Dziedzictwo Czarnych Smoków

I


Wiosenny poranek w wiosce pod górami Khazad-Tor. Wschodzące słońce zwiastuje kolejny dzień walki o przetrwanie w walce ze sługami jednego z najstraszniejszych mieszkańców tych gór – Czarnego Smoka Nelphira. Mimo to, dzięki dobrej ochronie ze strony najemników, wioska tętniła życiem. Handel i obróbka metali nabierały tempa. Miasta potrzebowały dużo stali, dzięki czemu można było solidnie opłacać tych, którzy gotowi byli bronić wioski przed jaszczurzymi pomiotami smoków. Do centrum zajeżdża delegacja z miasta ludzi, aby, jak co miesiąc, sprawdzić stan przygotowań oraz jakość wykonywanych produktów. Wśród nich był jeden z magów, którzy przybyli ze swojej wyspy na Mehas. Mają za zadanie zbadanie przyczyn tak natężonego ruchu sług nieprzyjaciela w Khazad-Tor. Mag, którego zwali Kreolem, niemal natychmiast wyruszył do sołtysa wsi, aby poprosić o wynajem ochrony. Wchodzi do mieszkania, gdzie zastaje go.

-Dzień dobry. Piękna pogoda dziś...

-Już ja znam te wasze sztuczki. Nie próbuj mnie omotać pięknymi słówkami. Mów od razu, czego chcesz.

-Potrzebuję przynajmniej dwóch ludzi do ochrony. Muszę zapuścić się głębiej w góry, aby dowiedzieć się czegoś o tym, co się w nich dzieje. Krasnoludy po drugiej stronie odmówiły nawet wejścia na teren gór. Spróbuję więc tutaj.

-A czego tam znowu poszukujecie? Nie macie dość swoich problemów?

-Pewne sprawy są naszą tajemnicą. W każdym razie można powiedzieć tylko tyle, że chodzi o jakiś przedmiot, na którym smoku bardzo zależy. Nie próbuj się nawet pytać, co to jest.

-Hmm...

Sołtys spogląda na kieszenie Kreola.

-Zapłać tysiąc sztuk złota to zastanowię się...

-Ehh, dobra, trzymaj.

-Dobrze. Przyjdź nazajutrz.

-Do widzenia...

Kreol wychodzi nieco oburzony z budynku.

-(Dlaczego im wszystkim zależy jedynie na pieniądzach? Dla nas, magów ważniejsza jest nasza mana. Lecz może istnieje inna droga ku potędze?)

Mag podchodzi do centrum wioski, pyta się okolicznych mieszkańców o nocleg.

-Przepraszam pana, gdzieś tutaj jest wolny pokój?

-Najlepiej idź do gospody, może będą jeszcze wolne pokoje.

-Dziękuję.

Poradzony przez robotnika Kreol idzie do gospody, z której po burzliwej rozmowie z gospodarzem wychodzi.

-Nie, prześpię się na dworze. A tego nawet nie mam ochoty rozmyślać. Pójdę na tył tej gospody...

Znużony snem mag w końcu zasypia. Nazajutrz zostaje obudzony hałasem dobiegającym z centrum. Delegacja odjeżdżała. Sołtys osobiście żegna podróżnych. Kreol korzysta z okazji i podchodzi.

-Pan mnie pamięta, prawda? Jaką podjął pan decyzję?

-No cóż, dwóch ludzi zgodzi się, jednakże musisz zapłacić pół tysiąca...

-Znowu...

-Na to już nic nie poradzę. To będzie dla nich tygodniówka. Zatem zgadza się pan?

-Dobrze. Trzymaj tu sakwę. Oby dobrze wykorzystali zawartość...

-I to to ja rozumiem. Za godzinę będą na Ciebie czekać dwaj najemnicy. Z mojej strony to wszystko. Życzę miłego dnia.

-Ja również, do widzenia.

Sołtys odchodzi do swojego mieszkania, natomiast mag czeka na najemnych żołnierzy. Wyczuwa w międzyczasie potężne wyładowanie w głębi gór.

