobowości zostało wypisane na jego pucułowatej twarzy. Człowiek próżny, lubujący się w złotych ozdobach - w oczach krasnoludów, mistrzów w obróbce wszelkich metali i kamieni tacy ludzie wyglądali śmiesznie. Jak własne karykatury. Folgard wiedział jednak że Eryk jest w gildii tylko drobną płotką. Najbardziej wpływowi członkowie Gildii posiadali podobno przedmioty zachwycające misternym wykonaniem.
- Tu w wyższych partiach Gór, ściemni się naprawdę szybko - odparł krasnolud - Poza tym dalej szlak będzie trudniejszy i nie będzie odpowiedniego miejsca na postój przez kilka godzin.To miejsce nadaje się dobrze, niedaleko jest strumyk a nieco dalej zagajnik. Będzie czym ogniska rozpalić.
-Tak, tak - wymamrotał kupiec i oddalił się bez słowa. Folgard zajął się doglądaniem obozu. W końcu za to mu płacili jako dowódcy straży i przewodnikowi. Ludzie traktują tę część Smoczych Gór jako swoją, a nie potrafią się po niej poruszać bez wynajmowania krasnoludów jako przewodników.
-Bolfog! Kudir! Psia mać, w karty sobie gracie kiedy reszta pracuje? - Folgard wrzasnął na dwójkę krasnoludów które schowały się za jednym z wozów i zajeły się w najlepsze graniem w karty - Dostajecie pierwszą warte, ruchy błazny! Olfeg! Ty też!
-Ja?! Ale za co? - odburknął krasnolud po czym dorzucił jakieś słowo we własnym języku. Krasnoludy w towarzystwie ludzi zawsze używały ich języka. Gdy tylko rozmawiali miedzy sobą w swoim własnym ludzie robili się podejrzliwi.
-A kto wczoraj kaszę przypalił? Nie pyskuj bo zdzielę cię w mordę tak że się nogami nakryjesz! - odwarknął Folgard. Olfeg wymamrotał pod nosem dłuższą litanię, ale oddalił się posłusznie. Folgard splunął imponująco daleko.
-Mości krasnoludzie, czy możemy porozmawiać na osobności? - usłyszał za sobą. Krasnolud westchnął i zaklął w duchu. Powoli odwrócił się. Przed nim stał wysoki, szczupły typ. Przewyższał Folgarda co najmniej dwukrotnie. Długie siwe włosy miał związane w koński ogon. Jego twarz była pokryta wieloma zmarszczkami, miejscami przeciętymi starymi bliznami. Odziany był w ciemnoniebieską podróżną szatę, na którą zarzucił szary płaszcz. Folgard znał jego miano - Henryk de Geriz. ten człowiek był dla krasnoluda zagadką. Ludzie, łącznie z Erykiem von Buddern okazywali mu wiele szacunku. Wprawne oko od razu zauważało że u podstaw tego zachowania leży paniczny strach. Zachowywali się tak, jakby bali się sprowokować do ataku jadowitego weża. Folgard był pewien, ze Henryk to agent tajnych służb króla Edwarda Srogiego. Nieb było to dla nikogo specjalną tajemnicą. Jednak nikt nie wiedział właściwie dlaczego Henryk towarzyszy karawanie. Nurtowało to krasnoluda, wiedział on jednak że ostatnią osobą od której się czegoś dowie będzie Henryk de Geriz.
-Co to za miejsce? - spytał Henryk gdy tylko odeszli na kilka kroków od obozu. Folgard spojrzał mu prosto w oczy i szybko stwierdził że ten człowiek nie da się zbyć żadnym kłamstwem ani niedomówieniem.
-Był to kiedyś obóz połączonych sił ludzi i Klanów.- krasnolud niczym nie zdradził swojego zaskoczenia. Niewiele pozostało śladów świadczących o tym, ze w tym miejscu był obóz. Po chwili milczenia dodał - Jeszcze czasów wojen z trolami.
- Trole... - Henryk zniżył głos i rozejrzał się dyskretnie na boki - Powiedzcie mości krasnoludzie, co wam wiadomo o trolach?
- Nic konkretnego - odparł Folgard - Już wiele lat minęło odkąd nie zamieszkują Gór smoczych.
- Więc sądzicie, ze troli już nie ma w tych górach? Nie zdarzały się jakieś... incydenty?
- Być może krążą takie opowieści, ale ja nie dawałbym im wiary - odpowiedział Folgard. Ale następne pytanie wcale go nie zaskoczyło.
- Doprawdy? Mimo to chętnie bym posłuchał tych opowieści. Na przykład o masakrze Klanu Rębaczy, elfów z Mglistej Doliny i oddziału Lorda Dezmonda. I proszę mieć na uwadze ze każda informacja może być istotna dla naszego sojuszu. sojuszu ludzi i krasnoludów przeciwko trolom - Henryk dokonczył z naciskiem.