-(Co to za dziwne uczucie, tak jakby gdzieś użyto jakiegoś przywołania...) No, nareszcie, panowie. Musimy szybko udać się przez wyżyny do wnętrza Khazad-Tor.

-Jasne. Nie musi się pan niczego obawiać. Najwyżej możesz nas wspomagać swoją magią.

-Zatem ruszamy...

Trzech ludzi wyrusza w stronę gór. Na wyżynie zaczynają się małe problemy w postaci sług smoka, lecz zostają od razu rozwiązane dzięki sile najemników. Wraz z dalszą eksploracją terenu wedle zachowanych map pojawiają się coraz silniejsi przeciwnicy, lecz nie wystarczająco dzięki ochronnej magii Kreola. Na granicy z górami jednak zatrzymuje ich dziwna, zakapturzona postać. Jeden z opętanych magią smoków.

-Poddajcie się, póki czas. Nasz pan was zniszczy.

-Wolałbym nie, jeśli łaska.

Potężna magia ognia powala najemników na kolana, lecz zostaje zduszona wewnętrznym zamrożeniem przez Kreola. Opętany ginie.

-Cholera, co to było?

-Niedobrze, smoki opanowały sztukę kontroli ludzkiego umysłu. Musimy uważać. Ale przynajmniej wiem, czego szukać. Tacy... opętani, mają zazwyczaj swoje laboratoria, postawione przez swoich panów. Musimy znaleźć jedno z nich.

-Niech będzie, ale po powrocie zapłacisz nam podwójnie.

-Nie mamy wyboru, idziemy.

-Tak. Może w końcu odkryję, co się tu tak naprawdę dzieję.

Po przejściu dłuższej drogi Kreol z najemnikami dochodzi do podniszczonego obserwatorium krasnoludzkiego. Zauważa tam jednak bijące światło.

-To miejsce wygląda obiecująco...

W środku zastają aparaturę pozostawioną przez krasnoludy oraz komorę, w której kształtowało się nowy byt. Drogę zagradza im kolejny opętany, ten jednak miał po części zniszczoną szatę oraz jarzące się czerwienią smoków oczy.

-Wpadłeś w nasze sidła. Czas pożegnać się z życiem.

-Ty na pewno.

Najemnicy ruszają na opętanego, lecz z niebywałą łatwością zostają pokonani i spaleni. Magia Kreola konfrontuje się z magią smoków. Po pół godzinie walki zaczyna przeważać Kreol, który rozsadza od środka opętańca.

-Wykorzystałem twoją manę, aby Ciebie rozsadzić. Nie myślałem, że mi się to uda. Cóż, w każdym razie nie będzie przeszkadzał. Wybaczcie, wojownicy...


II


„Natomiast co do tej kopuły... co się w niej znajduje?”

Kreol podchodzi do komory, w której budziło się nowe życie. 

-Oni... eksperymentują na ludziach? Co oni robią?

-To, co trzeba, by utrzymać nasz rodzaj przy życiu.

-Zaraz, kim ty do cholery jesteś, elfie i co tu robisz? Czy to ty jesteś za to odpowiedzialny?

-Heh, mało wiesz o naszej naturze. Potrafimy przybierać kształty ludzkie i elfie. Co do twojego pytania... To, co widzisz, to nowy byt, który udało się mi uzyskać po odpowiednim połączeniu waszych komórek z krwią smoka. Jaszczuroludzie... Pokryci smoczą łuską, uzbrojeni w specjalną broń i zbroje ukute przez niewolników orków we wnętrzu tego pasma. Już niedługo skąpią ten świat w morzu ognia. Moje potomstwo się rozwinie...

-Co masz konkretniej na myśli?

-Ty... jesteś wyjątkową osobą. Dobrze widzę, że w środku poszukujesz tej potęgi. Odpowiem na twoje pytanie. Kluczem do potęgi jest dusza. Nie możesz jej pochłaniać jako człowiek. Ja daję Ci możliwość stania się pierwszym smoczym magiem. Uwierz mi, dużo zyskasz przyłączając się do mnie, gwarantuję.

-Hmm... Dobrze odczytałeś moje intencje. Lecz czy mam zamiar się do Ciebie przyłączyć?

-Zawsze mogę Cię zabić, ale to odbierze nam takie możliwości... kontrola, zmiana świata...

-Niech Ci będzie. Ale tylko zaufane osoby będą wiedzieć, kim jestem naprawdę. Reszta będzie mnie znać pod inną tożsamością... Będą mnie znać, jako Pandroka...

Kreol przypieczętowuje swój los. Staje się najpotężniejszym sługą Nelphira i poznaje jego sekret. Dwa miesiące po tej wyprawie wyżyny i wioskę dręczą nowi wojownicy smoka – jaszczuroludzie. Wioska zostaje okrążona przez nich. Żywność dociera tylko przez specjalnie chronione konwoje z zaopatrzeniem. Władze miasta elfów i ludzi są zmuszone ściągnąć z Yobos potężnych wojowników znanych jako Łowcy Smoków. Jedna z potężniejszych organizacji świata skupiała w sobie dwóch potężnych magów, trzech berserkerów oraz profesjonalnego kusznika. Razem zabili już kilkanaście smoków, które nękały mieszkańców Yobos i Mehas. Przyczynili się do całkowitego wyplenienia rasy lodowych i kamiennych smoków, co bardzo nie spodobało się Nelphirowi. Rozumiał on też, że i do niego mogą oni przyjść, także za wczasu rozpoczął swoją inwazję. Organizacja stawiła się w wieży strażniczej niedaleko obleganej wioski, gdzie swój obóz postawili ludzie oraz elfowie. Dowódca organizacji, pierwszy z berserkerów Khodanir, omawia szczegóły z wodzem obozu.

-Podajcie nam koordynaty na ich dowódców. Lepiej będzie uciąć cały łeb hydrze, aniżeli rozprawiać się z wojskami, które i tak odrosną.

-Nie znamy ich dokładnego położenia. Mają kilka jaskiń, w których omawiają swoje plany. Nigdy nigdzie nie widziano istot tak okrutnych. 

-Spokojnie, poznają się na naszym orężu splamionym krwią ich panów.

-Jak to... ich panów? Przecież...

-Chodziło mi o smoki. Mamy broń pokrytą ich krwią oraz czymś zwykle niedostępnym w tym wymiarze, czarną rudą.

-Nie będę się wtajemniczał w to, co to jest. 

-Jeżeli to wszystko, to nie będziemy siedzieć tu bezczynnie. Podajcie namiary na te jaskinie, idziemy tam od razu.

-Trzymaj...

Łowcy po otrzymaniu namiarów, bez namysłu ruszają do kolejnych jaskiń. Bez większego trudu pacyfikują kolejne ze smoczych istot. Docierają do dowództwa, w którym znajdowało się także kilku ze smoczych magów. Tam walka trwa o wiele dłużej, łowcy ledwo wygrywają dzięki niesamowitemu refleksowi kusznika Rognira, który zabija ciągle teleportujących się magów.

-Dalej nie idziemy. To jakieś cholernie potężne istoty. Musimy odpocząć. Może w wiosce dadzą nam się gdzieś przespać. Tutaj nigdzie się nie da. 

-Zastanawia nas, jakim cudem ta ziemia tak szybko została wyjałowiona. Zostaniemy tu jeszcze parę godzin.

-Rozumiem. Dobrze. Berserkerzy i kuszniku, za mną do wioski. Magowie dołączą do nas za jakiś czas. 

Wojownicy wyruszają do wioski, natomiast magowie badają glebę dookoła.

-Coś złego się tutaj stało. Ziemia nawet nie opiera się inwazji obcemu jej złu.

-Mnie martwią ciała tych magów. Energia wręcz z nich wypływa. To istoty obdarzone mocą smoków, lecz czuję w nich coś dziwnego. Tak jakby były... niewrażliwe na upływ czasu. To oznaczałoby, że z tym wymiarem połączony jest kamień filozoficzny, jego pan obdarzył wybrane osoby wiecznym życiem.

-Podejrzewasz, że to Nelphir jest jego panem?

-Nie jestem do końca przekonany. Te twory mogą być albo efektem kamienia, albo wyjątkowej many. Ale zobaczymy. Musimy wracać do obozu.