"Zaraza by pokarała takich sojuszników - pomyślał Folgard. Strzępek listu znaleziony przy Lordzie dezmondzie nie pozostawiał wątpliwości co do tego że dla ludzi Klany nie są pełnoprawnym partnerem, a jedynie narzędziem do wykorzystania. Mimo to Folgard postanowił ze póki co lepiej powiedzieć jak najwięcej prawdy.
- Nasi zwiadowcy odnaleźli wszystkich martwych. Również smoka. Polegli albo od obrażeń spowodowanych przez smoka, albo od lawiny głazów która spadła na pole walki. Jednak trzy rzeczy rozbudziły wśród nas pewne wątpliwości. Po pierwsze - żadna lawina nie miała prawa tam spaść. przynajmniej sama z siebie. Po drugie - gada nie ubiła lawina. Powalił go oręż. Najprawdopodobniej bestię ukatrupił Borgo Mundri, przywódca Rębaczy. I tu pojawia się trzeci problem. Nie wiadomo do końca jak wyzioną ducha Mundri.

- Chcecie mi przez to powiedzieć że...- przerwał mu Henryk de Geriz.- Pozwólcie że przedstawię mam tylko fakty. Przede wszystkim na polu bitwy brakuje kilku ciał. oczywiście elfów, które tchórzliwe teleportowały się gdy tylko zrobiło się gorąco. Ale nie tylko. na głazach znaleźliśmy plamy ciemnej posoki. Z pewnością nie jest to krew smoka, z pewnością tez człowieka, czy krasnoluda. Ale najwięcej problemów sprawił nam nieborak Mundri. Obrażenia jakich doznał nie widziano od wielu lat. Dokładniej od czasów wojen z trolami.
- Czyli nie ma wątpliwości? Trole powróciły w Góry Smocze? - zapytał de Geriz, a Folgard od razu zrozumiał po co go przysłano w Góry.
- Tego nie powiedziałem - zaznaczył krasnolud z naciskiem - Ciała poległych były nietknięte. To nie w stylu troli.
- Obawiam się, że obie nasz rasy popełniły poważny błąd. Trole toczyły między sobą walkę o dominację. Poszczególne plemiona próbowały podporządkować sobie pozostałe. Wtedy wkroczyliśmy my, ludzie. W sojuszu z Klanami szybko zdobywaliśmy kolejne tereny. Wtedy jeszcze nikt nie zauważył jak wielkie ponosimy straty. za każdego ubitego trola płaciło życiem kilku naszych rycerzy. Ale ostatecznie trole zostały wyparte z Smoczych Gór. Tak wtedy myśleliśmy...
- A jednak?
- Cóż, obawiam się ze to tylko krótkotrwały stan rzeczy. Pojawienie się nowego wroga mogło stać się impulsem do zażegnania wewnętrznych konfliktów. Trole zjednoczyły się i wycofały by przygotować się do kontrataku.
- Brzmi to tak, jakby te bestie zaczęły nagle myśleć- powiedział Folgard. Oboje - krasnolud i człowiek zamilkli na chwile.
- Sugeruję dla bezpieczeństwa całej karawany podwoić straże - odparł w końcu Henryk de Geriz - Sądzę że trole przeszły już do działania.

Eryk von Buddern obudził się wśród nieprzeniknionych ciemności. Zdziwiło go to.
- Nikt nie dopilnował ogniska? - mruknął do siebie. Ostrożnie wyszedł z namiotu wysilając się by cokolwiek zobaczyć. Na próżno. Chmury całkowicie zakryły niebo tuż przed zmierzchem. Eryk posuwał się powoli, klnąc od czasu do czasu kiedy się o coś potykał. Podskoczył zaskoczony kiedy usłyszał za sobą czyjeś kroki
- Kto tam - zapytał.
- A, to wy. - Eryk rozpoznał głos jednego z krasnoludzkich najemników. Odetchnął z ulgą - Pozwólcie za mną, Folgard wszystko wyjaśni.
Kupiec kiwnął głową, chociaż nie wiedział nawet czy krasnolud go widzi. przeszli kilkanaście kroków i znaleźli się wśród krasnoludów. Eryk nie wiedział ilu dokładnie ich jest. Wydawało mu się że Folgard jest tuż przed nim, powiedział więc w tamtą stronę:
- Co tu się dzieje? Dlaczego ogniska są pogaszone?
- Ciszej, na bogów - odparł dowódca eskorty. - Ciszej. Wydaje się nam, że w okolicy obozu... Coś się tu zbliża. nie wiemy co, ale wolimy być gotowi.
- I chcecie z tym walczyć w ciemnościach? Niezbyt mądre posunięcie.
- Liczymy raczej na to że uda się nam zakamuflować naszą obecność. Jeśli jednak dojdzie do bitki, rozświetlimy okolicę zaklęciami. Może to wystarczy by odstraszyć nieproszonych gości. A teraz jeśli waszmość pozwoli, proszę zachować absolutną ciszę. Maldung i Bolfog, do mnie.
- Na rozkaz - odpowiedział krasnolud po prawej stronie Eryka
- Obudźcie resztę ludzi. Tylko tak aby nie narobić hałasu. i przyprowadźcie ich tutaj.
- Rozkaz.
Gdy tylko oddali się nastała cisza. Dosłownie na kilka uderzeń serca. Z trudnego do określenia kierunku zaczęły dobiegać pierwsze przytłumione odgłosy. Z każdą chwila nabierały one na sile, by już po chwili upodobnić się do szarży ciężkozbrojnej konnicy.
- Zaraza - mruknął ktoś.
- Jeszcze nie - zakomenderował Folgard. - Czekać na mój sygnał.
Eryk usłyszał że krasnoludy wyciągnęły broń. Sam dobył swój drogo zdobiony sztylet. Drogocenna broń, ozdobiona kamieniami szlachetnymi wydawała mu się całkowicie bezużyteczna. Ziemia zaczęła się trząść, a kiedy napastnicy byli na tyle blisko, że wydawało się iż nadciąga huragan, Folgar ryknął:
- TERAZ!!!