-Ta, to będzie chwilowo najlepsze rozwiązanie.

Magowie udają się na spoczynek. W nocy, nad górami Khazad-Tor natomiast zauważono wielką, czerwoną łunę. Było to świadectwo przybycia potężnej istoty do tego wymiaru. Nad ranem zaalarmowani Łowcy niemal natychmiast wyruszyli do wnętrza gór. Szczególnie niepokoiło to magów, którzy zdawali sobie sprawę, czym grozi łamanie barier światów oraz jakie istoty mogą przełamywać je bez naruszania struktur. W rekordowym tempie docierają do styku wyżyn z górami. W środku gór natomiast tempo zostaje gwałtownie spowolnione. Niezliczone ilości jaszczuroludzi zmuszają ich do niszczenia każdego laboratorium, w którym tworzone są nowe byty. Z czasem jednak docierają do Cytadeli Ognia, wielkiej sali tronowej pierwszego Smoczego Maga. Wchodząc do niej Smoczy Łowcy nie zauważają nikogo w jej środku. Pod salami magowie wyczuli jednak kolejne z laboratoriów. Tam jednak nie było żadnych komór, lecz kilku magów eksperymentowało nad... portalami. Magowie Łowców jako pierwsi się tam dostają i zabijają pozostałych przy życiu smoczych magów. Przenoszą tam swoich ludzi.

-Więc to mieliście na myśli?

-Niestety, to prawda. Udało im się stworzyć portale do innych światów. Jednakże... tutaj przebywała przez chwilę potężna istota. Udała się prawdopodobnie tym środkowym portalem. 

-Zatem nie czekajmy, wchodzimy od razu.

Łowcy przechodzą przez portal do nieznanego im wcześniej świata. Był on jednak całkowicie zdewastowany, pokryty czarną ziemią. Był bez kolorów, bez życia. Jedynie zmory i szkielety przywołane tam przez istotę miały tam prawo bytu. 

-Ten świat... to jakaś istna Dolina Cieni. Nigdzie nie ma życia, wszystko poumierało.

-Khodanirze, wyczuwam potężną magię w jednym miejscu. Emanuje z tego przedmiotu mana, jakiej nigdy nie czułem. Trzeba za wszelką cenę się dowiedzieć, co to.

-Ruszajmy. Przebijemy się przez stada nieumarłych i odkryjemy tajemnicę czarnego smoka.

Gromada wyrusza. Poprzez długie wyżyny w końcu docierają do rzucającego się w oczy ołtarza pośrodku pustej niziny. Magowie przyglądają się mu dokładniej.

-I co, znaleźliście coś ciekawego?

-Jak dotychczas nie...

-Poczekaj... Mam tu przy sobie jeden z medalioników, który każdy ze smoczych magów miał przy sobie. Pasuje do małego wgłębienia w ołtarzu.

Mogron wsadza amulet do środka, po czym ziemia przy ołtarzu zaczyna się trząść, z otchłani wyłaniają się... dwaj najemnicy, przemienieni przez moc Pierwszego w Nieumarłych Smoczych Nadzorców. Spoglądają na Mogrona.

-To nie jest nasz. Eksterminacja...

-Panowie, do broni!

Krótka wymiana ciosów kończy się na odesłaniu najemników na wieczny spoczynek, jednakże jeden z berserkerów umiera wskutek odniesionej rany.

-Nie znajdziemy lepszego miejsca na twój pochówek. Spoczywaj w pokoju, bracie... Mogronie i Danie, co teraz? Sprawdźcie, czy mają przy sobie coś, co pozwoli nam zrobić krok naprzód.

Magowie obszukują ciała Nadzorców, lecz niczego przy nich nie znajdują.

-Mogron, poczekaj. Może uda mi się odszyfrować to, co jest zapisane na tym ołtarzu... „Jedna dusza i dwa ciała. Połączone ciała są, otwierają oczy wybranym”

-Chyba rozumiem, co trzeba zrobić. Dawajcie ciała nadzorców... i naszego brata tutaj. Musimy je poświęcić w tym celu...

-Hrr... Niech wam będzie...

-... Jedna dusza i dwa ciała. Połączone ciała są, otwierają oczy wybranym...

Ziemia ponownie się trzęsie. Z wnętrza wyłania się ogromne wejście do... leża czarnego smoka. Łowcy natychmiast ruszają w głąb. Są zmuszeni się spinać po kolejnych stopniach z powodu ich rozmiarów. Dan i Mogron wyczuwają tam ogromną moc.

-Co za siła... Rognirze, sprawdź, kto tam jest i ewentualnie podsłuchaj, jeśli rozmawiają.

-Spokojnie...

W środku leża ku końcowi zaś zmierzała rozmowa Nelphira i Pandroka z istotą, która przybyła niedawno do tego wymiaru.

-... Nakazywałem wam jej pilnowanie. Za wszelką cenę. Lepiej, żebyście się poprawili... Ktoś tu jest...

Istota w czerwono-metalicznej zbroi teleportuje się. Nelphir w swej ludzkiej postaci zauważa wchodzących Łowców.

-Ha, Pandroku, przegrałeś. Nigdy nie wierzyłeś, że komukolwiek uda się tutaj dostać.

-To rzeczywiście dziwne. Tym bardziej, że dotarli aż tutaj... Łowcy smoków... 

-Czy to wy kierujecie całą armią jaszczuroludzi? Odpowiecie za zło, które wyrządziliście.

-Konkretnie to ja odpowiadam... Pandrok, Pierwszy z Smoczych Magów, miło mi... Khodanirze, jeśli dobrze pamiętam.

-Skąd ty możesz mnie znać?

-Spójrz na znamię...

-Zaraz... Nie, Kreol? Minęło tyle lat. Tylko mi nie mów, że przez ten cały czas dla niego pracowałeś?!

-No cóż, ja nazwałbym to wymianą. Lord Nelphir daje mi moc, a ja w zamian robię to, o co mnie poprosi. Wreszcie dowiedziałem się, co jest kluczem do potęgi. Pochłanianie dusz...

-Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz. Niestety wyciągnąłeś złą kartę...

Pandrok ściera się z Khodanirem i Denem, natomiast drugi berserker, Mogron i Rognir próbują przeciwstawić się magii Czarnego Smoka. Z wysoka obserwuje ich walkę istota...

-Khm, niech to się potoczy własnym torem. Póki co, jajo jest bezpieczne.

… Po czym ponownie ucieka z wymiaru. Pandrok wykańcza Dena, jednakże nie ma wystarczająco dużo siły na pokonanie silnie uformowanego fizycznie Khodanira, który zabija byłego aspiranta do bycia Arcymagiem Łowców Smoków. Nelphir natomiast miażdży berserkera oraz ogłusza Mogrona. Próbuje dokończyć dzieła, zabijając Rognira ludzkimi czarami, lecz ten zwinnie unika jego pocisków i skutecznie kontratakuje. Do walki dołącza Khodanir.

-Zatem pokonałeś Kreola. Cóż, pod moją kontrolą jego zdolności bojowe musiały spaść. Zatem skoro się tak prosisz... Sądzę, że dobrze byłoby naprawić jego błąd.

Nelphir przekształca się w swoją prawdziwą, smoczą formę. Spala na popiół Rognira, który ostatnim aktem wybija smokowi oko, Khodanir wykorzystuje połączenia mentalne z ciałami Łowców, aby wzmocnić swoje ataki. Jednak to smok nadal był w ataku i odpychał od siebie wojownika. Po wyczerpującej walce mana Czarnego smoka się wyczerpała i wobec niemocy Nelphir zostaje pokonany. Przemienia się resztkami swojej energii w formę człowieka i przenosi się na górę, gdzie ukryte było... jego jajo. 

-Nie uciekniesz daleko. Już wiem, gdzie Ciebie szukać.

-(Cholera, poczekaj jeszcze chwilę, potrzebuję tylko chwili, aby móc je przenieść)

Khodanir jednak jest szybszy. Szybko wspina się po górskiej ścianie do miejsca, w którym ukryte było jajo.

-Jasna cholera. Czyli to to było w tym zapomnianym przez Bogów miejscu ukrywane...