Rozbłysło niebieskie światło, rozległ się potężny grzmot. Olbrzymia kula niebieskiego ognia zawisła nad okolica rozświetlając wszystko dookoła zimnym blaskiem. Nacierające bestie zatrzymały się. Nie było żadnej wątpliwości. To były trole. Wielkie bestie o skórze twardej niczym stal zatrzymały się osłupiałe. Krasnoludy nie traciły czasu i ruszyły do ataku z bojowym okrzykiem na ustach. Eryk von Buddern ruszył także. Trole widząc co się dzieje wyszły na spotkanie wojownikom. Rozpoczęła się bitwa. Krasnoludom udało się powalić pierwsze, najbliższe im trole zaskakująco łatwo. Następne były już lepiej przygotowane. Szczęk żelaza, głuche odgłosy uderzeń potężnych maczug troli, krasnoludzkie klątwy i mrożący krew w żyłach ryk kilkunastu troli zmieszały się z wysokim wrzaskiem Eryka.
- Raaaatuuunkuuu!!! Mo-moooje nooooogiii!!! - wrzeszczał. Kolejne głuche uderzenie i zamilkł na zawsze.
Walka była zawzięta. Gdy krasnoludy swymi toporami rąbali z furią trole na kawałki, atakując coraz to wścieklej gdy tylko których z ich towarzyszy padał martwy pod mocarnymi ciosami. Zwarli się w zbitą formację, powoli cofając się w stronę obozu. Nad ich głowami przeleciało kilka ogromnych głazów.
- Cholera, Folgard! - krzyknął Olfeg - Jeśli trafią w ...
Nie zdążył dokończyć, gdy rozbłysło oślepiające białe światło. Jeden z głazów ciśnięty przez trole uderzył w magiczną kulę niebieskiego ognia. Ta zapadła się w sobie i rozbłysła nowym, właściwym ogniowi płomieniem po czym eksplodowała. Siła wybuchu wyrzuciła walczących w powietrze. Pole walki stanęło w płomieniach. Folgard szybko powstał na nogi, spojrzał za siebie. obóz zajęły płonienie. Nie było się dokąd cofać. Wielu towarzyszy nie już nie wstało. Spojrzał w stronę troli. Wyglądało na to że wpadły w szał. Kilka z nich płonęło, ale nie wyglądało nas to że czują płomienie na swoim ciele. Krasnolud ujął pewnie topór w dłoniach i krzyknął do reszty swych towarzyszy:
- Skoro przyszło umierać, to zginiemy w bitwie!
- Nie dzisiaj mości krasnoludzie! - zawołał Henryk de Geriz, pojawiając się znikąd miedzy krasnoludami a trolami. Z jego wyprostowanych ramion wystrzeliło dziesiątki białych błyskawic. Omotały one trole unieruchamiając się. Bestie szarpały się i próbowały się uwolnić, jednak czar trzymał je mocno.
- Dalej - krzyknął Henryk- Nie utrzymam czaru zbyt długo.
Krasnoludy dobiegły do sparaliżowanych bestii, dobijając je. Po chwili wszystkie trole były martwe. De Girez gasił szalejące dookoła płomienie innym zaklęciem. Cała karawana doszczętnie splunęła. Wielu poległo. Folgard starł z twarzy krew, pot i sadzę, po czym podszedł do Henryka.
- Więc jesteś także magikiem?- spytał - No jasne, nie trzeba pytać. Znasz się na teleportacji?
- Przykro mi, ale nie będę mógł teleportować wszystkich - odparł człowiek.
- Nami się nie przejmuj. Poradzimy sobie. Ale ty musisz wyruszyć natychmiast. Ktoś musi ostrzec wszystkich, ze trole wróciły.

Marthines
Smoki Maeterii 2008-2012 All Rights Reserved
Design by WasinArt.pl