-Tak. Moje dziedzictwo... To był prawdziwy powód naszej inwazji. Utrzymanie naszej rasy przy życiu. Co do twojej... mowy, twoje rozumowanie jest błędne. To miejsce nie jest zapomniane przez Bogów...

-O czym ty mówisz?

-A przynajmniej przez jednego... W każdym bądź razie, moja rasa przetrwa. Moje dziecię przyjdzie na świat i skąpie go w morzu krwi. 

-Zaraz się przekonamy...

Rzut Smoczym Mieczem Khodanira w stronę smoczego jaja w celu zniszczenia go w ogóle się nie powodzi. Sam miecz zostaje zniszczony przez tarczę many, która je otaczała. Rozprysk many zabija Nelphira, który właśnie chciał się przenieść do portalu.

-Co to jest na wszelkie diabły? Czy to na pewno jest jajo smoka? Wyglądem je przypomina, lecz jest dwa razy większe. Ale w końcu to czarny smok... Może powinienem...

Khodanir podchodzi do jaja i próbuje odczytać manuskrypt na nim zawarty. Poświęca ciało zabitego Czarnego Smoka, aby je otworzyć. Nagle cała dolina zaczyna rozpadać się pod wpływem mocy uwolnionej z wnętrza jaja. W środku zaś... nie ma małego smoka. Została tam ukryta najpotężniejsza broń wszystkich wymiarów...

-Niemożliwe, przecież ta broń nie istnieje.

-Ależ oczywiście, że ona jest realna. Byłeś głupcem w to nie wierząc...

-Czyli... ty jesteś... tym Bogiem?

-Tak, to ja. Azdarn, mistyczny. Jako jedyny zainteresowałem się innymi wymiarami. I jako jedyny tym światem.

-Co tu robisz? A raczej, co tutaj robi cząstka twojej mocy?

-Cząstka mojej mocy... To jest zmodyfikowana kopia Quantum. Lecz chyba od teraz to będzie zwane Quantum Univers, gdyż jest to uniwersalne...

-Co...

-Ukrywam ją tu. Więcej wiedzieć nie musisz. Natomiast zdarzenia w waszym świecie... Cóż, przed twoją śmiercią uchylę Ci ten ułamek tajemnic. Przybyłem do tego wymiaru, objawiając się Nelphirowi w swej prawdziwej postaci. Nakazałem mu wyruszyć z armią na podbój, aby wreszcie któryś z was, ludzi, tutaj dotarł. Widzisz, nadal badam wasze reakcje na przeróżne sytuacje. Ludzka psychika to najbardziej niezbadana rzecz we wszechświecie.

-A po co tu Quantum...

-W przyszłości będzie tu rezydował potomek Nelphira. I na niego przyjdzie czas, ale wtedy już będzie zabity z ręki kogoś bardziej... mi bliskiego. I tak za dużo powiedziałem. W tym momencie odbieram Ci moc kamienia filozoficznego, która w tobie płynie. Żegnaj, Khodanirze.

-Zaraz, tak łatwo się nie...

Azdarn zbiega do innego wymiaru, natomiast Khodanir... umiera. Życiodajna moc kamienia filozoficznego uszła z jego ciała, odbierając mu życie. Potomek Nelphira, Poratnik, przychodzi na świat w górach Khazad-Tor. Jaszczuroludzie wynoszą się z okolic wioski i wyżyn do gór, aby pilnować swojego nowego pana, który dopiero dorastał, lecz już pozostawił swoje dziedzictwo na tej ziemi, kolejne smocze jajo. Rada Mehas, która została utworzona po ustąpieniu wojsk smoka, powołuje kolejnych Smoczych Łowców, a wśród nich tropicieli, którzy wykrywali i niszczyli kolejne smocze jaja. Quantum pozostało w wymiarze Doliny Cieni, które od tej pory zyskało przydomek Univers. Zaś Poratnik już teraz pozostawił na tej ziemi swoje dziedzictwo, Jajo Czarnego Smoka...


Smoki Maeterii 2008-2012 All Rights Reserved
Design by WasinArt.pl